Mrzonki „solidarnego państwa”

Mrzonki „solidarnego państwa”

Prof. Jolanta Supińska,
Instytut Pracy i Spraw Socjalnych 

Slogan „Polska solidarna kontra Polska liberalna” głoszony przez PiS był chwytliwy, ale nieprawdziwy. Nie można równości przeciwstawiać wolności, oba te dobra mogą egzystować tylko wspólnie. Istnieją oczywiście dwa podstawowe modele polityki społecznej.
Wydawać by się mogło, że PiS bliżej jest właśnie do modelu państwa solidarnego, zakładającego, że w wyniku działań instytucji publicznych następuje redystrybucja środków do najbiedniejszych. Naprawdę jednak w podejściu do gospodarki i osiąganiu celów socjalnych nie ma większych różnic między Rokitą i Tuskiem a premierem i panią Gilowską.
I jedni, i drudzy mówią o „potrzebie obniżenia kosztów pracy”. To kompletny nonsens, bo po pierwsze, koszty pracy w Polsce nie są wysokie (patrz: tabelka na s. 34), po drugie zaś, ich obniżenie oznacza mniejsze wpływy do budżetu i mniej środków na zadania społeczne: służbę zdrowia, edukację, waloryzację emerytur itd., co spowoduje zwiększenie 12-procentowej dziś grupy ludzi żyjących na poziomie minimum biologicznego. A bieda to także wykluczenie i przemoc. W krajach o wysokich kosztach pracy jest też wysoki poziom zamożności obywateli, mniejsza przepaść w dochodach między ludźmi biedniejszymi i bogatszymi oraz niskie bezrobocie. Dumping socjalny doprowadzi tylko do zwiększenia pracowniczej emigracji zarobkowej z Polski.
Gdy słyszę o „aktywnej polityce gospodarczej, gwarantującej solidarny udział obywateli we wzroście gospodarczym” i o tym, że „ze wzrostu gospodarczego mają solidarnie korzystać wszyscy, a nie jedynie wąska grupa najbogatszych”, oczekuję, że za pomocą systemu podatkowego oraz rozmaitych świadczeń zostaną dokonane przepływy środków od grup najbogatszych do mniej zamożnych. Tymczasem nie nastąpiły żadne ruchy, które mogłyby zwiększyć te przepływy, pojawiają się natomiast zapowiedzi, iż redystrybucja środków zostanie ograniczona, czemu sprzyjać będzie w przyszłości planowane zmniejszenie progresji stawek podatku od dochodów osobistych, korzystne przecież dla osób zamożniejszych.
Warto odnieść się też do hasła odpolityczniania państwa. Śmiać mi się chce, bo to „odpolitycznianie państwa” polega na niczym nieuzasadnionym zwalnianiu wielu bardzo kompetentnych osób, które na pewno nie były z jakiegokolwiek nadania politycznego.
Dalej – „Państwo będzie działać uczciwie, sprawnie i tanio”. Doskonale! Na razie mamy do czynienia z kosztownym ruchem kadrowym, związanym z jednej strony z wypłacanymi odprawami, z drugiej zaś, ze szkoleniami dla nowo zatrudnianych.
„Stworzenie silnego i sprawnego aparatu państwowego; zwiększenie wymagań wobec osób piastujących ważne funkcje w państwie” – nie widzę żadnych działań w tym kierunku. „Program intensyfikacji budownictwa społecznego” – dotychczas nie zrobiono nic.
Ważnym elementem solidarnego państwa byłyby z pewnością dobrze działające instytucje służące edukacji i ochronie zdrowia. Te dziedziny są zaniedbane, potrzeba i większych pieniędzy na ich funkcjonowanie, i przemyślanych projektów ich przebudowy. A tu panuje marazm. Trudno też pojąć, jak z koncepcją solidarnego państwa można połączyć obniżenie podatków dla osób fizycznych oraz składek na ZUS.
„Zastosowanie standardów życia publicznego na najwyższym poziomie” – to, na jak niski poziom została sprowadzona debata publiczna, dobrze pokazują media, które same zresztą mają spory udział w „plotkizacji” życia publicznego.
IV Rzeczpospolita miała się ogromnie różnić od III nasileniem solidarności społecznej – a tymczasem instytucje publiczne są obciążone dokładnie takimi samymi schorzeniami jak dotychczas, obywatele nie otrzymują lepszej oferty. W solidarnej Polsce powinno także następować łagodzenie konfliktów, czego na pewno nie widać.
Podsumowując – w żadnej dziedzinie nie widzę wyrazistej zmiany ku większej solidarności, w sferze edukacji zaś następuje wręcz psucie.

Wydanie: 47/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy