Co dalej z Ukrainą?

Co dalej z Ukrainą?

W Genewie odbyły się rozmowy na szczeblu ministrów spraw zagranicznych Rosji, USA, Ukrainy i Unii Europejskiej. Teraz obie strony, to jest Rosja i cała reszta, wzajemnie się oskarżają o nieprzestrzeganie zawartego porozumienia. Jednym z istotnych jego punktów było rozbrojenie nieformalnych, uzbrojonych grup i zaprzestanie przez nie okupacji budynków oraz miejsc publicznych. Aktualny rząd ukraiński domaga się rozbrojenia i zaprzestania okupacji budynków i terenów we wschodniej Ukrainie przez prorosyjskich separatystów. Ci ostatni twierdzą, że nie rozbroją się, dopóki nie rozbroją się bojówki Prawego Sektora. Rosja udaje, że nie ma nic wspólnego z separatystami i ich postawą, rząd ukraiński udaje, że rozbrojenie nie miało dotyczyć Prawego Sektora, zaprzestanie okupacji w sposób oczywisty nie dotyczy kijowskiego Majdanu. Ameryka straszy Rosję, że zaostrzy sankcje.
My prężymy muskuły, bo właśnie na naszą prośbę wylądowała u nas kompania żołnierzy amerykańskich, którzy będą ćwiczyć razem z naszymi. Uczyniono z tego wydarzenie polityczne niemal tak wielkie, jak samo przystąpienie do NATO. Kompanię (zapewne z kapitanem na czele) witał osobiście minister obrony narodowej w otoczeniu kilku generałów. Myślę, że Amerykanie byli tym szczerze zdziwieni. Pokazały to wszystkie telewizje publiczne i komercyjne, opisały gazety. Z tego wydarzenia, zdaje się, taki ma iść przekaz do ludu: Amerykanie są z nami, my się Putina nie boimy! Mądry i troskliwy rząd zadbał nadzwyczajnie o nasze bezpieczeństwo. Znów jesteśmy „silni, zwarci i gotowi”. Wiadomość o tym zdarzeniu zapewne dotarła do Putina. Jest teraz, w to nie wątpię, tak przerażony, że nie odważy się na nas napaść (jest więc szansa, że nasze dzieci 1 września będą jednak mogły pójść do szkoły!), ale być może nie odważy się nawet na zajęcie wschodniej Ukrainy.
Co jednak ze spotkania w Genewie wynika dla wielkiej polityki, nie dla naszej lokalnej zabawy w politykę? Przede wszystkim okazało się, że nikt poważny w świecie nie miał wątpliwości, że ukraińskiego kryzysu bez udziału Rosji rozwiązać się nie da. Czy nawet z jej udziałem się uda, pewności nie ma. Ale bez jej udziału na pewno nie. Zatem Kerry, Ashton (nie mówiąc już o ministrze spraw zagranicznych Ukrainy Deszczycy) spotykają się z Ławrowem, którego niektórzy nasi politycy i publicyści zaliczyli już niemal do zbrodniarzy wojennych, wyliczając, jakie to zbrodnie przeciw prawu międzynarodowemu popełniła ostatnio Rosja. Albo więc nie uważają Ławrowa za zbrodniarza (źle!), albo uważają, że ze zbrodniarzem można rozmawiać (chyba jeszcze gorzej). Tak czy inaczej polityka Zachodu po raz kolejny rozmija się z naszą.
Ławrow z kolei spotkał się w Genewie z Deszczycą, a więc zgodził się rozmawiać z ministrem spraw zagranicznych rządu, którego Rosja nie uznaje de iure.
W Genewie nie było już mowy o Krymie. Zarówno USA, jak i Unia Europejska, choć de iure nie uznają aneksji, podobnie jak Rosja ukraińskiego rządu, pogodziły się widocznie z tą aneksją i odkreślając przeszłość „grubą kreską”, zajęły się przyszłością.
Strony przyznały, że problemem numer jeden są uzbrojone bojówki, stąd postulat ich rozbrojenia i opuszczenia okupowanych przez nie gmachów i miejsc publicznych. Słuszny to postulat, zdaje się na razie niewykonalny, ale przynajmniej wskazujący na główny problem. Jak długo prorosyjscy separatyści będą zbrojnie utrzymywać terytoria na wschodzie, a uzbrojone bojówki Prawego Sektora kontrolować Majdan, a za jego pośrednictwem rząd, żadna władza nad całą Ukrainą nie panuje, nie da się ani przeprowadzić koniecznej reformy państwa, ani ratować kompletnie zrujnowanej gospodarki. W takim stanie państwa nawet żadna pomoc z Zachodu nie jest możliwa, bo nie bardzo miałby ją kto przyjąć i sensownie zagospodarować.
Co więcej, istnienie tych bojówek po obu stronach w każdej chwili może skutkować wybuchem wojny domowej i rozlewem krwi. A wtedy sytuacja nie tylko na Ukrainie, ale w świecie może się wymknąć spod kontroli.
Sytuacja wydaje się patowa, ale przecież w nieskończoność trwać nie może. Na razie każda ze stron próbuje zrzucić winę na przeciwnika i odnieść maksymalnie dużo korzyści politycznych. Ameryka chce, korzystając z okazji, osłabić maksymalnie Rosję. Rosja szantażuje Ukrainę, a przy okazji Europę, że jeśli nie zostaną uregulowane płatności za gaz, to przerwie jego dostawy.
My, jak już wspomniałem, prężymy muskuły. Tylko Ukraina jak dotąd nic z tego nie ma, Ukraińcy żyją w coraz większej nędzy i niepewności jutra.
Zbliżające się wybory też nie przyniosą przełomu. Przede wszystkim nie wiadomo, czy ich wyniki zostaną uznane przez Majdan i przez separatystów. A nawet gdy zostaną, jakie siły polityczne dojdą do władzy? Batkiwszczyna Julii Tymoszenko, która już raz współrządziła i doprowadziła do czego doprowadziła? Swoboda, która jeszcze nie rządziła, poza samorządami na zachodniej Ukrainie, gdzie koncentrowała się na upamiętnianiu UPA i Bandery? Jacyś nowi populiści? Ukraińska odmiana niegdysiejszej naszej Samoobrony? Czy nowy rząd zapanuje nad sytuacją?
Zamiast jesienią i zimą jeździć na Majdan i zagrzewać Ukraińców do walki z władzami, trzeba było podpowiadać im okrągły stół – wtedy miał on szanse. Dziś – bardzo w to wątpię.
Z całą pewnością Kerry znów musi się spotkać z Ławrowem. Oni to dobrze wiedzą. Na razie chcą wytargować jak najlepsze pozycje wyjściowe do kolejnej rundy sporu. Stąd te wzajemne oskarżenia. Ale bieg wydarzeń może niespodziewanie przyspieszyć, sytuacja na Ukrainie może się wymknąć spod kontroli. Mam nadzieję, że Kerry i Ławrow zdążą. 

Wydanie: 19/2014

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. Emil
    Emil 12 maja, 2014, 14:16

    Znakomicie napisany, z nutka ironii art. W mojej ocenie Polacy czy prędzej czy później otrzymają sowitą „zapłatę” za wylansowanie banderowców na Ukrainie.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy