Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Niespodziewane zwolnienia to pomysł na zarządzanie MSZ przeniesiony wprost z życia korporacyjnego.
Tydzień temu napomknęliśmy o tym, że w MSZ mamy kadrowe ścinanie głów. I że w jednym dniu odwołanych zostało pięciu dyrektorów i wicedyrektorów. Wycinka nastąpiła w pionie dyrektora generalnego, w jednostkach jemu podległych. Odeszli więc wicedyrektor Biura Łączności, wicedyrektor kadr, wicedyrektor Biura Administracji, pani wicedyrektor Biura Zamówień…
Oficjalnie usłyszeliśmy, że odwołania nastąpiły dlatego, że osoby te są szykowane do wyjazdów na placówki. Może i tak, ale o wyjazdach nic na razie nie słychać. Za to są pogłoski, że za chwilę ich drogą pójdą następni.
I teraz pytanie – dlaczego?
Najczęściej ludzie wiążą to z planowanym wyjazdem dyrektora generalnego Jarosława Czubińskiego na Litwę, gdzie ma być ambasadorem. On odchodzi, więc wśród jego podwładnych zaczynają się zmiany.
Wskazuje się też, że część osób mocno podpadła pełnomocnikowi ministra ds. informatyzacji, panu Michalewskiemu, bo kwestionowała niektóre jego pomysły. Zwłaszcza te dotyczące zleceń kierowanych do różnych wykonawców zewnętrznych na liczne analizy i syntezy. Póki Czubiński był silny, mógł tych ludzi chronić, teraz już nie może.
Jest też teoria mówiąca, że niespodziewane zwolnienia to pomysł na zarządzanie ministerstwem przeniesiony wprost z życia korporacyjnego – stała niepewność buduje atmosferę i wymusza na szefach szczebli pośrednich pełną dyspozycyjność, pełne posłuszeństwo. Bo w każdej chwili można wylecieć.
Zobaczymy, co będzie dalej, kto zastąpi odsuwanych, jakie osoby znajdą się w kolejnym pakiecie do odstrzału, o którym się głośno mówi; wtedy będziemy mądrzejsi.
Nawiasem mówiąc, listopad jest dla MSZ miesiącem mało ciekawym, bo jest to ostatni miesiąc pracy w ministerstwie dla większości z tej setki, którą wcześniej z MSZ zwolniono (w ramach tzw. oszczędności w administracji, zarządzonych przez premiera Tuska). Większość z nich do MSZ już od dawna nie przyjeżdża, bo zostali zwolnieni z obowiązku świadczenia pracy przy wypowiedzeniu…
Tyle o kiju, a teraz o marchewce: otóż jednego nie można odmówić ministrowi Sikorskiemu – umiejętności zdobywania pieniędzy. Gdyby ktoś policzył te sumy, które wydano na fotele, biurka, a także na różne „mapowania” i analizy, to wyszłyby potężne miliony. To są często rzeczy zupełnie niepotrzebne, np. wykupiono niedawno abonament na zdjęcia satelitarne naszych obiektów za granicą, argumentując, że w ten sposób łatwiej zapewni im się bezpieczeństwo.
Bardzo to ciekawe, choć trudno uwierzyć, że człowiek siedzący przed ekranem komputera w Warszawie dostrzeże w porę zagrożenie… Raczej przypomina to kolejny gadżet, na który MSZ lekką ręką wydaje pieniądze.
A jest wydawania ciąg dalszy – placówki dostały właśnie polecenie, by wydawać zabudżetowane pieniądze. Więc pewnie będą wydawać. Oto my – zielona wyspa Europy.
Attaché

Wydanie: 45/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy