Polscy patrioci czczą w Wilnie pamięć powstania styczniowego

Polscy patrioci czczą w Wilnie pamięć powstania styczniowego

Pan prezydent Komorowski wybiera się na Litwę. Chce, zdaje się, naprawić to, co latami psuło MSZ. Będzie mu trudno. Zresztą prawdziwym patriotom i tak podpadnie. Prawdziwi patrioci pojechali do Wilna 26 stycznia, by w Domu Polskim czcić rocznicę wybuchu powstania styczniowego.
Do Wilna zjechały aż trzy zespoły: Karat Napalm Grupa, Zjednoczony Ursynów oraz Irydion. Zapraszała polska młodzież z koła Związku Polaków na Litwie „Polska Młodzież Patriotyczna”.
Z zespołami przyjechały też autokary z Polski, przywożąc sympatyków Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i Młodzieży Wszechpolskiej. Sympatycy zasilili publiczność koncertu.
Patrioci przyjechali do Wilna z misją. Zadaniem grupy Karat Napalm Grupa, jak wyjaśnił jej lider, jest „przybliżanie młodzieży historii Polski”. No więc pojechali i przybliżyli. Występ Zjednoczonego Ursynowa okraszany był tekstami typu „w przyszłości Wilno, Lwów i Grodno będą polskie, a nie obce”. Przybliżając, naubliżano przy okazji premierowi Tuskowi i Platformie. Przybliżenie obejmowało też odśpiewanie kilku kibolskich piosenek.
Organizatorzy byli nieco zaskoczeni formą tego przybliżania i poprosili o apolityczność występu, na co rezolutny lider zespołu odparł, że w takim razie musiałby od razu go zakończyć, bo apolityczny być nie potrafi. Na szczęście solista był, jak to tłumaczono, „zmęczony drogą” (cokolwiek to miało znaczyć) i nie mógł kontynuować patriotycznego występu. Irydion miał mniej zmęczonych solistów i podobno w miarę apolitycznie koncert kontynuował. Były tylko piosenki wojskowe i religijne, wszystko w formie rocka i muzyki heavymetalowej. Publiczności bardzo się to podobało. Grupa Irydion w Polsce jest znana (tam, gdzie jest znana) z wielkiego patriotyzmu, antysemityzmu i przywiązania do religii. To ostatnie koliduje, zdaje się, z antysemityzmem, który wedle oficjalnego nauczania Kościoła podobno jest grzechem, ale w Polsce niekoniecznie. Niektórzy, nie dość patriotyczni, mają za złe zespołowi, że posługuje się symboliką faszystowską. Może jednak są przewrażliwieni, a może też zbałamuceni przez jakichś kosmopolitów lub postkomunistów z „Gazety Wyborczej”.
Po koncercie tłumek organizatorów i publiczności przemaszerował przez Wilno, a na drugi dzień złożył kwiaty na cmentarzu Na Rossie.
Prezes Związku Polaków na Litwie, a przy okazji poseł na litewski Sejm, Michał Mackiewicz, pytany przez dziennikarzy o imprezę tłumaczył dość pokrętnie, że na koncercie nie był, ale – po pierwsze – w Związku Polaków na Litwie jest demokracja i nie sprawdza się, co kto śpiewa, jak za Sowietów. Po drugie, „może to była taka piosenka, a może był jakiś prowokator”. (Koniecznie trzeba sprawdzić, czy Adam Michnik ma alibi!). Po trzecie, zwróci uwagę organizatorom, że „są politycznie niedojrzali”.
No to w zasadzie grunt pod wizytę prezydenta Komorowskiego został przygotowany. Tyle że ci Litwini jakoś ostatnio tak mało życzliwie są nastawieni do Polaków. Zamiast korzystać z okazji i uczyć się prawdziwej historii od Zjednoczonego Ursynowa albo Irydiona, z niezrozumiałych powodów boczą się na nas.
Sympatykiem i w pewnym sensie opiekunem grup Zjednoczony Ursynów i Irydion jest m.in. poseł PiS Artur Górski. Obecność tego męża stanu w tle wspomnianych zespołów nadaje im prawdziwie polityczną rangę. Wszak poseł Górski to nie byle kto. Swego czasu protektor samego Jezusa Chrystusa, którego chciał osadzić na tronie polskim, obrońca białej rasy przed czarnym Obamą. Wspiera jak może patriotycznych artystów. Ci ostatni zaś nie tylko uczą młodych Polaków patriotyzmu i przybliżają im to i owo, lecz także wydają od czasu do czasu polityczne oświadczenia. Na przykład, że „Kosowo jest serbskie” (co można przeczytać na ich stronie internetowej).
Coś, co jeszcze 10 lat temu mogło się wydarzyć jedynie w domu wariatów, dziś jest już obecne w polskiej polityce.
Coś, co jeszcze 10 lat temu mogło być najwyżej śmieszne, dziś jest już groźne. Tym groźniejsze, że słabnie Unia Europejska, a w Europie budzą się nacjonalizmy. Także w Polsce, na Litwie, na Ukrainie…
Może warto o tym poważnie porozmawiać?

Wydanie: 7/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy