Różne genealogie

Różne genealogie

Sławny francuski genealog Jean-Louis Beaucarnot, uważany bez mała za europejskiego papieża w swojej dziedzinie (wydał m.in. „Dico des politiques”), zajął się starannie pochodzeniem prezydenta Donalda Trumpa. A oto niepodważalne wyniki jego badań: matka Trumpa, Szkotka Anne MacLeod, pochodziła ze słynnej z produkcji tweedu wyspy Lewis i Harris wynurzającej się z Atlantyku u północno-zachodnich wybrzeży Szkocji, zaliczanej do archipelagu Hebrydów.

Wyspa owa ma dzisiaj ok. 20 tys. mieszkańców, ale w czasach emigracji pani MacLeod nie mogło być ich więcej niż 4-5 tys., z czego większość zamieszkiwała przytulniejszą część, Harris, odgrodzoną od Lewis wzgórzami sięgającymi nawet 800 m (Clisham). W Lewis właśnie znajdowało się rodzinne gniazdo MacLeodów. Nie tyle byli chłopami, ile raczej schłopieli. W żyłach ich bowiem płynie krew klanu Stuartów, łącząca ich bezpośrednio z królem Jakubem I (1394-1437), będącym z kolei potomkiem Roberta I (1274-1329), spowinowaconego przez żonę swojego syna Dawida I z Izabellą, córką króla Francji Filipa IV Pięknego. Tak oto wśród szeroko pojętych przodków ma Donald Trump władców Anglii, Francji i Szkocji: Stuartów, Plantagenetów i Kapetyngów. Informację tę, którą nieco tylko rozszerzyłem na użytek polskiego czytelnika, podał poważny tygodnik „L’Express” (16 listopada 2016), załączając portret królowej Izabelli, skądinąd mało podobnej do Anne MacLeod.

Z kolei z tygodnika „Do Rzeczy” dowiadujemy się, że Jarosław Marek Rymkiewicz jest potomkiem Czyngis-chana poprzez m.in. Temira Tuhan-beja, który zginął, po słusznej stronie, w bitwie pod Grunwaldem. Tłumaczyłoby to poniekąd antyrosyjskie i antyniemieckie poglądy polityczne poety. Żeby jednak Tatar miał być Prawdziwym Polakiem?! Na szczęście autorka artykułu Joanna Lichocka zastrzega, że fakt owej imperialno-mongolskiej paranteli „może się wydać pomysłem fantastycznym. Jednak nie da się tego zupełnie wykluczyć”. Ach, zupełnie wykluczyć się nie da – ciężar spadł mi z serca, gdyż w takim razie możliwe, że ja pochodzę z kolei od Tutenchamona.

Zupełnie to proste. Potomkini rzeczonego faraona XVIII dynastii, Kleopatra (w końcu on Egipcjanin, a ona Egipcjanka), miała w tajemnicy syna z Juliuszem Cezarem i ów syn po zabiciu tatusia podczas id marcowych uciekł do kraju Ligów, znanego z pogromców żubrów, czyli do Polski. Tam poślubił w obrządku światowidzko-lechickim niejaką Pietrusichę z Rzepichów. Jeden z jej dalekich prapraprzodków, wsławiony skutecznym leczeniem zębów, uzyskał dumny przydomek Stomatolog, skrócony w powszechnym obiegu do Stoma. Za bohaterstwo w drugiej bitwie pod Martynowem 26 lutego 1626 r. hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski dodał mu drugie m do nazwiska. Stąd Stommowie i ich, z braku Mongołów w zasięgu ręki, usprawiedliwiona niechęć do Tatara Jumdżaagijna Cedenbala, I sekretarza Mongolskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej, i poezji Jarosława Marka Rymkiewicza oraz zgoła wszelkich Jarosławów (np. księcia kijowskiego, Iwaszkiewicza, Dąbrowskiego czy Jarosława Bogorii ze Skotnik).

Oto jak bogata i pouczająca jest historia, ileż zagadek rozwiąże, ileż niespodzianek wyciągnie na jaw. By tak się stało, trzeba jednak studiów gruntownych, zanurzenia się w dziejach, sięgania, gdzie wzrok nie sięga. Jaką piękną można wtedy snuć opowieść. Ta sama genealogia pojmowana płytko, bez schodzenia w odległe, tajemne i bajeczne czasy, staje się tandetą, że o kant potłuc, propagandą i – powiedzmy sobie szczerze – chamstwem po prostu.

Jeśli dotąd po trochu żartowaliśmy, to teraz z marzeniami koniec. Najzupełniej serio. Niesławna instytucja, zwana fałszywie Instytutem Pamięci Narodowej, częstuje nas na co dzień złowrogimi genealogiami sięgającymi najczęściej jednego czy dwóch pokoleń wstecz (ale jak zajdzie potrzeba, to niezdarnie i nienawistnie do Tutenchamona też dobrnie). Celem ich jest oczernianie, opluwanie i obciążanie potomków grzechami ojców. Są dzieci powstańczej, patriotycznej inteligencji i są dzieci resortowe. Są wnuki żołnierzy Wehrmachtu i nieskazitelni, przeklęci potomkowie piastowskich wojów. Są dzieci jedzących śledzie i cebulę i następcy tych, którzy żywili się tylko potrawkami z orłów białych (w koronie oczywiście). W genealogię wpisać można wszystko. IPN uznał za swoje zadanie przekształcenie pięknych baśni, zabawy historycznej bądź megalomańskiego, ale niewinnego i w gruncie rzeczy sympatycznego hobby w śmierdzące odchody. A gdyby coś nie pasowało lub, co jest specjalnością „historyków” z Instytutu, miarka się przebrała, zostanie zawsze owa pamiętna zasada Hermanna Göringa: „Ja tu decyduję, kto jest Żydem!”.

Wydanie: 2/2018

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy