Kto najlepiej zachęca do Unii Europejskiej?

Kto najlepiej zachęca do Unii Europejskiej?

Józef Oleksy,
b. premier (SLD), przewodniczący sejmowej Komisji Europejskiej
Zwróciłbym uwagę na Stowarzyszenie Pro Europa, które jako pierwsza organizacja pozarządowa w Polsce przeprowadziło ogólnopolskie prareferendum akcesyjne. Stowarzyszenie organizuje różne imprezy, pikniki, akademie internetowe, zajmuje się edukowaniem młodzieży i programami aktywizującymi społeczności lokalne. W programie „Powitajcie swoją szansę” wzięło udział kilkanaście tysięcy młodych Polaków. To wszystko dzieje się bez zbędnego szumu i działania na pokaz, zjednuje wielu uczestników. Wśród zachęcających do UE wymieniłbym także Fundację im. Roberta Schumana.

Prof. Wiesław Godzic,
medioznawca, Uniwersytet Jagielloński
Na razie łatwo się wybić na plus, bo jeszcze niewiele zrobiono. W tej chwili zdecydowanie przoduje Telewizja Polska, bo ona ma największe możliwości i idzie w dobrym kierunku. Np. program „Delegacja”, przypominający dobrą reality TV, gdzie normalni ludzie mówią własnym językiem. Tego typu programów powinno być więcej, bo mają duże pole oddziaływania, na pewno większe niż wideoklipy, laurki i mizdrzenie się. Polski widz nie wierzy w cukierkowy świat, dobrze zna zagranicę i gdy się pokazuje obraz landrynkowy, czuje fałsz. Będzie źle, jeśli TVP pójdzie w kierunku show i zestawu bajkowych stereotypów. Radio też stoi w kolejce do naszych umysłów. Czekamy na mądre debaty, choć niestety nie umiemy dyskutować. Potrzebne są rozmowy niedżentelmeńskie, czyli o faktach, z cyframi, ze statystyką. Trzeba mówić, ile zarobimy, ile stracimy, spokojnie, rzeczowo. Lepiej ludziom wytłumaczyć nawet dwa, trzy razy, powolutku, trafić do każdej grupy zawodowej. Ramówka TVP powinna się teraz zmienić, powinny się pojawić zwyczajne, nawet nudne programy wyjaśniające, a nie festiwal prezenterów.

Prof. Jerzy Bralczyk,
językoznawca
Czekam ciągle na kampanie medialne, do tej pory jednak widziałem dwa typy klipów proeuropejskich, które nie wzbudziły mojego entuzjazmu. Może więc takim liderem w zachęcaniu do Unii jest prezydent, który przez Polaków jest jednoznacznie dobrze postrzegany jako Europejczyk i światowiec. Popularność prezydenta może się przełożyć na poparcie dla Unii. Gdyby tak jeszcze żona…

Prof. Bogdan Wojciszke,
psycholog społeczny
Czy ludzie w ogóle o tym myślą? Jeśli tak, przydałby się ekspert, który przedstawiłby racjonalne argumenty. Ale jeśli nie, to chyba pomógłby tylko Adam Małysz, który ciągnąłby przypięty do nart jakiś chwytliwy slogan, np.: „I ty zostaniesz Europejczykiem”. Wydaje się, że obywatele nie kierują się racjonalnymi argumentami na temat Unii, zwyciężają raczej argumenty nieracjonalne. Populiści mają więc w tej sferze spore pole do popisu.

Prof. Ireneusz Rutkowski,
SGH, redaktor naczelny pisma „Marketing i Rynek”
W promowaniu Unii Europejskiej niewiele można już wymyślić. Zrobiono to, co jest możliwe do zrobienia. Moim zdaniem, powinno to wystarczyć, jednak z wypowiedzi eurosceptyków wynika, że żadne argumenty do nich nie dotarły. Próba wartościowania, szukania najlepszych w tej działalności, może więc prowadzić do zwodniczych wniosków.

Krzysztof Bobiński,
wydawca czasopisma „Unia i Polska”
Najsprawniej i najskuteczniej robi to dziś poseł Giertych. On ma zdolność łączenia wszystkich elementów przekazu w jedną myśl i ocenę, że elitom politycznym nie udało się przez 12 lat transformacji zbudować jakiejś stabilizacji i doszliśmy do tego, co mamy obecnie. Sądzę jednak, że już za tydzień my będziemy najlepsi.

Magda Zmysłowska,
agencja PRIMUM PR, b. prezes Fundacji Teraz Polska
To, co dotychczas mieliśmy okazję zobaczyć i usłyszeć jako próby kształtowania prounijnych postaw Polaków, było po prostu żenujące. Dokonania te nie zdradzały choćby podstaw warsztatu ich twórców: zdefiniowania grup odbiorców, starannego opracowania przekazu i zróżnicowania go wobec każdej z grup, kreatywnego konceptu przekazu, zwyczajnej troski o czytelność i jasność tego, co chce się powiedzieć. Może z dwoma chlubnymi wyjątkami: niektórymi „unijnymi” reportażami Piotra Kraśki, dynamicznymi i dość ciekawymi, ze zminimalizowanym komentarzem odautorskim, i dowcipnymi audycjami w radiowej Trójce „Z Meullerem do Europy”, podbudowujące nasze narodowe ego: Niemiec mówiący dobrze o polskich zwyczajach to jest to (tzn. to jest pomysł!). Dobra publicystyka jednak nie wystarczy.

Roman Rojek,
wiceprezes Grupy Atlas
Dobra promocja powinna być skuteczna. Trzeba określić klienta, do którego chce się dotrzeć, i znaleźć najlepszy na niego sposób. To dość prosty mechanizm. Sądzę, że sprawdziłby się także w promowaniu procesu integracji z Unią Europejską. Niestety, nie mogę ocenić, kto robi to dobrze, ponieważ nikogo takiego nie zauważyłem, mimo że regularnie śledzę media. Głos Atlasu w tej debacie to nasz najnowszy film reklamowy, który nazwaliśmy „Polak Wędrowniczek” – jego rysunkowy bohater, dziarski akwizytor kleju, przemierza kraje europejskie, wzbudzając wszędzie niemałe zamieszanie. Codziennie jest on emitowany w kilku stacjach telewizyjnych, więc każdy, kto chce poznać nasze zdanie w tej kwestii, zdążył już sobie wyrobić pogląd.

Monika Mizielińska,
prezes spółki Media-Trend, doradztwo medialne
Na podstawie obserwacji różnych działań w Centrum Multimedialnym Foksal, gdzie odbywa się sporo imprez promujących Unię, uważam, iż najlepiej robi to Przedstawicielstwo Unii Europejskiej w Polsce. Przeprowadza ono bardzo konkretne seminaria i szkolenia unijne, na których się dyskutuje, podaje przykłady projektów, zaprasza firmy i instytucje, które już coś osiągnęły, informuje, jak korzystały ze środków europejskich, ile otrzymały. Wszystko jest organizowane tak, aby uczestnicy seminariów też nauczyli się z takiej pomocy korzystać. Jeśli np. zaprasza się przedstawicieli pozarządowych organizacji charytatywnych, to eksperci z Przedstawicielstwa UE informują, ile będzie pieniędzy, podają przykłady projektów, które otrzymały dofinansowanie, zapraszają firmy, które już korzystały ze środków unijnych, aby podzieliły się doświadczeniami, a na koniec informują, gdzie są formularze wniosków i jak je należy wypełniać.

Andrzej Pągowski,
artysta plastyk, właściciel agencji reklamowej
Nie wszyscy się jeszcze objawili i prawdziwy bum kampanii prounijnej jest przed nami. Dobrze jednak, że machina ruszyła i coraz więcej podmiotów i różnych struktur obywatelskich deklaruje poparcie dla decyzji. Szkoda, że nie zdecydowano się, by kampania przebiegała wokół jednego hasła, np.: „Idź i głosuj: Tak dla Polski”. Przecież nie robimy tego dla UE, tylko dla Polski. Dobrze przynajmniej, że kampania prezydencka odbywa się pod hasłem: „Tak dla Polski!”.

Wydanie: 17/2003

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy