Na granicy rozsądku

Na granicy rozsądku

Można było uniknąć protestów celników? LiD mówi: TAK

Sytuacja na granicy wschodniej budzi zrozumiałe zaniepokojenie, bo protest służby celnej wywołał protest zdeterminowanych przewoźników, zwłaszcza kierowców tirów. Ci ostatni nie interesują się problemami celników i jako winnego wielodniowej blokady widzą władze państwa. Nie mylą się.
Czy jednak paraliżu na granicach można było uniknąć? Oczywiście, że tak.
Zbigniew Bujak, były szef Głównego Urzędu Celnego, uważa, że do takiej sytuacji w ogóle nie powinno dojść. Konsekwencje zablokowania wschodniej granicy mogą być strategiczne i długofalowe. – Jakie gwarancje dajecie, że połączenie tranzytowe przez Polskę będzie korzystne? – pyta retorycznie. – W negocjacjach na temat rezygnacji z Rurociągu Północnego przez Bałtyk czy uruchomienia tranzytu kolejowego Europa-Chiny takie pytania z pewnością padną, a alternatywna trasa omijająca Polskę na pewno się znajdzie.

Politycy nie dostrzegli problemu

Zbigniew Bujak opuścił służbę celną w 2001 r., ale problemy pozostały, w okresie rządów PiS zaś jeszcze się nasiliły. Już od kilku miesięcy celnicy zasypywali resort finansów pismami i skargami, które zwiastowały nadciągające kłopoty. Rząd Jarosława Kaczyńskiego jednak zupełnie marginalizował służbę celną, nie monitorował zachodzących w niej przemian.
Posłanka LiD, Anita Błochowiak, pamięta, że rząd lewicowy w latach 2001-2005 przeprowadzał reorganizację służby celnej już pod kątem włączenia Polski do strefy Schengen. Aby uniknąć bezrobocia wśród celników, zwiększono liczbę zadań, które mogliby wykonywać także wewnątrz kraju, nie tylko na granicy wschodniej. Zamierzano też nadać im uprawnienia służb mundurowych, przygotowano system podnoszenia kwalifikacji zakończony egzaminem.
W okresie rządów PiS zaobserwowano zjawisko topnienia służby celnej. Uczestnicy szkoleń unikali zatrudnienia w służbach celnych, z płacą na początek 1,3 tys. zł, i przechodzili do pracy w prywatnych agencjach czy składach celnych z dużo lepszymi warunkami. Absolwenci wyższych uczelni ze znajomością dwóch języków obcych, dobrze znający przepisy i procedury celne byli tutaj łakomym kąskiem.
– Nie mamy danych, ile osób uciekło od służby celnej mimo ukończenia kursu – mówi posłanka Błochowiak. – Zadam takie pytanie na następnym posiedzeniu sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Zjawisko jednak powinno skłonić rząd do refleksji i przeciwdziałania. Kiedy zauważyliśmy zaniepokojenie w środowisku celników, to jeszcze przed protestem, miesiąc temu klub LiD zgłosił poprawkę do ustawy budżetowej, aby w związku ze zwiększonymi zadaniami na granicy wschodniej państwa przesunąć do służby celnej 90 mln zł z rezerwy. Niestety ta poprawka, którą poparli przedstawiciele celników przyglądający się obradom Komisji Finansów, została głosami PSL i PO odrzucona, zarówno na komisji, jak i podczas obrad plenarnych Sejmu. Zgłaszaliśmy tę poprawkę także podczas dyskusji nad budżetem w Senacie, ale tam również parlamentarna większość odrzuciła nasz wniosek i nie wrócił on już pod obrady Sejmu. Gdyby poprawka została przyjęta, do protestu by nie doszło. Nie byłoby śmiertelnych ofiar wśród kierowców czekających wiele dni i nocy na odprawę.

Pożar na granicy

Rząd nie zrobił nic, aby uniknąć paraliżu na wschodniej granicy Polski i całej Unii Europejskiej. Poseł Krzysztof Matyjaszczyk (LiD) z Komisji Finansów Publicznych wylicza zaniechania ministra finansów, szefa służby celnej, premiera. – Rząd mógł podjąć natychmiast negocjacje, mógł awaryjnie przerzucić część celników z głębi kraju na wschód, mógł szukać pieniędzy w rezerwie budżetowej – mówi. – Jednak polityka rządu PO polega na niepodejmowaniu decyzji niepopularnych. Nawet jakiekolwiek działanie byłoby lepsze od całkowitej rezygnacji z dialogu. A teraz jest już za późno, bo trzeba gasić pożar.
Można więc było uniknąć protestu celników i słusznie podał się do dymisji szef tej służby Jacek Dominik. Tylko czy potrafimy teraz uniknąć przedłużania się paraliżu?

_______________________________

Państwo policjantów i celników?

Zbigniew Bujak uważa, że na obecnej sytuacji zaważyła też błędna doktryna rodem z państwa policyjnego. Kiedy wszystkie towary i pojazdy trzeba kontrolować, to trzeba zatrudnić dużą armię służb na granicy, a tym ludziom trzeba dobrze zapłacić. Polska służba celna musi być przy tym zharmonizowana w warunkach pracy i płacy ze służbami celnymi w Unii Europejskiej. I byłoby lepszym wyjściem, gdyby to była jednak służba cywilna, a nie mundurowa – twierdzi Zbigniew Bujak.

Wydanie: 6/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy