Kto odpowiada za śmierć Barbary Blidy?

Kto odpowiada za śmierć Barbary Blidy?

Zdaje się, że jest już oficjalna odpowiedź na to pytanie. Funkcjonariuszka ABW, która uczestniczyła w przeszukaniu i zatrzymaniu. Jej pewnie będą postawione zarzuty. Dyscyplinarnie odpowiedzą też pewnie pozostali funkcjonariusze uczestniczący w tych czynnościach, ewentualnie, jeśli opozycja i opinia publiczna się nie uspokoi, do odpowiedzialności dyscyplinarnej lub politycznej pociągnięci zostaną jeszcze przełożeni tych funkcjonariuszy.
Przy okazji tłumaczenia się w Sejmie minister-koordynator wysunął jeszcze jedną dość śmiałą tezę, że zawinił tu… humanitaryzm funkcjonariuszy, którzy nie skuli kajdankami byłej minister zaraz na początku.
Rzeczywiście, jeśli czynności z udziałem obywatela, takie jak legitymowanie czy zatrzymanie, rozpocznie się od rzucenia go twarzą na ziemię wśród wrzasków: „Na glebę!”, jeśli przy tym pouczy się go, wrzeszcząc: „Jak się ruszysz, to odstrzelę ci łeb!”, jeśli ubrani w kominiarki i uzbrojeni w broń maszynową antyterroryści wyrzucą z siebie odpowiednią liczbę przekleństw, prawdopodobieństwo samobójstwa tak zatrzymywanego zmaleje zapewne do zera. W chwili zatrzymania oczywiście.
Na razie mamy pierwszą winną. Funkcjonariuszkę ABW. I cały szereg upublicznionych przemyśleń ludzi władzy. W przeciwieństwie do ministra-koordynatora, który z taką ostrością zauważył zgubne skutki nadmiernego humanitaryzmu, pan prezydent gotów był z humanitaryzmu nie rezygnować, ale zróżnicować go w zależności od osoby zatrzymywanej, a nawet w niektórych przypadkach humanitaryzm pogłębić. Wysnuł przy tym dość oryginalną tezę suicydologiczną, że ludzie rozespani są bardziej skłonni do samobójstw niż wyspani, i dlatego zalecił, aby zatrzymywać raczej koło godz. 9, a nie zaraz po 6.
Myślę, że problem zasługuje na poważniejsze potraktowanie, a szukanie winnych siemianowickiej tragedii koncentruje się akurat na tych, którzy są najmniej winni i znajdują się na samym końcu łańcucha przyczyn.
Przyczyną pierwszą i podstawową jest robienie z zatrzymań ludzi znanych spektakli telewizyjno-propagandowych. Uczciwie trzeba przyznać, że zaczęło się to nie pod rządami obecnej koalicji, ale znacznie wcześniej, choć prawda, że teraz doprowadzono to do perfekcji.
Zatrzymanie generalnego konserwatora zabytków w przypadkowej (zupełnie!) obecności ekip telewizyjnych, zatrzymanie Modrzejewskiego, a ostatnio zatrzymanie byłego ministra Emila Wąsacza czy Aleksandry Jakubowskiej, skuwanie ich, prowadzenie w kajdankach przed kamerami na oczach milionów telewidzów, by ograniczyć się do przypadków najbardziej znanych. Uzupełnianie programów informacyjnych „operacyjnymi filmami policji” z takich czynności. Filmami kręconymi często, można podejrzewać, nie dla potrzeb organów ścigania, dla dokumentowania czynności, ale na użytek mediów i politycznej propagandy. To robienie obrzydliwych spektakli z zatrzymywania osób powszechnie znanych, poniewieranie ich godności ludzkiej, upokarzanie w czasie, gdy służy im domniemanie niewinności i nie obciąża żaden prawomocny wyrok sądowy, dla wielu może być dostateczną przyczyną targnięcia się na swoje życie, aby do takiego upokorzenia nie dopuścić. Tu decyduje poczucie honoru i godności osobistej, a nie stopień wyspania.
Kto czuje się odpowiedzialny za tę teatralizację zatrzymań i uczynienie z nich stałego elementu politycznej propagandy? Który polityk? Który dziennikarz spośród skrzętnie w tym zakresie kooperujących z władzami śledczymi?
A propos, czy telewizyjna „Misja specjalna” w przeddzień siemianowickiej tragedii, poświęcona przypadkiem – oczywiście – sprawie, w której miała być zatrzymana Barbara Blida, to nie miał być pierwszy akt spektaklu, a w drugim czy nie miała wystąpić była minister prowadzona w kajdankach? Trzecim zaś aktem spektaklu nie miała być jakaś konferencja prasowa prokuratora generalnego albo choćby apelacyjnego?
Czy śmierć Barbary Blidy przerwała ten spektakl? Kamera – filmująca pukanie do drzwi i wejście do mieszkania, ale nie przebieg samej czynności – czy miała służyć jej procesowemu dokumentowaniu, czy też miała dać materiał wyemitowany później w telewizji publicznej? Czy kolejną filmowaną sceną miało być dopiero wyprowadzanie skutej „Barbary B., byłej minister budownictwa i byłej posłanki SLD”?
Jestem pewien, że kiedyś zostanie to wyjaśnione. Teraz nie. Sprawiedliwości IV RP wystarczy zapewne odpowiedzialność funkcjonariuszki ABW, ewentualnie jeszcze jej kilku kolegów.
Przyczyna druga. Do zatrzymywania i doprowadzania zatrzymanych do prokuratury powołana jest z zasady policja. Tylko ona wymieniona jest w kodeksie postępowania karnego z nazwy. Do innych organów, z nazwy niewymienionych, w tym do ABW, prokurator może się zwrócić z takim poleceniem tylko wyjątkowo, gdy jest to uzasadnione.
Na przykład gdy trzeba zatrzymać oficera policji, można to zlecić ABW, by nie doprowadzać do sytuacji, że funkcjonariusze policji będą zatrzymywać swego przełożonego.
Dla policji zatrzymanie czy przeszukanie jest czynnością rutynową. Funkcjonariusze wykonują je po wielokroć. ABW czynności takie wykonuje rzadko, dla wielu funkcjonariuszy jest to nowość, czynność, którą wykonują po raz pierwszy w życiu lub po raz pierwszy od wielu miesięcy. Nie mam wątpliwości, że sierżanci policji zatrzymają sprawniej niż majorowie czy kapitanowie ABW.
A jednak prokuratorzy często zamiast policji zlecają zatrzymanie i doprowadzenie ABW.
Dlaczego? Dla podniesienia własnej ważności. Dla lepszej teatralizacji czynności. Czyż nie lepiej telewidzom brzmi „zatrzymania dokonali funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego”, niż „policja zatrzymała”? Zwykła policja? Wszak wiadomo, ABW powołana jest do ważniejszych zadań. Toż to dopiero zbrodni musiał dokonać zatrzymany, zastanawia się przeciętny telewidz.
W efekcie oficerowie ABW wykonują pracę podoficerów policji – zatrzymują, konwojują. Robią to kosztem innych działań, do których ABW jest powołana. Co więcej, robią to gorzej, z mniejszą wprawą niż policjanci, bo w tych sprawach po prostu mają mniejsze doświadczenie.
Nasuwa się więc kolejne pytanie. Dlaczego prokurator polecił zatrzymać Barbarę Blidę i doprowadzić ją do prokuratury ABW, a nie policji?
Dopiero na końcu trzeba zapytać o odpowiedzialność ABW. Jak przygotowane było przeszukanie i zatrzymanie? Czy funkcjonariusze wiedzieli, jaka broń jest w mieszkaniu, które będą przeszukiwać? Ile sztuk broni? Dlaczego nie zaczęli od zapytania o broń i nie zażądali jej wydania? Dlaczego doszło do sytuacji, że osoba zatrzymana, u której przeprowadzono przeszukanie, mogła sięgnąć po broń i użyć jej przeciw sobie?
Nie ulega wątpliwości, że czynności wykonywane były nieprofesjonalnie. Jednak odpowiedzialność za ich skutek rozkłada się między tych, którzy nieprofesjonalnie je wykonywali, a tych, którzy do wykonania czynności ze względów pozamerytorycznych wzięli ludzi nieprofesjonalnych.

PS Cały czas zakładam, że Barbara Blida popełniła samobójstwo. Jednak krętactwa władz powodują, że zaczynam mieć wątpliwości, czy nie chcą czegoś ukryć przed opinią publiczną.
Czemu służy „przeciek”, że Barbara Blida zginęła od pocisku o płaszczu plastikowym, który po trafieniu w przeszkodę rozpada się, w związku z czym nie można zidentyfikować na nim śladów lufy i zidentyfikować broni, z której został wystrzelony? Do takiej identyfikacji nie jest potrzebny pocisk, wystarczy łuska. A tę chyba zabezpieczono?

Wydanie: 19/2007

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy