W najnowszym (2/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (2/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 8 stycznia, w kioskach 2. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Uciszyć Owsiaka
„Wrzucając pięć, dziesięć albo i sto złotych do puszek WOŚP, angażując się w zbiórkę czy przekazując prezenty na licytację, w istocie budujesz autorytet Jerzego Owsiaka. A on ten autorytet wykorzystuje nie tylko do budowania potęgi elit III RP, (…) ale także… – to jest już o wiele gorsze – do wspierania aborcji i eutanazji”, mówił o Owsiaku Tomasz Terlikowski. W zgodnym chórze hejterów udzielali się także bracia Karnowscy, ksiądz renegat Jacek Międlar, Wojciech Cejrowski, Stanisław Pięta, Marcin Wolski oraz masa anonimowych prawicowców w sieci. Dla polskiej prawicy Jerzy Owsiak stał się jednym z głównych wrogów. Od lat oskarżany przez kręgi kościelne o demoralizowanie młodzieży na Przystanku Woodstock, dziś coraz częściej szarpie się z prawicowymi blogerami i politykami w mediach i na salach sądowych. Większość procesów wygrywa, ale związane z nimi zamieszanie odbija się na jego wizerunku publicznym jako twarzy największej w Polsce jednorazowej zbiórki charytatywnej. Prawicowi publicyści regularnie piszą, że z zebranych datków miliony złotych przepływają na konta firm słupów, dzięki którym szef WOŚP nabywa sobie drogie apartamenty. Jest oskarżany o wspieranie aborcji i eutanazji. Wraz ze zmianą ekipy rządzącej do ataków na Owsiaka przystąpiły także instytucje państwowe. Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji, oznajmił w 2017 r., że opinia policji dotycząca Przystanku Woodstock będzie negatywna. Straż pożarna, również podlegająca pod resort Błaszczaka, odmówiła współpracy z Niemcami. Mimo tych wszystkich przeszkód Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbiera co roku rekordowe sumy. Jak będzie tym razem, podczas 26. Finału 14 stycznia?

WYWIAD
500+ zmieniło myślenie
– Wprowadzając 500+, PiS dobrze się wstrzeliło w dynamikę zmiany postaw społecznych. Nawet jeśli dzisiaj powiemy, że program nie ma dużego wpływu na wskaźnik urodzeń czy spadek ubóstwa, a rodzice zamiast inwestować pieniądze w edukację dzieci, remontują mieszkania, wymieniają meble i sprzęt elektroniczny, raczej nie przekonamy do likwidacji tego świadczenia – twierdzi prof. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. – Program 500+ będzie miał nadal duże poparcie społeczne, m.in. ze strony nowych świadczeniobiorców z klasy średniej. To ważne, gdyż dzięki temu osłabieniu ulegają szkodliwe stereotypy społeczne na temat osób korzystających z programów pomocowych. Ludzie mają bowiem bardzo negatywy stosunek do biednych, zwłaszcza ci z elit politycznych i medialnych. W najtrudniejszej sytuacji są samotne matki. Model rodziny według PiS to małżeństwo z gromadką dzieci. Jak wynika z danych, rodzina typu pracująca matka z dzieckiem w najmniejszym stopniu korzysta z całego systemu wsparcia finansowego. Jeżeli samotne matki spełniają kryterium dochodowe, dostają 500+ na pierwsze czy jedyne dziecko. Problem dotyczy głównie pracujących samotnych matek, które zarabiają niewiele więcej niż wynosi płaca minimalna i nie spełniają kryteriów dochodowych do żadnych świadczeń. Nie widzę jednak szerszego ruchu samotnych matek na rzecz zniesienia kryterium dochodowego w 500+.

KRAJ
Bunt dwóch przeciw Unii
Pierwsze zagraniczne wizyty nowego premiera to znak dla wszystkich, jaki kierunek ekipa przyjmuje, co jest dla niej najważniejsze. Międzynarodowy start Morawieckiego okazał się raczej falstartem. Najpierw premier był w Brukseli, na szczycie Unii, z którego wyjechał kilka godzin przed jego zakończeniem. Pierwszą wizytą bilateralną była zaś podróż do Budapesztu, na spotkanie z Viktorem Orbánem, co pokazuje pułap możliwości ekipy PiS. Najniższy w III RP, bo poprzednicy startowali wyżej. Podróż Morawieckiego do Budapesztu to czytelny sygnał, że nie zamierza on łagodzić napięć w relacjach z Brukselą, przeciwnie – szuka do walki z nią sojusznika. Obaj premierzy mówili, że zależy im na budowie obszaru gospodarczego między Rosją a Niemcami. Uznali też, że Polska i Węgry, a w przyszłości Europa Środkowa, będą mogły kształtować całą Unię – tak by opierała się na wartościach chrześcijańskich i twardo broniła się przed imigrantami. A przecież Morawiecki musiał być świadomy, że zacieśniając oś Budapeszt-Warszawa, zostanie w Europie oceniony jednoznacznie. Że ta oś to bunt dwóch państw przeciwko Unii. Tak zresztą potraktowały to europejskie media, usłużnie podpowiadając, jak Bruksela powinna sobie z tym poradzić. A z drugiej strony widać było, jak Orbán Morawieckiego rozgrywa. Chętnie mówił o konieczności zamykania granic przed imigrantami, ale unikał deklaracji, gdy polski premier proponował mu zakup gazu ze Świnoujścia. Nie rozwijał też wątków dotyczących współpracy węgiersko-rosyjskiej.

Lektury agentów
Co służbowo będzie się czytać w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego? W nowym roku zakres lektur się rozszerzył. Zamiast ok. 90 tytułów prasy krajowej, jak to było dotychczas, w 2018 r. znajdzie się ich aż 130 na biurkach funkcjonariuszy. Wśród nowych tytułów są np. wąsko specjalistyczne, które zwykłemu czytelnikowi nie są nawet znane. W większości dotyczą branży budowlano-remontowej. Wyposażona w wiedzę czerpaną z biuletynów budowlanych ABW za chwilę śmiało będzie rywalizować ze swoją mniej liczebną konkurencją z CBA. Czerwone paski w TVP Info będą jeszcze bardziej sensacyjne i będzie ich dwa razy więcej. Oczywiście ku chwale sondaży PiS u progu nadchodzących wyborów samorządowych. Kilka lat temu najwięcej zamówionych pakietów dotyczyło prasy centrowej i liberalnej. Wśród dzienników królowała „Rzeczpospolita” (24), drugie miejsce zajmowała „Gazeta Wyborcza” (22), a na trzecim „Dziennik Gazeta Prawna” (14).
W 2018 r. „Rzeczpospolita” nadal króluje (22), ale „Wyborczą” chce czytać już tylko siedmiu agentów. O trzech więcej niż „Gazetę Polską Codziennie” (cztery pakiety), a „Nasz Dziennik” również trzech. Wśród tygodników opinii królują „Sieci” (14) oraz „Do Rzeczy” (12 pakietów). W dół w rankingu zamówień poleciały np. „Polityka” i PRZEGLĄD. Kiedyś odpowiednio: 14 i trzy pakiety, teraz: siedem i jeden.

ZAGRANICA
Ambasadorka
– Działalność polonijna w Piatigorsku odrodziła się po upadku systemu radzieckiego – opowiada Helena Brodowska, wiceprezes Narodowo-Kulturalnej Organizacji Społecznej Kraju Stawropolskiego Związek Polaków na Kaukaskich Wodach Mineralnych. – Polonia w Piatigorsku nie jest tak liczna jak organizacje Ormian, Greków, Osetyjczyków, bo ich są tysiące, a nas, Polaków, można policzyć na palcach. Staramy się jednak być widoczni na wszystkich imprezach, mamy swój namiot, częstujemy potrawami kuchni polskiej – z obowiązkowym bigosem – śpiewamy polskie pieśni. Wypadamy nie gorzej niż inne organizacje, może dlatego, że na tle narodów Kaukazu wyglądamy egzotycznie. Mamy wielu chętnych na wyjazdy na różne imprezy do Polski. Zgłaszamy 20-25 osób, ale Wspólnota Polska może dofinansować wyjazd dla dwóch-trzech osób… A kogo dziś stać na opłacenie przejazdu, hotelu, pobytu?

Trump – prezydent chaosu
Donald Trump jest tak niestabilny, tak zmienny w poglądach, że ludzie zadają sobie pytanie, który Trump jest prawdziwy. W odstępie kilku dni Trump potrafi wygłosić trzy przemówienia na zbliżony temat, każde z innym przesłaniem. Jest on pierwszym prezydentem USA od II wojny światowej, który podważa liberalny porządek międzynarodowy i jego instytucje, co wywołuje konflikty interesów w środowisku państw sojuszniczych. Wątpliwości, jakie Trump wyraża wobec międzynarodowych sojuszy oraz międzynarodowych instytucji, nie są podzielane nawet przez jego bliskich współpracowników oraz wielu amerykańskich ekspertów do spraw polityki zagranicznej. A w społeczeństwie amerykańskim istniały obawy, że z powodu częstych sprzecznych i chaotycznych wypowiedzi prezydenta, jego nieprzewidywalnego temperamentu i maksymalistycznych żądań, np. całkowitej denuklearyzacji Korei Północnej czy całkowitego wstrzymania prób z rakietami, może dojść do wybuchu konfliktu zbrojnego o nieobliczalnych rozmiarach.

Masakra w Roboski
W nocy 28 grudnia 2011 r. bombowce Tureckich Sił Powietrznych zbombardowały w prowincji Şirnak, na pograniczu turecko-irackim 38 obywateli Turcji pochodzenia kurdyjskiego. Przeżyło tylko czterech. Dzięki mediom społecznościowym wiadomość rozeszła się na cały kraj i poszła w świat, ale w tureckich mediach nie było o niej ani słowa, dopóki nie nadeszło wyjaśnienie ze Sztabu Generalnego. Stwierdzono w nim, że w ostatnich dniach w tamtym regionie „zwiększono działalność wojskową w zakresie obserwacji i rozpoznania”, ponieważ pojawiły się informacje wywiadowcze, że bojownicy Partii Pracujących Kurdystanu przygotowują ataki na jednostki wojskowe i posterunki. Zabito jednak chłopów utrzymujących się z przemytniczego handlu z Irakiem. – My nie przywoziliśmy oleju napędowego statkami towarowymi jak synowie Recepa Erdoğana czy premiera Binalego Yildirima. Przecież wiadomo, ile litrów da się przenieść na grzbietach mułów. My to robiliśmy, żeby żyć – żali się ojciec jednego z zabitych. Kiedy we wsi trwała żałoba, ówczesny wicepremier Bülent Arinç oznajmił, że oczekiwanie na oficjalne przeprosiny jest bezcelowe, i dodał, że państwo tureckie zamierza wypłacić zadośćuczynienie rodzinom zamordowanych cywilów. Rodziny jednak nie przyjęły pieniędzy, oburzone brakiem przeprosin. W kolejnych miesiącach toczyło się dochodzenie, wreszcie 7 stycznia 2013 r. prokuratura wojskowa stwierdziła, że oskarżeni popełnili błąd, wykonując swoje zadanie zgodnie z prawem, w związku z czym nie ma powodu wszczynać publicznego śledztwa, i oddaliła pozew.

Christine Lagarde – mądra czy tchórzliwa?
Dubaj, luty 2017 r. Na World Government Summit Christine Lagarde jest otoczona niemal wyłącznie przedstawicielami płci przeciwnej. Była francuska minister finansów, obecnie dyrektorka Międzynarodowego Funduszu Walutowego, organizacji zrzeszającej 189 państw, udzielającej zadłużonym krajom pomocy finansowej, obwarowanej obowiązkami stabilizującymi, chłodno i z właściwą sobie lekkością dzieli się spostrzeżeniami na temat gospodarki światowej. Szejkowie podejrzliwie spoglądają na spódnicę szefowej MFW. Po dyskusji panelowej z ludźmi biznesu Lagarde spotyka się z grupą kobiet, by porozmawiać o ich sytuacji w Emiratach Arabskich. Podobne spotkania 61-letnia Francuzka organizuje podczas każdej wizyty zagranicznej. Na takich zebraniach dyskutuje wyłącznie z kobietami, a za wyciszonymi ścianami ląduje nawet rzecznik prasowy MFW, zwykle nieodstępujący jej na krok. – Skoro Lagarde potrafi stawić czoła szejkom, poradzi sobie również z Trumpem – zapewnia Marie de Vergès, redaktorka dziennika „Le Monde”. Czyżby? W gruncie rzeczy MFW reprezentuje wszystko to, co prezydent USA odrzuca: przeciwdziałanie protekcjonizmowi, otwarte rynki, wielonarodowość oraz bezwarunkowe uznanie wytycznych ONZ. Szefowa MFW nie może sobie jednak pozwolić na zażarty spór z gospodarzem Białego Domu. Stany Zjednoczone mają w funduszu 17% udziałów i cieszą się szczególnymi przywilejami, np. prawem weta. Bez aprobaty USA w wielu kwestiach Lagarde będzie miała związane ręce.

HISTORIA
Grobowiec nielegalnych imigrantów?
25 lat temu, 13 stycznia 1993 r. prom „Jan Heweliusz” wyszedł w morze o 23.35. Miał to być kolejny rejs do szwedzkiego Ystad. Tej nocy na Bałtyku szalał sztorm o sile 12 st. w skali Beauforta. Około godz. 4 nad ranem na wysokości niemieckiej wyspy Rugia w burtę „Heweliusza” uderzył potężny huragan. Jednostka zaczęła się przechylać. Doszło do zerwania mocowań ciężarówek, więc pojazdy bezwładnie przemieszczały się po pokładach, rozsypując ładunki. O godz. 4.40 przechył wynosił ok. 70 st. Nic już nie mogło uratować promu przed zatonięciem. W katastrofie zginęło 55 osób: 20 marynarzy i 35 pasażerów. Ocalało jedynie dziewięciu członków załogi. Akcję ratunkową utrudniała fatalna pogoda: silny wiatr i temperatura wody wynosząca zaledwie 2 st. C. Jest pewne, że prom miał na pokładzie od 4 do 10 ton dodatkowego ładunku. Taka masa stanowiła realne zagrożenie dla jego stabilności. Trudno uwierzyć, że w wagonach były jedynie meble, żarówki i sprzęt kempingowy. Szczególnie mocno artykułowane są dwie wersje, które dotyczą przemytu broni oraz nielegalnych imigrantów. Według tych teorii w wagonach kolejowych transportowanych promem miał się znajdować sprzęt wojskowy, mogło także chodzić o mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej, którzy za wszelką cenę próbowali się przedostać do Szwecji. Pojawiły się nawet sugestie, że to nielegalny ładunek przyczynił się do tragedii. Wrak nie został podjęty z dna i nie można tego zbadać.

KULTURA
Klątwa dobrej zmiany
Do plusów ubiegłego teatralnego roku należy „Klątwa” w reżyserii Olivera Frljicia w warszawskim Teatrze Powszechnym. Po tej „Klątwie” polski teatr będzie już innym teatrem. Dramat Wyspiańskiego stał się tylko rezonatorem opowieści o innej klątwie, która zawisła nad Polską – klątwie zniewolenia przez panoszący się kler katolicki, również opowieść o teatrze, jego miejscu we współczesnym świecie. Powstało również wiele przedstawień bezpośrednio lub aluzyjnie nawiązujących do sytuacji w Polsce, do pojawiających się zagrożeń demokracji i tego wszystkiego, co sprawia – jak to określił Krystian Lupa – że jest duszno. Do minusów należy niewątpliwie diagnoza z narady teatralnej, jaką doradca prezydenta RP prof. Andrzej Waśko zwołał w Belwederze: „Teatr polski został opanowany przez jednostronną lewacką mafię, która sączy skrajnie niebezpieczną ideologię »politycznej poprawności«, niszczącą cywilizację, kulturę i narodową wspólnotę”.

Marsjanin i cenzorzy
– Mam sentyment do PRL. W tamtych czasach był ogromny szacunek dla artystów, artysta był kimś, a ludzie masowo chcieli uczestniczyć w kulturze – mówi Andrzej Pągowski, grafik, autor plakatów. – Wprawdzie wtedy gdy oddawało się gotowy projekt plakatu, automatycznie szedł on do Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk i trzeba było mieć jego zgodę, żeby plakat ukazał się drukiem. I dostawałem np. telefon, że plakat został zatrzymany i że mam się zgłosić. No więc się zgłaszałem. Był pan w pokoju, na stole leżał mój plakat i rozmawialiśmy. Dzisiaj takie plakaty jak „Tabu”, „Łuk Erosa”, „Sztuka kochania”, „Damy i huzary” nie miałyby najmniejszych szans na ukazanie się drukiem. Gdybym dzisiaj na mieście pokazał niewinny plakat „Sztuki kochania” – jak mały piesek bzyka dużego psa – to przecież zjedzono by żywcem i mnie, i wydawcę. Zaraz by pojawił się zarzut obrazy uczuć itp. Dzisiaj w ludziach jest więcej cenzury niż w PRL. Dzisiaj każdy jest cenzorem. Pierwsza cenzura to jestem ja sam, bo zastanawiam się, czy oni to puszczą, czy nie puszczą. Druga cenzura to cenzura zamawiającego, który mówi: „Nie, takiego czegoś nie możemy pokazać”. Niczego, co w jakikolwiek sposób kojarzy się z Kościołem czy z mocniejszą erotyką żaden zamawiający dzisiaj nie weźmie. Nie to, że jest pruderyjny. On po prostu wie, że nie ma to sensu. Jeżeli chce zrobić fajne wydarzenie kulturalne, a na plakacie jest jakikolwiek element wiary, to cała dyskusja za chwilę zostanie przez tabloidy skierowana na ten jeden element, nie na wydarzenie. Poza tym jest tzw. cenzura miejska, kiedy dyrektor tramwajów czy jakiś inny powie: „Mnie się to nie podoba, bo ja żydowskich elementów sobie na tramwaju nie życzę”.

Fragmenty książki „Być jak Pągowski. Andrzej Pągowski w rozmowie z Dorotą Wellman”, Wydawnictwo Agora.

Qulturalia

OPINIE
Konstytucja czy dobro narodu?
Marszałek senior Kornel Morawiecki wypowiada się o wzajemnej relacji dwóch wartości, a mianowicie konstytucji i dobra narodu, przeciwstawiając je sobie, a co więcej, uznając, że ta pierwsza musi ustąpić drugiemu – oburza się prof. Heliodor Muszyński. – A przeciwstawianie sobie obu tych wartości i traktowanie ich alternatywnie: ta albo tamta, jest pozbawione sensu. Konstytucja nie jest wartością konkurencyjną w stosunku do dobra narodu. Została ustalona właśnie w wyniku zbiorowej troski o to dobro. Troska o nie jest zawarta w każdym przepisie ustawy zasadniczej. Ci, którzy ją tworzyli, właśnie to wspólne dobro, a nie cokolwiek innego, mieli na uwadze. Jeśli pan marszałek Morawiecki zastanowiłby się nad tym, co ma być owym dobrem narodu i co ma zabezpieczać jego realizację, doszedłby niechybnie do wniosku, że konieczna jest jakaś umowa społeczna, która to dobro ustanawia i jego urzeczywistnianie zabezpiecza.

NAUKA
Nowy stary zegar biologiczny
O znaczeniu znajomości działania zegara biologicznego dla funkcjonowania organizmu świadczy Nagroda Nobla dla amerykańskich naukowców J.C. Halla, M. Rosbasha i M.W. Younga, którzy prowadzili badania nad muszką owocową i odkryli u niej geny, za sprawą których wszystkie komórki pracują według określonego rytmu. – Organizm człowieka jest najbardziej uzależniony od zegara biologicznego, który dyryguje rzeszą bardzo zróżnicowanych komórek. Ale w uproszczeniu można powiedzieć, że polega to na tym, że nasza aktywność dobowa jest podzielona na fazę czuwania i fazę snu – wyjaśnia dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny. – Gdybyśmy tkwili tylko w jednej z nich, byłoby to dla nas niekorzystne. Przebywając tylko w fazie wypoczynku, pogrążylibyśmy się w lenistwie i nieróbstwie. Faza ciągłej aktywności jest również niszcząca dla organizmu, w efekcie mamy choroby psychiczne. Dobrym przykładem jest choroba dwubiegunowa, w której człowiek ma wydłużoną fazę aktywności, aż w końcu wycieńczony organizm siada. Nasz organizm działa zgodnie z zegarem biologicznym. Dlatego jeśli lekarz mówi, aby brać określony lek rano, należy tak postąpić, bez dyskusji. Jeśli tabletkę, którą zażywaliśmy rano, weźmiemy wieczorem, będzie słabiej działała. Raczej nam nie zaszkodzi, ale będzie tak, jakby nie działała.

OBSERWACJE
Pamilacan – wyspa szczęśliwszych ludzi
Niedużą wyspę, jedną z ponad 7 tys. wchodzących w skład Archipelagu Filipińskiego zamieszkuje ok. 240 rodzin, razem 1,5 tys. osób. Nazwa w miejscowym języku oznacza „miejsce odpoczynku płaszczek”. Te ryby o charakterystycznym dyskowatym kształcie, stanowiły do niedawna podstawę wyżywienia mieszkańców. Dzisiaj płaszczek nie można już łowić. Mieszkańcom wyspy muszą wystarczyć inne dary morza. Wiele problemów współczesnego świata omija wyspę. Nie ma tutaj pogoni za pieniędzmi czy szaleńczego pościgu za ambicjami. Panuje prostota i względna równość. Każdy ma podobny dom, wzniesiony z materiałów dostępnych na wyspie, i własnoręcznie zbudowaną łódź. Powodem do dumy może być liczba odchowanych dzieci, nie marka samochodu. Tych zresztą na wyspie nie ma.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Pacjenci mają dobrą pamięć
Jan Widacki: Język IV RP
Roman Kurkiewicz: Zybertowicza Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego
Tomasz Jastrun: Dobry i straszny rok
Ludwik Stomma: Różne genealogie
Edward Mikołajczyk: Cierpienia komendanta z powodu deficytu wzmianek

Wydanie: 2/2018

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 15 stycznia, 2018, 11:58

    Przemysław Witkowski w numerze 2/2018 kończy swój artykuł „Komu przeszkadza Owsiak” słowami: „Całe zaś zamieszanie wokół Jurka Owsiaka pozwala kontynuować cyrk z szołmenem w czerwonych okularach raz w roli ofiary, a raz w roli zbawcy. Tymczasem kolejki przed gabinetami lekarskimi rosną”. Czy to grillowanie Jurka Owsiaka przybrało tak na sile, że nawet w moim ukochanym Przeglądzie znalazł się taki nieprzyjemny dla oka i myśli passus? Autor przy zachowaniu swej >bezstronności publicysty< nie dał rady zwyczajnie napisać o dobroci. Łyżka dziegciu obowiązkowa. Dobrze, że Anna Dymna mówi nam, co daje taki dzień z WOŚP.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy