Czy Ukraina nas zdradzi?

Najgorszą wiadomością ostatniego czasu jest gwałtowny zwrot Ukrainy ku Rosji. W ten sposób pogłębiły się moje obawy o dalszą przyszłość suwerenności Polski. Równocześnie okazało się, że na czas nieokreślony jesteśmy całkowicie uzależnieni od rosyjskich dostaw płynno-gazowych paliw. Leszek Miller, jako były premier, pojawiał się ostatnio na zdjęciach szeroko uśmiechnięty. Ja bym się na jego miejscu nie uśmiechał. Rzecz w tym, że przynajmniej w najbliższych latach rurociągu skierowanego z Ukrainy do Polski nie będzie. Jakkolwiek o tym mniej się na ogół myślało i mówiło, za czasów zmagania „Solidarności” z czerwonym naszym rządem nie mniej groźne od perspektywy inwazji sowieckiej było szantażowanie nas możliwością odcięcia niezbędnych Polsce dostaw ze Związku Radzieckiego.
Gwarancje bezpieczeństwa, które jakoby otrzymaliśmy dzięki wejściu do NATO i do Unii Europejskiej, są poniekąd malowane, ponieważ skłonność państw, które w razie poważnej potrzeby przyszłyby nam z pomocą, jest prawie niedostrzegalna gołym okiem. Chociaż obecnie groźne pomruki w postaci rewindykacyjnych roszczeń niemieckich są raczej grzmotami burzy skrytej za horyzontem, ani za granicą zachodnią, ani za wschodnią nie panuje stan, który mógłby nam gwarantować bezpieczeństwo na dekady. A właśnie jednym z naczelnych zadań rządu jest zawsze patrzeć i dbać o bezpieczeństwo państwa nie tylko podczas swojej kadencji, lecz także w perspektywie przyszłości. Jedynym mężem stanu z prawdziwego zdarzenia, który potrafił zdobyć się na takie dalekowzroczne spojrzenie, był Józef Piłsudski. Można łatwo zrozumieć tęsknotę za politykiem tego kalibru w dzisiejszej Polsce i odczuwać niespokojny żal, że nikt taki po odzyskaniu przez nas niepodległości pojawić się jeszcze na naszej scenie politycznej nie zdołał.
Dodatkowym czynnikiem destabilizującym jest chyżość, z jaką zmieniają się u nas rządowe składy. Polska pod względem politycznym przypomina kolejkę górską, skrzyżowaną z karuzelą, ponieważ ciągłe zmiany dokonują się w ramach wąskiej grupy wciąż tych samych od 15 lat, parających się polityką osób, aczkolwiek przydarzają się im niejednokrotnie diametralne przemiany, jeśli chodzi o głoszone przez nich poglądy.

29 lipca 2004 r.

Wydanie: 32/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy