Kto płacze po Wildsteinie

Kto płacze po Wildsteinie

Nosił Wildstein razy kilka, ponieśli i jego. Odwołanie prezesa TVP nie zaskakuje. Powołali go politycy PiS i oni go zdjęli. Różnica między tymi decyzjami jest tylko taka, że jak PiS Wildsteina powoływało, to mówiono, że powołuje niezależnego fachowca, a jak go w nocy odwołano, to Wildstein mówi, że ta decyzja jest zamachem na niezależność telewizji publicznej.
Bezczelne odwracanie kota ogonem z myślą, że ciemna publika to kupi.
Gdyby zrobić listę instytucji, z którymi Wildstein rozstawał się w atmosferze skandalu i konfliktów personalnych, wystarczyłaby za cały tekst. Jako prezes TVP po raz kolejny potwierdził to, co od dawna jest znane. Brak kompetencji menedżerskich, zwłaszcza gdy zestawi się jego dorobek ze sprawnością byłego prezesa, Roberta Kwiatkowskiego, w zarządzaniu telewizją, i przekonanie o własnej nieomylności, którego w takim natężeniu nie miał żaden z byłych prezesów. Kierowanie telewizją poprzez wywoływanie niekończących się konfliktów i odsądzanie od czci i wiary większości dziennikarzy z Woronicza skutecznie paraliżowało tę instytucję. Rację, nowe programy i preferencyjny dostęp do środków finansowych mieli tylko ci, którzy przyszli do telewizji wraz z nim. Kilkanaście osób spadło na telewizję, wyobrażając sobie, że są misjonarzami w jakimś dzikim, wymagającym ucywilizowania kraju. Łatwo było ich poznać po niebywałej stronniczości i zacietrzewieniu. A po wyrzuceniu Wildsteina jeszcze łatwiej, bo są to najgłośniejsi żałobnicy opłakujący tę haniebną, jak piszą na łamach „Dziennika” i „Rzeczpospolitej”, decyzję premiera Kaczyńskiego. Sami o sobie piszą, że z telewizji na znak protestu odchodzą znane twarze. To dopiero hucpiarstwo, bo któż to jak nie Wildstein wyeliminował z telewizji Monikę Olejnik czy Ninę Terentiew? Któż jak nie on znakiem firmowym telewizji zrobił namolnie podlizującą się PiS Dorotę Gawryluk? Miała zastąpić Monikę Olejnik i zastąpiła. Tylko telewidzów nie udało się zmusić, by ją oglądali. Woleli Olejnik w TVN 24.
Jaka jest wiarygodność telewizji publicznej po Wildsteinie? Telewizji jednostronnie upolitycznionej, robionej według filozofii wyłożonej w nazwie jednego z programów publicystycznych – „Nie ma przebacz”. Z publicystyką żarliwie jednobarwną i słabą dziennikarsko, z amatorską rozrywką i coraz większą liczbą programów religijnych. Taka telewizja napędzała widzów, tyle że konkurencji. TVN i Polsat to najwięksi beneficjenci rządów ostatniej ekipy.
Prawicowa koteria skutecznie osłabiła pozycję rynkową telewizji publicznej. I mimo że poniosła klęskę, doprowadzając tę firmę do głębokiego kryzysu, ma dobre samopoczucie. Po odwołaniu były prezes żałował tylko, że nie udało mu się dokończyć wszystkiego, co zaczął. No, rzeczywiście telewizja jeszcze zipie. Ciekawe, jakie jeszcze programy chciał zlikwidować pogromca „Czterech pancernych” i kapitana Klossa? I jakie trupy w szafie zastanie nowy prezes Andrzej Urbański?

Wydanie: 10/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy