Maj nieco zatruty

Maj nieco zatruty

Kolejne spotkanie w szkole podstawowej. I znowu zaskakuje mnie, jak współczesne dzieci są bystre i odważne. I jak szarpią się z nimi nauczyciele, by wedle dawnych metod ocalić dyscyplinę. A tu trzeba chyba jakoś inaczej. Jak? Nie wiem. Ale stanowczo za mało jest uśmiechów na obliczu polskiego ciała nauczycielskiego. Na tych twarzach jakby zamarło westchnienie: „Kto by to wszystko wytrzymał”. Niepokojący bywa dysonans między konserwatyzmem polskiej szkoły publicznej a skalą zmian, jakie zaszły w naszym świecie i w dzieciach. A też zaczynamy ze zgrozą dostrzegać, jak bywa groźnie, kiedy dzieciom nie stawia się granic.
Zadaję jakieś pytanie, wszystkie zgłaszają się błyskawicznie do odpowiedzi, ale zaraz potem okazuje się, że część z nich w ogóle nie wie, o co pytałem. To już pachnie narcyzmem. Chłopiec pyta, kiedy po raz pierwszy napisałem utwór. Opowiadam: byłem w ich wieku, zdziwiło mnie, że kot zarówno płci męskiej, jak i żeńskiej ma wąsy, poezja rodzi się ze zdumienia i dlatego napisałem o tym wiersz. Słyszę głosy, że w konkursie piosenki kobieta miała wąsy, nie ma więc co się tak dziwić. Pytam: – Jak myślicie, dlaczego tytuł mojej książki dla dzieci ma w sobie rym? – Bo teraz wszystko musi się dobrze sprzedać! – woła dziewczynka.
Nie mam wątpliwości, dzisiaj dzieci są inteligentniejsze, niż były kiedyś, także dlatego, że nie są już katowane w szkołach, co było normą, i dostają masę pozytywnych bodźców. Czy nie może to jednak obrócić się przeciwko nim i nam?
Boimy się Rosji, która nie szanuje granic, ale być może dorośli, którzy wyrosną z naszych słodkich małych tyranów domowych, staną się większym zagrożeniem dla wszelkich granic. Toczy się w nich tajemnicza gra i jest wielki znak zapytania.
Na to, co robi teraz Rosja, patrzy się w Polsce zbyt emocjonalnie albo za zimno, tylko jak na polityczną grę. Za mało mówi się o skali kłamstwa w Rosji na temat Ukrainy, a jest tak monstrualna, że widać w niej nawet potencję zbrodni. Celnie pisze Timothy Snyder z Uniwersytetu Yale, widząc w tym liczne pokrewieństwa z faszyzmem.
„Faszyzm odrzuca demokrację i liberalizm, uznając je za fikcyjne postaci indywidualizmu. Najważniejsza staje się zbiorowa wola, która ma wygrywać z indywidualnością. Czyn staje się wszystkim, słowa niczym. (…) Trwa świętowanie irracjonalizmu przeciwstawionego rozsądkowi i doświadczeniu”. A to zagraża też mentalnie Europie, gdyż radykalizm rodzi radykalizm. Zgadzam się. Stąd też siła mojej niechęci, nie tylko wobec Putina, ale też polskiej prawicy, która z fikcji i złorzeczenia uczyniła język codzienny. I ta plemienność, u nas zakompleksiona, dlatego na szczęście tylko żałosna, w Rosji groźna, ponieważ na atomowych arsenałach, a to jakoś pokracznie siedzi na wieloetniczności tego kraju. I tylko pozornie jest paradoksem, że Putin straszy Rosjan faszyzmem: Kijów to faszyści, taka figura retoryczna, każdy wróg Rosji to faszysta. Strasznym grzechem Rosji było zaniechanie uczciwego rachunku sumienia za zbrodnie ZSRR. Niemcy odbyli pokutę i stali się zupełnie inną społecznością. Sporą jednak rolę w tym odegrały dobrobyt i sukces. Los Rosjan to stałe upokorzenia, triumf nad Hitlerem i lot w kosmos, też w sensie oderwania od rzeczywistości.
Terroryzm uczynił świat gorszym i gorszym czyni go teraz Putin. A przy okazji, czy już nie najwyższy czas, aby Euro-Ameryka przeszła na inne źródła energii niż ropa? Zaczynam wierzyć w spisek nafciarzy i firm samochodowych.
„Wszędzie jest źle, wszędzie można mówić o dobijaniu”, mówi Prezes, stojąc na tle morza i stoczniowych dźwigów, do których mam taki sentyment. W myślach zachęcam: śmielej, jeszcze śmielej, jak posłanka Pawłowicz, niech szydła wychodzą z worka, po co grać pozorami, to przecież takie kłopotliwe. PiS musi przecież odebrać głos narodowcom, którzy pokazują się na tle spalonej tęczy. A jaki kłopot z szalonym Korwin-Mikkem, jak go przelicytować?
Zepsuła się majowa pogoda, ale i bez tego widać, że byłaby zepsuta. Za liczne są spoty wyborcze i plastikowe reklamówki w stylu „Lidl – mądry wybór”. Mój synek, pierwszoklasista, zna dziesiątki handlowych sloganów na pamięć i je wyśpiewuje, chyba sam już nie wie – tak na poważnie czy do śmiechu. Pyta mnie tuż przed zaśnięciem, czy można w to wierzyć. – Nie bardzo – mówię – ale jeszcze bardziej nie wierzyłbym politykom. – A kto jest politykiem? – pyta. Nie mam siły mu tłumaczyć. Zresztą sam już chyba za bardzo nie wiem.
Wszyscy w tym się pogubiliśmy, dlatego frekwencja na eurowyborach będzie słabiutka. Poirytowało też okrutnie ludzi, kiedy ujawniono, jakie pieniądze zarabia się w Brukseli, doszedł więc element zawiści. Jakieś osły wezmą wielką kasę, a my ledwie wiążemy koniec z końcem. Stąd też nagła kariera Janusza Korwin-Mikkego. Na złość – ten przynajmniej się powygłupia i będzie cyrk.
A ja bez wahania jednak pójdę głosować, są bardzo kompetentni fachowcy do wyboru, niewielu, ale widać ich wyraźnie, jak ryby na bezrybiu. 

Wydanie: 21/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy