Za, a nawet przeciw

Marszałek Piłsudski próbował w późnych latach 20. wysondować przez cichych emisariuszy, jakie są szanse prewencyjnego współdziałania Francji z Polską, a skierowanego przeciwko Niemcom, które były wtedy państwem jeszcze stosunkowo słabym. Tym samym owa akcja zamyślana przez Piłsudskiego była przedsięwzięciem trudnym, lecz niepozbawionym szansy sukcesu. Znaczy to, że nasz największy podówczas polityk widział wyraźnie niebezpieczeństwo wzrostu zagrożenia – nie tylko wobec Polski – przez wzmagający się i rosnący wilhelminizm germański.
Odpowiedź Francuzów na Polską propozycję ograniczyła się do jednoznacznego wzruszenia ramion. W owym czasie, nie więcej aniżeli półtorej dekady po zwycięstwie aliantów nad Niemcami kajzera, Francja wciąż leczyła bolesne rany wywołane wieloletnimi walkami na frontach pierwszej wojny światowej. Nawet jeśli w dalszej perspektywie polityki francuskiej obawy Piłsudskiego były zasadne, a jego koncepcja mogła nie dopuścić do wybuchu i katastrofy drugiej wojny światowej, to jednak doraźny interes Francji różnił się od polskiego.
Całą siatkę ówczesnych relacji i obaw można przenieść na współczesność. Jakoż hypermocarstwo amerykańskie nie bez powodu niepokoi się krecimi robotami Saddama Husajna, który rozpoczął intensywne starania zmierzające do zdobycia bojowych środków nuklearnych spoza Iraku, czyli „z drugiej ręki”. Sytuacja więc o tyle przypomina wspomnianą wyżej, że pożar na razie jedynie tlący się, głównie (chociaż niewyłącznie) w Iraku, potęga Zachodu, a konkretnie Ameryki, mogłaby zadeptać.
Nawet jeżeliby słuszna była pewność Europy, że Saddam nie ośmieli się uderzyć w Amerykę ze swojego terytorium, ponieważ spotkałby się natychmiast ze straszliwym odwetem, to jednak rachuba ta nie wyczerpuje ewentualności innych działań agresywnych, a mniej wyraźnie powiązanych z Irakiem. Chodzi o broń biologiczną i chemiczną.
Obecnie toczą się po obu stronach Atlantyku gwałtowne dyskusje nad koniecznością, czy też raczej zbędnością uderzenia w Irak. Jest to, aby użyć znanego powiedzenia Wałęsy, typowa sytuacja „za, a nawet przeciw”. Na krótką metę bowiem zachowanie bierności opłaca się, natomiast w późniejszej perspektywie oznacza narastanie przymglonego zagrożenia w nadchodzących dekadach. Saddam nie może wprawdzie obrócić Iraku w kraj o znaczącym potencjale militarnym, lecz nowe współczynniki technologicznego doskonalenia bojowości mogą zmienić stare zasady utrzymywania równowagi sił. Dlatego niestety jedną rację mają Amerykanie, a drugą Europejczycy i obie te racje nie są zbieżne.
2 października 2002 r.

Wydanie: 40/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy