Niedobry klimat

Siła społecznej presji jest ogromna.
Tak potężna, że nawet Kinga Dunin, nieustraszona i waleczna, mówi tym razem głosem potulnym i nieśmiałym („Wysokie Obcasy”, nr 5-558): „Jestem gotowa przyjąć wszystkie zakazy, które mają na celu uwolnienie ode mnie osób niepalących”, a także przyznaje zawstydzona, że pali od 40 lat i pewnie nie będzie już w stanie uwolnić się od tego przyzwyczajenia. „Wiem, że nie mam się czym chwalić, i nie chwalę się, po prostu przyznaję”.
Nieco śmielej przyznaje się także do palenia tytoniu były redaktor naczelny „Przekroju”, pan Najsztub, mówiąc, że pali i nie zamierza przestawać. Ja także, chociaż palę o 20 lat dłużej niż pani Dunin, nigdy nie podejmowałem próby rzucania tytoniu. Nie wstydzę się jednak tak bardzo, ponieważ – zachowując wszelkie proporcje – nie słyszałem także, aby próby takie podejmował np. Albert Einstein rzucając fajkę, Winston Churchill rzucając cygara lub Kazimierz Dejmek rzucając papierosy, które palił na kopy.
Wiem oczywiście, że w obecnym momencie, kiedy Tusk nie ubiega się o prezydenturę, Szmajdziński ukazuje się publiczności jako polityk, sportowiec i misiaczek równocześnie, a Rafał Ziemkiewicz wraz ze znanym lustratorem filmowym Grzegorzem Braunem demaskuje Wojciecha Jaruzelskiego jako ministra obrony PRL i szefa PZPR, co można przeczytać w każdej encyklopedii, pisanie o paleniu papierosów wydać się może niestosowne.
Ale też nigdy palenie lub niepalenie tytoniu nie było dotąd nie tylko doniosłym problemem zdrowotnym, lecz również zagadnieniem społecznym i dylematem moralnym, jakim stało się dzisiaj. Przez wiele lat uważano po prostu, że każdy człowiek ma prawo dokonywać w swoim życiu rozmaitych wyborów dotyczących jego zdrowia i życia, a spora liczba tych wyborów jest niezdrowa, co nie znaczy jednak, aby pod innymi względami nie były one przyjemne, a nawet korzystne. Nie wiemy bowiem, czy bez fajki Einstein wpadłby na swoje E= mc2, czy bez cygara Churchill miałby swój udział w wygraniu II wojny światowej, a Dejmek byłby Dejmkiem.
Dzisiaj jednak, także na skutek badań medycznych, które potwierdzają oczywistość, że wdychanie dymu tytoniowego jest mniej zdrowe niż oddychanie świeżym leśnym powietrzem nad ruczajem, palenie stało się dylematem społecznym. Dylemat ten potraktowany na serio nie dotyczy w istocie kwestii zdrowotnych, lecz zasad współżycia dwóch kategorii ludzi, z których jedni, paląc, kontynuują tradycję obyczajową i kulturalną, jaka zakorzeniła się od czasów Kolumba, natomiast drudzy odrzucają ten obyczaj.
Jest oczywiście prawdą, że nie tak dawno, zwłaszcza gdy nie odkryto jeszcze szkodliwych skutków tzw. biernego palenia przez osoby niepalące, położenie tych osób było upośledzone i dobrze się stało, że zarówno władze wielu państw, jak i większość palaczy zwróciła na to uwagę, poszukując jakiegoś rozwiązania.
Tym rozwiązaniem może być seria zakazów i ustaw skierowanych przeciwko palaczom. Może być nim jednak także tolerancja i szukanie kompromisu. Pani Dunin w swoim felietonie proponuje np., aby zwalczając palenie tytoniu, dopuścić równocześnie i popierać e-papierosy, to znaczy ich elektroniczną namiastkę, która dostarcza palącemu nikotyny, ale nie wydziela dymu. Pomysł ten przypomina nieco odżywianie się pigułkami, które mogą zawierać wszystkie składniki potrzebne do życia, ale żadna z nich nie przypomina w smaku bifteck au poivre albo vol-au-vent, co jest również pewną wartością. Dlatego też lepszym z pewnością rozwiązaniem jest stworzenie takich warunków, w których osoby palące i niepalące będą mogły egzystować obok siebie, nie naruszając przy tym swoich obyczajów i upodobań.
I otóż tym, co niepokoi mnie naprawdę w obecnej kampanii antynikotynowej, jest całkowite porzucenie tej właśnie, opartej na tolerancji i kompromisie drogi na rzecz coraz ostrzej stosowanego przymusu, mimo że efekty tej kampanii są raczej mizerne. Pytani przeze mnie znajomi kioskarze nie uskarżają się bynajmniej na spadek obrotów, a spośród siedmiu kiosków tytoniowych w mojej niewielkiej w końcu miejscowości żaden nie zbankrutował. Podobnie nie zbankrutował również Philip Morris czy RJ Reynolds Tobacco Company, ponieważ obecna kampania nie jest skierowana przeciwko wielkim firmom, lecz poszczególnym palaczom.
Podobnie jak pani Dunin gotów jestem chronić przede mną niepalących, nie odwiedzać restauracji, w których zabrania się palenia, bo są to niemiłe restauracje, nie palić w miejscach publicznych, a także nie bywać w domach, w których gospodarze wystawiają palących gości na balkon. Niepokojące są jednak zjawiska, które ożywiła kampania antynikotynowa i które psują nie tyle zdrowie, ile klimat społeczny, w którym obecnie się obracamy.
Króluje w nim hipokryzja. Sejm i organy państwa gotowe są wprowadzić wszystkie możliwe zakazy dotyczące palenia tytoniu, zakazać go w miejscach publicznych, na przystankach, także w parkach i na ulicach. Amerykanie zakazują palenia we własnym samochodzie, na ulicy w odległości mniejszej niż 1,2 m od ściany najbliższego budynku, oszalali zaś amerykańscy lekarze wystosowali ostatnio list protestacyjny przeciwko nominowaniu do Oscara filmu „Avatar”, ponieważ jedna z postaci tego filmu – w dodatku szlachetny i czysty dzikus – zaciąga się na ekranie tytoniem.
Charakterystyczne jest jednak, że w żadnym z krajów administracyjnie zwalczających palenie tytoniu nie ma zakazu produkcji i sprzedaży papierosów i wyrobów tytoniowych. Jest to nie tylko paradoks, ale również cynizm, ponieważ to samo państwo, które – dla naszego dobra oczywiście – zwalcza palenie, czerpie obfite dochody z podatków i marż nakładanych na wyroby tytoniowe. Hitler, który, jak wiadomo, był wegetarianinem i higienistą zakazującym palenia, godził się, aby aż 12% budżetu III Rzeszy pochodziło z podatków tytoniowych. Polska, szykując coraz to nowe zakazy antynikotynowe, stara się na forum międzynarodowym stanąć na czele tych państw kontynentu, które sprzeciwiają się normom unijnym dotyczącym zatrucia powietrza, wody i gleby, ponieważ trzeba do tego dopłacić. Papieros wypalony w parku zabija otoczenie, ale nie czynią tego kłęby dymu wydobywające się z fabryk i hut. Niedawno prasa podała wyniki badań powietrza, którym oddychają mieszkańcy najruchliwszych ulic Warszawy, i są to dane wielokrotnie przekraczające dopuszczalne normy. Ale przecież możemy ludziom zakazać palenia papierosów także na balkonie, aby dym nie wleciał przypadkiem przez okno do sąsiada. I to, jak znam życie, zrobimy z przyjemnością.
Hipokryzja państw wpływa na postawy zwyczajnych ludzi.
W końcu bowiem – pal diabli papierosy. Rzecz w tym, że kurczy się zakres tolerancji. Doświadczają tego nadawcy radiowi i telewizyjni, co potwierdziła zarówno kara nałożona na Polsat z racji wypowiedzi Kazimiery Szczuki, jak i radio TOK FM ścigane obecnie za żart opowiedziany na antenie przez satyryka Andrzeja Czeczota. Telewizja publiczna staje się organem Rafała Ziemkiewicza, który określa Okrągły Stół, stanowiący pomnik polskiego kompromisu, „pojednaniem bez prawdy”. Przykłady można mnożyć.
Uprawiany obecnie styl walki z nikotyną niebezpiecznie zbliża się do klimatu walki z tolerancją. Wyrabia podobne odruchy.

Wydanie: 6/2010

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy