Murem za Ochocką

Murem za Ochocką

Obawiam się, ale nie przestanę protestować – mówi dyrektorka szkoły z Tczewa

2 lutego pod Urzędem Wojewódzkim w Gdańsku stoi tłum dziennikarzy i osób wspierających Iwonę Ochocką, dyrektorkę jednej ze szkół  w Tczewie, która ma odpowiadać w związku z zarzuceniem jej uchybienia godności zawodu nauczyciela podczas organizacji Strajku Kobiet w tym mieście w listopadzie 2020 r. Przesłuchanie, które właśnie się zaczyna, prowadzi Barbara Leśniewska, zastępca rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli przy wojewodzie pomorskim.

Nauczycielce zarzuca się, że organizowała „akcje protestacyjne pod nazwą »Strajk Kobiet« na ulicach Tczewa, w których uczestniczyły dzieci i młodzież szkolna, pomimo trwającej w kraju pandemii oraz zakazu zgromadzeń powyżej pięciu osób”. Podczas manifestacji miała również nawoływać do niehumanitarnych, nieetycznych postaw poprzez słowa: „Kaczor do wora, wór do jeziora”, ponadto używała słów wulgarnych. Początkowo przesłuchanie miało się odbyć w Delegaturze Kuratorium Oświaty w Kościerzynie, lecz w ostatnich dniach telefonicznie poinformowano nauczycielkę, że odbędzie się w UW w Gdańsku, mimo że właściwa delegatura kuratorium oświaty, której podlega Iwona Ochocka i z którą od lat współpracuje, mieści się w Tczewie.

Solidarność naszą bronią

Jest nerwowo, przed wejściem do budynku czuwają policjanci. Na udział w przesłuchaniu nie pozwolono Lidii Makowskiej z Trójmiejskiej Akcji Kobiecej, próbowano także wyprosić posłankę Lewicy Beatę Maciejewską. Akcją wsparcia pod urzędem pod hasłem „Murem za Ochocką” kieruje inna nauczycielka z Malborka należąca do Powiślańskiej Akcji Kobiet, skupiającej dziewczyny ze Sztumu, Dzierzgonia, Iławy, Kwidzyna i innych pomorskich miejscowości. Są poza tym ludzie z Federy, czyli Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, z Wielkiej Koalicji na rzecz Wolności i z KOD. Z czerwoną flagą z czarnym dzikim kotem przyszli wspierać Ochocką przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza. Gdy pytam młodego chłopaka, dlaczego tu stoi i marznie, mówi: – Bo tak trzeba. Iwona Ochocka robi dobrą robotę, walczy o prawa nas wszystkich. Nie możemy dopuścić, aby ten precedens, który ją spotkał, stał się normą. Chcą trzymać ludzi za pysk, zrobić z nauczycieli pas transmisyjny, tubę Kościoła i władzy.

– Nieprzypadkowo represje dotknęły właśnie kobietę – dodaje Lidia Makowska. – Najłatwiej straszyć kobiety, bo są wychowywane do zgody, do posłuszeństwa. Brawo za odwagę! Rewolucja jest kobietą! – powtarzają zgromadzeni. – Nie damy się zastraszyć, nauczyciel ma prawo mieć poglądy! Solidarność naszą bronią! Edukacja, nie indoktrynacja! – krzyczy ktoś przez głośnik, nowe hasła rodzą się spontanicznie, a stare są przerabiane, np. „Nie bać PiS!”. Wykładowca jednej z trójmiejskich uczelni mówi, że wyskoczył na protest, aby dać dziewczynom mocne, męskie wsparcie. Starsza pani przyszła, bo wie, jak ciężko się walczy w małych środowiskach. Z kolei starszy mężczyzna, który akurat przechodzi pod urzędem, rzuca z pogardą: – Zebranie bolszewików! – Niepokora jest solą demokracji! – odpowiadają mu zgromadzeni.

Gdy po prawie dwóch godzinach Iwona Ochocka z pełnomocnikami reprezentującymi ją pro bono ukazuje się w drzwiach urzędu, emocje sięgają zenitu. Kobieta podkreśla, że prawo do protestów gwarantuje nam art. 54 konstytucji, a nikogo do udziału w nich nie namawiała. Zresztą marsze Strajku Kobiet odbywały się wieczorem, gdy dzieci i młodzież przebywały pod opieką rodziców. Odnosząc się do hasła: „Kaczor do wora, wór do jeziora”, wyjaśnia, że to metafora, a podczas marszów wybrzmiewały i wybrzmiewają różne manifesty, które są wyrazem emocji uczestników oraz ich niezgody na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. – Taka jest poetyka protestów i nie ma to nic wspólnego z nawoływaniem do niehumanitarnych postaw – zaznacza.

Kiedy dziennikarze i zgromadzeni dociekają, kto złożył na nią zawiadomienie do władz oświatowych, nauczycielka odpowiada, że o to nie pytała. Ludzie przed urzędem doskonale jednak wiedzą – nazwisko posła Kazimierza Smolińskiego z PiS, który ma biuro w Tczewie, odmieniane jest tu przez wszystkie przypadki.

Nagonka i wilczy bilet

Z Iwoną i Emilem Ochockimi spotykam się kilka dni przed przesłuchaniem, w piątek 29 stycznia wieczorem, w ich niepublicznej szkole. Szkołę założyli siedem lat temu. Jest kameralna, mieści się w starej kamienicy, ma 80 uczniów w siedmiu klasach – po jednej na każdym poziomie, czyli jedna klasa pierwsza, jedna druga itd. Ta szkoła to ich trzecie dziecko, jak żartują, wymarzona, wychuchana, wzięli na jej otwarcie kredyt. On jest dyrektorem generalnym i organem prowadzącym, a ona, polonistka z 20-letnim stażem i nauczycielka dyplomowana, dyrektorką oświatową. Wcześniej 15 lat pracowała w gimnazjum w Subkowach pod Tczewem.

– Moja aktywność obywatelska rozpoczęła się na długo przed Strajkiem Kobiet – tłumaczy. – A jej motorem była wielka potrzeba godności, którą krok po kroku nam się odbiera za rządów PiS. Przedtem zawsze głosowałam w wyborach parlamentarnych na PO, ale ta partia mnie rozczarowała. Na SLD po eksperymencie z panią Ogórek też stawiać nie zamierzałam. I wtedy pojawiła się Wiosna Roberta Biedronia. Wielu szydziło z jej programu, a ja uważam, że wyprzedza czas, jest przyszłościowy z jego poszanowaniem praw mniejszości, kobiet, rozdziałem Kościoła od państwa, hasłami ekologicznymi itd. Startowałam z listy Wiosny do Sejmu, ale się nie dostałam. To nie ostudziło mojego zapału, od wielu miesięcy wieczory spędzam na protestach. W obronie niezależności sądów, nauczycieli, praw zwierząt. Strajk Kobiet jest jedynie kolejnym etapem tej walki o godność.

Pierwszy strajk zorganizowała w Tczewie 25 października, trzy dni po wyroku TK zakazującym aborcji z tzw. przyczyn eugenicznych. Przyszło ok. 2 tys. osób. Na kolejny, w środę 28 października – 5 tys. ludzi, co piąty mieszkaniec miasta. Wtedy na internetowej grupie ktoś rzucił hasło do zmotoryzowanych: „Wybaczcie utrudnienia, Tczew ma rząd do obalenia!”. Hasło zaczęło żyć własnym życiem na ulicach, co podobno zdenerwowało posła Smolińskiego. W środę 4 listopada, przed trzecim protestem, w „Gazecie Tczewskiej” ukazał się anonimowy artykuł „Kto stoi za strajkiem kobiet”, w nim została wymieniona Iwona Ochocka. „Pani pedagog dała swoim wychowankom doskonałą lekcję łamania zasad moralnych i społecznych, a także narażania innych w dobie pandemii. Tu nasuwają się pytania: Czy chcemy, aby nasze dzieci miały takie autorytety? Czy nauczyciele nie powinni krzewić ducha patriotyzmu i szacunku dla bliźnich, zamiast nienawiści i wulgarności?!”.

W tym samym numerze zamieszczony został wywiad z Kazimierzem Smolińskim – według posła młode pokolenie „nie ma praktycznie żadnych hamulców moralnych w swoich zachowaniach”, a „organizatorzy tzw. spacerów w poszczególnych miastach zostaną pociągnięci do odpowiedzialności”.

6 listopada 2020 r. Emil Ochocki został zwolniony z pracy w państwowej Grupie Lotos SA, gdzie pracował kilkanaście lat. – Poproszono mnie na rozmowę do kadr – mówi – czekał tam na mnie doradca prezesa zarządu, a nie dyrektor, któremu bezpośrednio podlegałem. Powiedział: „Będziemy pana zwalniać”. Postawiono mi ultimatum, że jeśli natychmiast się nie zgodzę na porozumienie stron, zostanę zwolniony dyscyplinarnie. Zdecydowałem się na pierwsze rozwiązanie, gdyż mam dwójkę dzieci na utrzymaniu. Osoba, która mnie zwolniła, potem przeszła do PGNiG, innej spółki skarbu państwa.

Emil Ochocki jeszcze pracy nie znalazł, mówi, że ma wilczy bilet. Jest inżynierem wąskiej specjalności. Przez dwa lata był zastępcą dyrektora technicznego Lotosu, pełnił również funkcję kierownika projektu. Władze spółki nie chcą komentować jego zwolnienia. Posłanka Beata Maciejewska, która zasypuje Lotos pismami, zdołała się tylko dowiedzieć, że w jego aktach nie było żadnych upomnień ani wpisów dyscyplinujących.

24 listopada Iwona Ochocka otrzymuje pismo z Delegatury Kuratorium Oświaty w Tczewie. Ma się ustosunkować do zarzutów wyprowadzenia ludzi na ulicę podczas pandemii i nieetycznej postawy, jaką prezentowała w czasie protestów. Odpisuje. Na prawie dwa miesiące zapada cisza. 15 stycznia 2021 r. otrzymuje wezwanie na postępowanie wyjaśniające, najpierw do Kościerzyny, potem do Gdańska.

Nie tylko Ochocka

Przeprowadzenie szczegółowego badania sprawy nauczycielki z Tczewa przewiduje się w terminie do 3 marca 2021 r. Rzeczników dyscyplinarnych i ich zastępców powołują wojewodowie. Według rozdz. 10 Karty nauczyciela rzecznik dyscyplinarny lub jego zastępcy wszczynają postępowanie wyjaśniające na polecenie organu, który ich powołał. Za zgodą tego organu kierują też wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego lub wydają postanowienie o umorzeniu postępowania wyjaśniającego. Sprawa Iwony Ochockiej jest zatem w rękach wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha, do niego prowadzą wszystkie ścieżki. Tajemnicą poliszynela jest w Tczewie, że panowie Drelich i Smoliński świetnie się znają. A Barbara Leśniewska, którą protestujący pod urzędem nazywają inkwizytorem, to zaledwie narzędzie w rękach tych panów.

Wątpliwości budzą także same zarzuty postawione nauczycielce. Iwona Ochocka w oświadczeniu wspomina o nagraniach policyjnych, czyli o 15-sekundowym filmiku, który jest dowodem przeciw niej. Zastanawia to, czy obywatel może być nagrywany podczas manifestacji, której status do końca nie jest wyjaśniony prawnie (protestujący utrzymują, że demonstracje są spontaniczne, a więc legalne). Poza tym czy takie nagranie, wykonane bez wiedzy osoby nagrywanej, policja może udostępniać innym podmiotom przeciwko tej osobie, czy to jest legalne? Obrońca Ochockiej nie chce się wypowiadać, gdyż obowiązuje go tajemnica adwokacka. Opinie innych prawników są podzielone. – Kiedyś ludzie będą doktoraty robić na tych manifestacjach, tyle tam kruczków i niejasności – słyszę.

Jeżeli postępowanie wyjaśniające nie zostanie umorzone, tylko skierowane do komisji dyscyplinarnej, najniższą karą grożącą kobiecie według Karty nauczyciela jest nagana z ostrzeżeniem, a najwyższą wydalenie z zawodu.

Iwona Ochocka nie jest pierwszym nauczycielem ściganym za poglądy w związku ze strajkiem. Przed komisją dyscyplinarną za namawianie młodzieży do protestu miał się stawić Arkadiusz Ordyniec, nauczyciel historii z IX LO z Gdyni. W jego obronie wystąpiły władze miasta, marszałek województwa, pomoc prawną zaproponowała Pomorska Izba Adwokacka. Rozkręcono internetową akcję #muremzaOrdyńcem, podobna jest w obronie Ochockiej. 29 grudnia rada rodziców otrzymała pismo z kuratorium, z którego wynika, że sprawa nie będzie miała dalszego ciągu. Ofiarą anonimowego donosu padła też nauczycielka Anna Gaszka z Żor, podobno za błyskawicę, którą zamieściła na Facebooku. Justynie Gąsior, polonistce w jednej ze świebodzickich szkół, również zagrożono komisją dyscyplinarną za Strajk Kobiet. W jej obronie stanął burmistrz Świebodzic, powołując w grudniu nauczycielkę na stanowisko rzeczniczki praw kobiet w tym mieście. Zarzuty od rzecznika dyscyplinarnego otrzymał nauczyciel Michał Sporoń z Tarnowskich Gór, skargę do kuratorium wniosła na niego posłanka PiS Barbara Dziuk, za współorganizację protestu Piekło Kobiet.

Prawnicy z Pomorskiej Izby Adwokackiej radzą nauczycielom postawionym w takiej sytuacji nagłośnienie sprawy i poszukanie pomocy prawnej.

Artur Radwan, autor artykułu „Patologia w szkołach. Rzecznicy dyscyplinarni zarabiają na donosach” z marca 2020 r., pisał na Forsal.pl, że rzecznicy za zajęcie się skargą dostają nawet 450 zł specjalnego dodatku. Jeśli skierują sprawę do komisji dyscyplinarnej, kwota rośnie. „Choć od zaostrzenia przepisów dyscyplinarnych wobec nauczycieli minęło zaledwie pół roku, do rzeczników działających przy wojewodach zaczęły lawinowo napływać skargi”, zwracał uwagę Radwan.

Pytam w Ministerstwie Edukacji i Nauki, ile postępowań dyscyplinarnych wszczęto wobec nauczycieli w ubiegłym roku oraz ile z nich dotyczyło Strajku Kobiet. Rzeczniczka prasowa Anna Ostrowska informuje, że ministerstwo takiej statystyki nie prowadzi, i odsyła mnie do komisji dyscyplinarnych przy wojewodach.

Parasolek nie składamy

Iwona Ochocka jeszcze w piątek wieczorem, po rozmowie ze mną, jedzie na Strajk Kobiet do Malborka. W sobotę spotykamy się na strajku w Tczewie. Grupa zebrała się niewielka, ok. 50 mężczyzn i kobiet, bo wieczór przeraźliwie zimny i ponury. Za to determinacja duża i emocje gorące. – Nie będziemy siedzieć cicho! Jarek, o rety! Obalą cię kobiety! Koniec z waszą dyktaturą! Teraz chodzi już o wszystko! – skandują. Ludzie machają nam z balkonów, buczą klaksonami, jakaś starsza pani stoi w oknie i uderza w patelnię. Protest rozwiązuje się pod biurem poselskim Kazimierza Smolińskiego i europosłanki Anny Fotygi. O hasło „Teraz chodzi już o wszystko” pytam młode nauczycielki pod trzydziestkę z Malborka, Kwidzyna i Gardei. Tłumaczą, że nie idzie już tylko o aborcję, ale o całą tę indoktrynację i zakłamanie w życiu publicznym, w szkołach, o niszczenie ekonomiczne niepokornych i ten cały patriarchat nie do zniesienia, zwłaszcza w Polsce powiatowej. – Dziś jest nas może mniej, ale za naszymi plecami stoją ci wszyscy ludzie z jesiennych manifestacji, oni wrócą. Wiemy to na pewno, jesteśmy dobrze zsieciowani – podsumowuje Marcelina z Gardei. – Stoimy też murem za Ochocką, mamy prawo do swoich poglądów – dodaje Martyna.

– Strajk idzie dalej, parasolek nie składamy – ogłasza trzy dni później pod urzędem wojewódzkim Lidia Makowska. – Dzisiaj o godz. 18 blokujemy Trójmiasto, Gdynia jedzie do Gdańska, a Gdańsk do Gdyni na klaksonach. W czwartek, 4 lutego, idziemy pod siedzibę PiS, a w sobotę pod Radio Gdańsk i gdańską telewizję i tak będziemy walczyć do skutku.

Na strajk do Tczewa zaprasza także po przesłuchaniu Iwona Ochocka: – Będę jak zwykle na czele, w żółtej kurtce, nic się nie zmieniło.

W rozmowie ze mną nauczycielka przyznaje, że się obawia, ale protestować nie przestanie.

h.leman@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Karol Makurat/REPORTER

Wydanie: 7/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy