Tusk znowu zaskoczył

Tusk znowu zaskoczył

Reakcja na wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej dużo mówi o nas. O Polakach. Przykro patrzeć, jak w obliczu tak wielkiego sukcesu można rodaka poniewierać również za to, że wygrał. Poziom agresji między dwoma obozami politycznymi jest, jak widać, tak wielki, że oponentów nie stać nawet na grzecznościowe gratulacje. Niestety, gdy nienawiść zalewa oczy, ludzie strzelają sobie w stopę. Bo przecież próba wmówienia co rozsądniejszym Polakom, że nowe stanowisko premiera to klęska, jest równie sensowna jak mówienie, że białe jest czarne. Powodów, by Tuska krytykować, jest wystarczająco wiele i nie potrzeba do tego masochistycznego wybrzydzania w momencie oczywistego triumfu. Nie tylko przecież jego. Bo nie trafiłby Tusk do Brukseli bez wysiłków polskiej dyplomacji, a przede wszystkim bez wzrostu roli Polski w strukturach europejskich. Gdyby przez lata nie zbudowano silniejszej pozycji Polski, a Tusk byłby reprezentantem kraju z elementarnymi problemami, to nie pomogłaby mu nawet jego ponadprzeciętna przebiegłość i polityczna chytrość. A czy z powodu tego, że jest skuteczny, można politykowi robić wymówki?
Opozycja sensowniej by zrobiła, gdyby spróbowała na serio przeanalizować powody, które zaprowadziły jej głównego rywala aż tak wysoko. Na miejsce, które wobec jego słabości językowych wydawało się kompletnie poza zasięgiem. Tusk jest politykiem nieustannie wszystkich zaskakującym. Widać, że lepiej od innych rozumie logikę czasów, w których żyjemy. Potrafi zręczniej od konkurentów wpasowywać się w rolę reprezentanta interesów różnych grup społecznych. I grup interesów. Z mediami, środowiskami opiniotwórczymi i finansowymi na czele. Mało kto, jeśli w ogóle ktokolwiek, ze świata polityki potrafił w ostatnim czasie tyle się nauczyć, co on. Myślę tu o okresie od podwójnej klęski wyborczej w 2005 r. do dziś. Często sprzyjało mu szczęście i wygrywał o włos. Ale znowu: czy można mu z tego robić zarzut? Podobnie jak z tego, że wyjeżdżając do Brukseli, zamienił swoją starą polityczną skórę, która w ostatnim czasie mocno u krajowych wyborców staniała, na nową, szytą u najlepszych europejskich krawców.
Znając snobistyczne ciągoty Polaków, można bez większego ryzyka przewidywać, że Tusk w nowej roli może u nich zyskać na powabie.
Każdy ma nad sobą sufit określający kres możliwości. Czas pokaże, czy Bruksela nie jest dla Tuska tym jednym szczeblem za wysoko. Jeśli ma sprostać rozlicznym oczekiwaniom, musi jeszcze bardzo dużo się nauczyć. Czasu ma mało, a na dodatek wiele nierozwiązanych problemów w kraju. Nie zostawia bowiem po sobie takiego porządku, by PO mogła być pewna sprawowania władzy po wyborach. Tak sobie urządził tę partię, że musi być aktywny także w kraju.

Wydanie: 37/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy