Pięćdziesiąty klient Ameryki

Pięćdziesiąty klient Ameryki

Rządząca postsolidarność chce karać generałów również za to, że na terytorium Polski (wówczas członka Układu Warszawskiego) rozmieszczona była radziecka broń atomowa. W tej chwili nie wiem jeszcze, czy była, ale załóżmy, że to prawda. Popełniono zbrodnię przeciw narodowi polskiemu, wołają niepodległościowcy-odwetowcy, narażono naród na atak atomowy ze strony NATO, po którym kraj zostałby obrócony w popiół i zgliszcza. Młode pokolenie, które jest niebywale łatwowierne, bo otrzymało wykształcenie głównie werbalistyczne, jest gotowe uwierzyć, że to nie była nikła możliwość, lecz tak się rzeczywiście stało, a Polskę ze zgliszcz podniosła „Solidarność”. Jeśli odpowiednio często i długo tę wersję powtarzać, również starsi uwierzą, że cudem przetrwali kataklizm. W Polsce przyjmowane są, a przynajmniej nie budzą sprzeciwu, najbardziej nieprawdopodobne poglądy.
Nie chcę powiedzieć, że rozmieszczenie radzieckiej broni atomowej w Polsce było nieprawdopodobne lub że atak atomowy NATO w razie wojny był niemożliwy. Dziwi mnie tylko to, że te trywialne przypuszczenia są przedstawiane jak rewelacje odsłaniające zbrodnię, która tuż-tuż miała być dokonana.
Jest oczywiste, że władza państwowa odpowiada nie tylko za klęski przez siebie spowodowane, ale również za te, które spowodowali inni, a ona mogła im zapobiec, a nie zapobiegła. Ciężką winą jest też prowokowanie wroga do ataku przy niemożliwości zabezpieczenia kraju przed nim. (Zbrodnia polityczna często w Polsce popełniana). Rząd PRL-u byłby obarczony ciężką winą, gdyby się zgodził na rozmieszczenie broni atomowej. (Nie generałowie o takich sprawach decydują, lecz najwyższe władze w państwie). Nikt nie jest całkowicie i zawsze pozbawiony racji i niepodległościowcy-odwetowcy nie mylą się, gdy powtarzają w kółko, że PRL nie była państwem niepodległym. W wielu dziedzinach była samodzielna, ale w kwestii rozmieszczenia broni atomowej Moskwa z pewnością polskiego rządu o zgodę nie pytała.
Podobny problem stoi przed Polską obecnie, z tą różnicą, że nie chodzi o kataklizm, który się w przeszłości nie zdarzył, lecz o nie mniejsze niebezpieczeństwo, które może się zdarzyć w przyszłości. Rozmieszczenie na terenie Polski tarczy antyrakietowej, która ma chronić Stany Zjednoczone, wciąga Polskę w strefę przewidywalnych konfliktów zbrojnych i grozi niebezpieczeństwami o rozmiarach trudnych dziś do skalkulowania. Nie mamy powodu się bać rakiet północnokoreańskich czy perskich; znajdą się agresorzy bardziej wiarygodni, tacy, co to jeszcze sami nie wiedzą, jakie jest ich przeznaczenie. Polski rząd nie będzie mógł się w przyszłości usprawiedliwiać, że Amerykanie nie pytali o zgodę, bo właśnie pytają. Polacy mają zakłóconą percepcję czasu: to, co dawno minęło, wydaje im się rzeczywiste i aktualne, a to, co naprawdę aktualne i co teraz musi być rozstrzygnięte, traktują jako problem publicystyczny, kwestię słowną, bez esencji i bez egzystencji. Odpowiedzialność wchodzi w grę jedynie w stosunku do spraw przedawnianych, za politykę, którą się robi obecnie, nikt się odpowiedzialnym nie czuje.
Amerykanie są narodem pokój miłującym, a ich żołnierze również. Nikt się nie boi amerykańskich „chłopców”. Są oni tak dobrze zaopatrzeni w rzeczy do jedzenia i picia i inne przedmioty umilające życie, że nikomu niczego nie zabierają, a często dają. Żołnierz amerykański w Iraku ma zagwarantowane osiem i pół godziny snu na dobę, a co trzeci celny strzał, jak na początku wojny irackiej donosiła prasa, oddaje przez pomyłkę do swoich. W Ameryce nie ma militarystów, istnieje tylko czysty militaryzm. Wydatki na zbrojenia, jak wszystkim wiadomo, są bajeczne, technologia wojskowa wysofistykowana w najwyższym stopniu i wszystkie inne armie na świecie razem wzięte nie byłyby zdolne pokonać armii amerykańskiej. Wojsko odsypia swoje osiem i pół godziny, a nieprzyjaciel zostaje rozbity w proch i pył. Mówię tu tylko o możliwości krańcowej. Schodząc na poziom empiryczny, trzeba zauważyć, że istnieje coś takiego jak determinizm technologiczny. Technika militarna nie jest biernym narzędziem, ona w dużym stopniu określa politykę i wpływa na wybór celów. Determinizm technologiczny to nie nowość; istniał zawsze. Narzędzia, wytworzone do znanego celu, podsuwały człowiekowi cele, o których przedtem nie myślał. Nie wiadomo, do czego fantastyczne uzbrojenie doprowadzi pokojową Amerykę. Jednakże nigdy tak nie było, żeby potęga mająca w danym czasie absolutną, wydawałoby się, przewagę nie napotykała sprzeciwu, buntu, i na dzisiejszą Amerykę próbują napadać nawet słabi, a zawsze trzeba się liczyć z tym, że ani silnym, ani słabym nie jest się raz na zawsze. Nie będzie pax Americana. Amerykanie w niektórych krajach uchodzą za wyzwolicieli. Według działaczy solidarnościowych, prezydent Reagan wyzwolił Nową Hutę. Według Niezależnego Zrzeszenia Studentów, wyzwolił Katowice i ma tam stanąć jego pomnik. Armia amerykańska nie ma jednak takiej mocy jak słowa Reagana i Wietnamczycy, Somalijczycy, Irakijczycy jakoś nie uważają się za wyzwolonych. Do wojen światowych Amerykanie przystępowali, gdy strony już się wykrwawiły, i wtedy wyzwalali Europejczyków.
Polska jest najwyżej na 50. miejscu krajów klientów Stanów Zjednoczonych, ale uważa się za uprzywilejowanego sojusznika. Jest uprzywilejowana w tym sensie, że gdy Amerykanie szukają niekrępującego miejsca dla praktyk śledczych zabronionych w Stanach, to ich wzrok pada m.in. na Polskę. Podobnie gdy chodzi o tarczę antyrakietową, która wedle dużego prawdopodobieństwa prędzej lub później ściągnie antyantyrakiety na gościnny kraj. A może wszystko skończy się dobrze, jak ze składowiskiem radzieckich bomb atomowych?

Wydanie: 7/2007

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy