Przytępiony słuch PO

Przytępiony słuch PO

Pisanie o Platformie Obywatelskiej przypomina wizytę w gabinecie dentysty. Rozsądek nakazuje, by tam chodzić, ale przyjemność z tego mogą czerpać tylko masochiści. Wielu Polaków – czy to z rozsądku, czy z wyrachowania – popiera PO i pewnie tak będzie aż do wyborów parlamentarnych, bo na horyzoncie nie widać lepszej oferty. Prawo i Sprawiedliwość na liczne przecież i realne problemy kraju proponuje Polakom tak niebezpieczne lekarstwa, że większość woli już to, co jest! Uznając, że lepiej chodzić z bolącym zębem, niż dopuścić do władzy takich lekarzy, z jakimi miała nieszczęście zetknąć się np. Barbara Blida. Lewica, która też aspiruje do leczenia kraju, jest dziś w wyścigu do władzy jak gimnazjalista. A jemu swoich zębów nie powierzyłby nawet największy ideowiec. Polityka to zbyt skomplikowane rzemiosło, by na jakieś większe sukcesy mogli liczyć ambitni młodzieńcy. Chyba że jest rewolucja i trzeba zamiast głowy używać innych organów. Na rewolucję się jednak nie zanosi. W cenie są więc kompetencja i doświadczenie.
Platforma w ciągu dziesięciu lat osiągnęła więcej, niż sobie wymarzyli jej twórcy, którzy – jak to bywa w partii wodzowskiej – w większości nie dotrwali do jubileuszu. Donald Tusk też pewnie kiedyś odejdzie, bo w polityce nikt nie jest wieczny. A wtedy najpopularniejszy będzie cytat z jego niezbyt rozsądnej wypowiedzi, jak to nie ma z kim przegrać.
Tusk wygrał wszystko, co mógł. Ale przegrał coś bardzo ważnego. Wielką szansę na zbudowanie ruchu prawdziwie obywatelskiego. Szerokiego i ideowo nastawionego na przyspieszoną modernizację Polski. Po wyborach w 2007 r. niewiele już zostało z ówczesnego entuzjazmu i wiary w przeprowadzenie takich zmian, które ułatwią życie Polakom i wyzwolą to, co mamy najcenniejsze. A więc niezwykłą operatywność i pomysłowość rodaków. Niestety, zamiast kolejnych tak oczekiwanych decyzji mamy politykę kadrową jak z koszmarnego snu. Coraz więcej kadrowych spółdzielni wyłaniających się z otoczenia partyjnego. Coraz więcej zadowolonych z siebie ludzi władzy, którzy zapomnieli, co obiecywali. I tak jest w kolejnych branżach, instytucjach państwowych i tych zależnych od decyzji politycznych. Sygnały o tym płyną już nie wątłym strumyczkiem, choć też, co trzeba uczciwie powiedzieć, nie jest to wielka rzeka. Jeszcze nie jest. Ale jeśli nic się nie zmieni, to wyborcy w przyśpieszonym tempie mogą dojrzeć do zmian.
Popieranie jakiejś partii z powodu rozpaczliwej bezalternatywności to przedostatni etap w jej relacjach z wyborcami. Ostatni to czerwona kartka. Jak długo Polacy na czele rankingu będą widzieli taką Platformę Obywatelską, jaką jest ona dziś, a nie tę, która wygrywała wybory przed paru laty? Tym, czego Platformie przybyło, są posady. Niestety, zbyt często obejmowali je ludzie, których powinno się trzymać z daleka od decydowania o pieniądzach publicznych.
PO chlubi się tym, że ma dobry słuch na problemy społeczne i sygnały o patologiach. Ale to, co robi ostatnio, dowodzi, że jest wręcz odwrotnie. Zniecierpliwionych i rozczarowanych wyborców PO słychać już bez używania stetoskopu.

Wydanie: 5/2011

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy