Pozorowana walka z kibolami

Pozorowana walka z kibolami

Ile to już razy kibole przekraczali czerwoną linię? Ile razy słyszeliśmy od władz, że zrobią z nimi porządek? Lata mijają, a kibolstwo jest coraz bezczelniejsze. Czuje się coraz pewniej, bo pokazy chamstwa i agresji powiązało z wersją patriotyzmu, którą lansuje PiS. Rządząca partia flirtuje z prawicowymi narodowcami od lat. I wiele razy wychwalała te oprawy meczowe, które były związane z kultem „żołnierzy wyklętych”. Bagatelizowała zaś napisy lżące opozycję. PiS nie przeszkadzały treści rasistowskie, antysemickie czy obrażające Litwinów. Nieznane są sukcesy policji i prokuratury w znajdowaniu i karaniu sprawców tych przestępstw. Taki mamy teraz klimat polityczny. Nietrudno przewidzieć konsekwencje umizgów do kiboli i zapewnienia im faktycznej bezkarności. Nawet śmierć kolejnych ofiar porachunków między kibolami ani dziesiątki rannych policjantów nie skłoniły władz do stanowczych działań. Na politycznej górze brakuje determinacji. Powołuje się kolejne komisje i zespoły, które szukają jakiegoś rozwiązania. Tak jakby problem był nowy i światu nieznany. A tak przecież nie jest. O tym, jak walczyć ze stadionowymi bandytami, wiadomo prawie wszystko. W Polsce jest wielu ludzi, którzy wiedzą, jak te problemy rozwiązano w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Najskuteczniejszy jest model angielski. Co więc sprawia, że nie sięgamy po doświadczenia z Wysp? Pseudopolityczne rachuby, że z kibolami można się dogadać? Że trzeba i warto dbać o potencjalnych wyborców? Mało w tym sensu, bo każdy, kto z kibolami się dogadywał, został przez nich oszukany i ośmieszony. Bywało, że prezesi klubów jedli z ręki bandytom, a później bali się przychodzić na własny stadion. Inicjatorem stanowczych decyzji władz powinien być minister sportu Witold Bańka. Ale czy ktoś na to liczy? To on powinien przedstawić propozycje rządu parlamentowi i prezydentowi Dudzie. A ten nie powinien mieć oporów przy podpisywaniu drakońskiej ustawy robiącej z Polski kraj cywilizacji europejskiej. Pamięta chyba, jak go niedawno wygwizdano i zelżono na Stadionie Narodowym. Podobnie jak wszystkich, których dzicz z Poznania i Warszawy wzięła na cel. Państwo dysponuje wystarczającą siłą, by poradzić sobie z dobrze zarabiającymi liderami band handlujących przy okazji meczów narkotykami, dopalaczami i czym się tylko da. Policja dobrze wie, kim są ci ludzie. Czołówka jest przecież w tym biznesie od lat 90. Może już wystarczy tego pozorowania działań? Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2018, 22/2018

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański