Jajeczko

Człowiek powinien sobie ułatwiać życie i jeśli ma okazję, czyni to jak najczęściej, nie zważając na skutki. Tak jest z tymi, co robią dzieci tylko po to, żeby otrzymać zasiłek, czyli parę groszy na przeżycie, i tak jest z tymi, którzy kradną pierwszy milion dolarów, żeby drugi uczciwie przehulać. Co tu dużo mówić, ludzie robią wszystko, żeby sobie zrobić dobrze, czego sztandarowym przykładem jest pan premier Leszek Miller, który zatrudnił Lecha Nikolskiego tylko po to, żeby ten o niczym nie wiedział, bo jak nie wie, to i nie zawraca głowy. Swoją drogą, bardzo bym chciał pójść na zebranie, gdzie pan Lech Nikolski, którego to pewnie miał na myśli Jeremi Przybora, pisząc: „Jak kondukt w deszczu pod wiatr”… pójść i zobaczyć, z jaką miną będzie namawiał do udziału w referendum. To może być niezapomniane wrażenie.
Dzisiaj jednak, będąc w nastroju poświątecznym, chciałbym opowiedzieć, jak mój przyjaciel postanowił sobie ułatwić życie, idąc na skróty w Wielkanoc. Otóż wysłała go koleżanka małżonka na zakupy… po chrzanik, ćwikłę, farbki do jajek, szyneczkę, alkohol w ilości „bez przesady” i coś tam jeszcze.
Kiedy już nabył większość z przygotowanej listy zakupów, bo mężczyzna nie nabija sobie pamięci takimi pierdołami jak szczypiorek czy majonez, zauważył w sklepie spożywczym jajo strusia.
– O w mordę!!! – powiedział i kupił je natychmiast, żeby przyszpanować przyjaciołom i teściom, którzy mieli wpaść, osuszywszy się po dyngusie w autobusie.
Goście przyszli, gospodarz polał po kielichu, podał zakąskę i oznajmił:
– A teraz niespodzianka! Jajecznica na boczku!! – tu złapał się żartobliwie za bok i wyciągnął zza regału kilogramowe jajo.
– Wow! – krzyknęli wszyscy, bo wszyscy oglądali na co dzień amerykańskie seriale.
– Idziemy smażyć!! – krzyknął zadowolony „jajcarz” i wszyscy ruszyli do kuchni. Tam dał teściowi jajko do potrzymania, a sam stuknął łyżeczką o skorupę. Kiedy pękła druga, powstał pomysł, by zrobić dziurkę gwoździkiem, który po drugim uderzeniu zamienił się w literę „u”. Wtedy mężczyźni, wypiwszy biegiem pół litra, zaczęli szukać czegoś twardszego. Po dalszym kwadransie sąsiad przypomniał sobie, że ma w domu wiertarkę udarową. Wszyscy bardzo się ucieszyli, szczególnie z udaru, i ruszyli gromadą, po drodze wstępując do spożywczego, gdzie dokupiono półtora litra. U sąsiada znaleziono wiertarkę, rzeczywiście z udarem, ale bez jakiegokolwiek wiertła, co i tak by nic nie dało, bo jajo zaginęło po drodze.
Wracając do domu, gospodarz wstąpił jeszcze raz do spożywczego, kupił pół litra i życząc sklepikarzowi spokojnych świąt, powiedział:
– I dziesięć jajek poproszę… i żeby były same kurze!

 

Wydanie: 17/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy