Uwolnić Nieznalską

Uwolnić Nieznalską

Maria Janion: – Ten wyrok to hańba.
Zbigniew Hołdys: – Cofa nas w mroki średniowiecza.

Pół roku ograniczenia wolności, ale nie w zacisznej celi. Niech w tym czasie skazana wystawi się na ogląd publiczny i np. zamiata ulice albo zastąpi pomywaczkę w garkuchni dla biednych. Byle nie w Caritasie. Takim wyrokiem ukarał gdański sąd pod przewodnictwem sędziego Tomasza Zielińskiego artystkę Dorotę Nieznalską. Choć zapewniała, że nie miała zamiaru obrazić czyichś uczuć religijnych, prokurator Jolanta Żukowska oskarżyła ją o przestępstwo z art. 196 kodeksu karnego: „Znieważyła publicznie przedmiot czci religijnej poprzez przedstawienie – w punkcie centralnym metalowego krzyża – męskich genitaliów”.
Żaden z posłów Ligi Polskich Rodzin, którzy złożyli doniesienie do prokuratury, nie widział pracy artystki, ale zgodnie zeznawali, że urażono ich uczucia religijne. Sąd nie dopuścił biegłych ani teologów, którzy mieli ocenić, czy popełniono świętokradztwo. Nie zezwolono też na rekonstrukcję „Pasji”, by można ją było ocenić jako całość, a nie na podstawie wyrwanego z kontekstu równoramiennego krzyża. Integralną częścią pracy jest bowiem obraz wideo przedstawiający mężczyznę ćwiczącego na siłowni. – „Pasja” Nieznalskiej w całości lokuje się – tłumaczy dr Zofia Watrak, krytyk sztuki, historyk kultury, autorka wielu publikacji na temat sztuki współczesnej – w nurcie krytyki feministycznej. Siłownia, która stała się dziś świątynią fizyczności, gdzie króluje męska siła, i dominujące w centrum równoramiennego krzyża męskie przyrodzenie stawiają kobietę w sytuacji opresji. To komentarz do współczesnej kultury tak bardzo skupionej na fizyczności i ludzkim ciele.
Sędzia Zieliński w uzasadnieniu wyroku stwierdził, że w warunkach polskich krzyż jednoznacznie jest związany z męczeńską śmiercią Chrystusa, podobnie jak tytuł instalacji – „Pasja”. – Sędzia był przekonany, że „artystka umyślnie obraziła uczucie religijne w celu osiągnięcia sukcesu artystycznego i osobistego”. Nie miało znaczenia, że instalacja była dziełem artysty; sędzia podał w wątpliwość samo określenie artysta: – Czy ma to być osoba, która ukończyła wyższe studia o profilu artystycznym, czy też wystarczy szkoła średnia, czy też jest artystą ktoś z zamiłowania, tak jak ci, którzy malują graffiti na ścianach? – pytał.
Nie skazał Nieznalskiej na karę grzywny, jak wnosił prokurator. – Oskarżona przez skandal, który sama wywołała, niewątpliwie stanie się osobą znaną, już jest osobą znaną, będzie zapraszana na najróżniejsze wystawy i zgromadzenia. 2 tys. zł grzywny nie jest żadną dolegliwością – tłumaczył.
Argumenty obrońcy, mecenasa Wojciecha Cieślaka, zostały odrzucone. Twierdził on, że artysta tworząc dzieło, może poprzez treść czy formę tego przekazu pewne uczucia urazić i należy zostawić mu tę swobodę. – Wyrok, który zapadł, został wydany z przyjęciem zasady „wszyscy wiedzą, że…” – stwierdził po zakończeniu procesu mec. Cieślak. – Wszyscy wiedzą, ilu jest katolików w Polsce, i wiedzą, że zestawienie krzyża i genitaliów uraża ich uczucia, bo to oczywiste.
Robert Strąk i Gertruda Szumska, posłowie LPR, przyjęli wyrok gromkimi barwami.

Zamykamy

To pierwszy taki proces w Polsce od 1920 r., kiedy za bluźnierstwo skazano na rok twierdzy Anatola Sterna. Napisał bowiem wiersz „Uśmiech Primavery – Jak umieramy”:
Kiwnie mi głową uśmiechnięta
Wystrojona Panna Święta
Na jej twarzy drgają dołki
Wonne rzuca mi fijołki
– A na tacy złocistej, sam Bóg, jak lokaj,
aromatyczny, soczysty w kieliszku poda mi tokaj.
Poszło o „lokaja”. Proces trwał trzy miesiące, które Stern przesiedział w więzieniu. Zaliczono mu ten czas na poczet kary.
Wystawa, na której prezentowano „Pasję”, odbyła się w niewielkiej eksperymentalnej galerii Wyspa, prowadzonej przez Grzegorza Klamana, profesora gdańskiej ASP, prezesa fundacji Wyspa Progress. Klaman uznawany jest za artystę radykalnego, który wpisuje się w nurt sztuki krytycznej, przekraczającej normy obyczajowe i kulturowe. Wyspa, mieszcząca się w bocznej gdańskiej uliczce, nigdy nie była obliczona na masowego odbiorcę. Nie była też otwarta w określonych godzinach i często aby obejrzeć wystawę, trzeba było prosić o klucz na portierni. Nie każdy go dostawał. Ale posłowie Ligi Polskich Rodzin nie widzieli pracy Doroty Nieznalskiej wcale nie dlatego, że nie dostali klucza. Kiedy z hałasem próbowali się wedrzeć do Wyspy, wystawę już zdjęto, bo w kolejce czekała następna. Jak się okazało, ostatnia. Senat gdańskiej ASP wymówił Klamanowi dzierżawę (galeria znajdowała się w pomieszczeniach gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych). Jerzy Krechowicz, ówczesny rektor ASP, nie mówił wprost, że powodem jest „Pasja”. Jako argument podawał, że w Wyspie prezentuje się nic niewartą sztukę „śmieciową”.
Przed sądem jednak bronił Nieznalskiej. Stwierdził, że „mógłby zarzucić „Pasji” brak dramatyzmu, ale obraza uczuć religijnych nie przyszłaby mu do głowy, i podkreślił, że sztuka może podlegać wyłącznie ocenie odbiorców, a nie sądu.

Młot na czarownice

– Mam nadzieję, że ten kuriozalny wyrok zostanie zweryfikowany w wyższej instancji, inaczej sądy, tak jak w tym przypadku, staną się młotami na czarownice – mówił zaraz po procesie prof. Klaman. – Dla sędziego najwyraźniej pojęcie artysty jest zbyt mgliste i niejasne, za to uczucia religijne to pojęcie oczywiste dla wszystkich. Jak można nie widzieć różnicy między tym, co realne, a co symboliczne!?
– To wyrok głupi i szkodliwy – wtóruje Zofia Watrak. – Absurdem jest traktowanie dzieła sztuki jako realnego, przestępczego czynu. Sztuka nie jest rzeczywistością, jest z natury wolna, to rodzaj eksperymentu myślowego. Osądzanie dzieła artystycznego w sądzie jest pomieszaniem dwóch porządków – życia człowieka w społeczeństwie i twórczości artysty, który ma prawo do wolnej wypowiedzi. Ludźmi wierzącymi manipuluje w Polsce grupa cynicznych polityków. W sądzie dokonano niewyobrażalnej manipulacji.
Wielu historyków sztuki zabrało głos publicznie. Prof. Piotr Piotrowski z UAM w Poznaniu zauważył, że bluźnierstwo jest przestępstwem w świetle prawa kanonicznego, ale nie w demokracji. Sąd jest drugim fundamentem demokracji. – Jeżeli jakaś grupa czuje się dotknięta twórczością Nieznalskiej, ma prawo wystąpić do sądu z oskarżenia prywatnego. W tym wypadku doszło do oskarżenia publicznego, a więc zaangażowało się w to państwo. To jest, w moim przekonaniu, skandal – stwierdza prof. Piotrowski.
Nie pozostali obojętni artyści. Zdecydowanie broni Nieznalskiej Zbigniew Hołdys, twórca kultowej niegdyś grupy Perfekt. „Zwracam się z prośbą do moich przyjaciół: muzyków, plastyków, poetów i innych twórczych ludzi – napisał w Internecie – aby podpisali list protestacyjny wobec haniebnego wyroku skazującego Dorotę Nieznalską (…). Ten wyrok nie tylko cofa nas w strefę mroków średniowiecza – on nas wszystkich zabija, on nam odbiera wolność myślenia i tworzenia. On nas wszystkich – skazanych i nieskazanych – pali na stosie. Cynizm sędziego jest porażający. Niech każdemu ten cynizm zadźwięczy w głowie. Od jutra – jeśli się nie sprzeciwimy – każdy z nas może zostać ukarany za swoją odmienność (…)”.
Również Grzegorz Klaman i Aneta Szyłak (kurator sztuki i była dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku, obecnie inicjatorka wielu wystaw, jak chociażby głośnej „Architektury płci” w Nowym Jorku) napisali w sprawie tego wyroku list otwarty: „(…) Zasada wolności głoszenia poglądów została w całości pogwałcona i czyni artystkę ofiarą zideologizowanej wizji państwa wyznaniowego, jaką próbuje narzucić polskiemu społeczeństwu Liga Polskich Rodzin. Swobód obywatelskich nie stanowi się po to, by mogły one służyć jednej ideologii. (…) Sztuka (…) nie powstaje dla dekoracji ścian, ale przede wszystkim jest świadectwem swoich czasów i wyraża to, czego być może nie umie w innej formie wyrazić dyskurs publiczny”.
Pod listem podpisało się kilkaset osób, m.in.: historycy sztuki – prof. Andrzej Turowski, Joanna Turowicz, prof. Piotr Piotrowski i Agnieszka Szewczyk, medioznawca – prof. Wiesław Godzic, dyrektor muzeum sztuki w Łodzi – Mirosław Borusiewicz, dyrektor galerii Arsenał w Poznaniu – Wojciech Makowiecki, Grzegorz Borkowski z Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, krytyk literacki – Kazimiera Szczuka, filolog – prof. Maria Janion i pisarka Magdalena Tulli.
Maria Janion mówi: – To wyrok skandaliczny. Jest przypomnieniem, w jakim kraju żyjemy. Takim, „gdzie panują nasi okupanci”, jak pisał Boy-Żeleński. Podobnie jak w dwudziestoleciu międzywojennym panuje agresywny katolicyzm, który wpaja przekonanie, że w 99% mamy do czynienia z narodem katolickim i jego reprezentanci mają prawo domagać się zamknięcia wszystkich, którzy mają inne poglądy. Hierarchowie Kościoła i polski kler wciąż przekonują, że najważniejsze, co możemy wnieść do Europy, to „polskie wartości moralne”. Proces Nieznalskiej pokazał, jakie mamy na tym polu zasługi i z czym do tej Europy idziemy. To hańba. Popieram całkowicie Wandę Nowicką (szefową Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, zaangażowaną m.in. w sprowadzenie do Polski statku „Langenort” – red.), która przepraszała Dorotę Nieznalską, że w sali sądowej została sama ze swoim adwokatem i Ligą Polskich Rodzin. Powinniśmy również być na tej sali.

To tylko rozróba

Choć opinia intelektualistów i artystów była zgodna, że prawo karne nie powinno oceniać sztuki, niektórzy z nich nie ukrywali dezaprobaty dla tego rodzaju prowokacyjnej twórczości.
– Nie jestem entuzjastą artystycznych eksperymentów, które tworzy pani Nieznalska. Ale nie zgadzam się na ideologiczną nagonkę ciemnych sił, tolerowanych w Polsce w milczeniu przez władzę, która obawia się reakcji Kościoła i rzesz wiernych – mówi Andrzej Czeczot, za czasów PRL wielokrotnie skazywany na artystyczny niebyt.
Jan Kanty Pawluśkiewicz, muzyk i malarz, zauważa, że dziś zbyt wielu artystów usiłuje poprzez skandal i prowokację zrobić sobie nazwisko. – Nazywam ich artystami bez węchu. Czują już tylko zapach prowokacji i łowią go, by zaistnieć w świadomości odbiorców. Dorota Nieznalska wykorzystując symbol krzyża, musiała przewidywać, że spotka się z ogromnymi kontrowersjami i dezaprobatą ludzi wierzących. Jednak sąd to złe miejsce na wydawanie opinii o dziełach sztuki i wyrok powinien być bardzo symboliczny – tłumaczy.
Prof. Adam Myjak, rzeźbiarz, rektor ASP w Warszawie, choć uważa, że sąd niepotrzebnie się wplątał w tę sprawę, dodaje też, że „wystąpienie p. Nieznalskiej nie ma nic wspólnego ze sztuką. To nie żadne dzieło, tylko rozróba. W sztuce, tak jak w życiu, są granice. Nieznalska ewidentnie je przekroczyła. Prof. Myjakowi wtóruje Franciszek Starowieyski, malarz i rysownik: – Nieznalska nie powinna takich rzeczy robić, zabawa religią jest obrzydliwa. Nieznalska jest głupia. A sąd na takim samym poziomie wydał wyrok. Cała ta afera jest z obu stron niesmaczna, ale o żadnym naruszaniu wolności nie ma mowy.
Podzielone są zdania prawników. Krzysztof Piesiewicz uważa, że w przypadku Nieznalskiej niewątpliwie zostały naruszone uczucia religijne, ale gdyby on był sędzią w tej sprawie, szukałby wyjścia z sytuacji – skoro autorka nie miała, jak twierdzi, złych intencji, może takie wyjście udałoby się znaleźć.
Zdaniem prof. Mariana Filara z UMK w Toruniu, doszło do stłamszenia wolności Doroty Nieznalskiej. Ale jest jeszcze drugi aspekt tej sprawy: bycie artystą nie może stanowić immunitetu, który wyłącza z odpowiedzialności za wszelkie przestępstwa. Wszyscy w Polsce są równi wobec prawa, artysta nie stoi ponad prawem. To trochę tak jak z pornografią: każdy może w domu oglądać, co chce, artysta może w domu malować pornograficzne obrazy, ale powiesić ich na ulicy już nie może.

Napychają sobie usta ojczyzną

W „sprawę Nieznalskiej” coraz bardziej angażują się politycy. Pojawiają się kolejne oświadczenia i deklaracje. Stanowisko LPR jest od początku znane. Zupełnie inne niż polityków SLD, którzy zgodnie oceniają wyrok jako zamach na konstytucyjną wolność słowa i wyrażania poglądów. Mniej klarownie wypowiada się obóz postsolidarnościowy.
Władysław Frasyniuk, przewodniczący Unii Wolności, sformułował krótki apel: „Zwracam się do uczestników opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarności”, do ludzi, którzy brali udział w walce o wolne słowo w naszym kraju, o solidarną obronę Doroty Nieznalskiej”. Przypomniał, że w 1968 r. PRL-owski sąd skazał na trzy lata więzienia Janusza Szpotańskiego za napisanie opery „Cisi i gęgacze”, krytykującej i ośmieszającej komunistyczne władze. „Oba wyroki dzieli surowość kary, ale łączy sposób myślenia”, pisze. Dodał też, że „wyrok zapadł w kraju, gdzie w kioskach i księgarniach zalegają antysemickie broszury, radiostacja ojca Rydzyka pobudza do rasowej nienawiści, a na stadionach obrzuca się obelgami czarnoskórych piłkarzy”.
Janusz Lewandowski, poseł PO, zwrócił uwagę, że jest mu szczególnie przykro, iż taki wyrok zapadł w Gdańsku, mieście, które jest uznawane za symbol solidarnościowego zrywu na rzecz wolności. Ale już Lech Wałęsa, były prezydent RP, komentuje krótko: – Wyrok powinien być o wiele surowszy.
– Takie akcja jak ta w sprawach Nieznalskiej to dobra forma reklamy. Dla małych zakompleksionych partyjek i ludzi, którzy nie potrafią wykazać się pozytywną działalnością. Napychają sobie usta ojczyzną, religią w imię własnych, żałośnie pojętych interesów – mówi Krzysztof Skiba, dziś lider grupy Big Cyc, dawniej anarchista.

Pasterze i owczarnia

– Pasterze zachowują spokój, a owczarnia beczy – stwierdził w mowie końcowej obrońca Doroty Nieznalskiej. Odnosił się do postawy hierarchów Kościoła katolickiego, którzy nie zajęli żadnego oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Ks. Krzysztof Niedałtowski, duszpasterz środowisk twórczych w Gdańsku, zauważył jednak, że artystka padła ofiarą LPR, która wystąpiła w roli politycznego inkwizytora. Pracę Nieznalskiej ocenił nisko pod względem artystycznym. Bardziej zdeterminowany jest ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”: – To jest ważny proces i ważna dyskusja publiczna. Czy powinna odbywać się w sądzie? Na pewno tak, gdyż rzecz zahacza o obszar prawa. (…) Pani Nieznalska płaci wysoką cenę za dobro wspólne. To jest jej rola, choć wcale nie chciałbym, żeby znalazła się więzieniu.
Kazimierz Piotrowski, kurator wystawy „Irreligia”, która była przedmiotem podobnych kontrowersji i ataków jak obecny proces Nieznalskiej, uważa jednak, że to właśnie Kościół jest odpowiedzialny za ten wyrok z powodu oficjalnego stanowiska Episkopatu, jakie sformułowano po „Irreligii” (miała być oficjalną wystawą polską w Brukseli w ramach Europaliów 2001/2002, ale po fali protestów strona polska się wycofała. Wystawę wsparły jednak brukselskie władze i była nawet pokazywana w dwóch kościołach).
Takiej zachęty żaden polityk marzący o karierze w społeczeństwie, gdzie patent na jedyną słuszną moralność ma katolicka większość, nie może zlekceważyć.
– Prace na „Irreligii” były o wiele radykalniejsze, ale nikt nie odważył się wówczas wytoczyć procesu, bo polski sąd ośmieszyłby się w Brukseli, uznanej za stolicę Europy – mówi Piotrowski, który jednak musiał złożyć wyjaśnienia w prokuraturze.
Wiarę w liberalizm Brukseli i pokładanie nadziei w strasburskim trybunale podaje w wątpliwość Marek Nowicki, szef Fundacji Helsińskiej: – W sprawach ochrony moralności i obrazy uczuć religijnych trybunał w Strasburgu przychyla się do wyroków sądów krajowych, uznając, że lepiej wiedzą, co w konkretnym państwie czy mieście jest dla tej ochrony dobre i słuszne – tłumaczy. – Znam co najmniej sto tego rodzaju orzeczeń i wszystkie są bardzo podobne. W sprawach podobnych do procesu Doroty Nieznalskiej będziemy mieli zatem taki standard, jaki sobie teraz wywalczymy – podsumowuje.
I o to właśnie idzie gra.

Ciało to tylko tworzywo

– Jestem nieustannie nagabywana przez dziennikarzy, którzy chcą robić ze mną wywiady, fotoreporterów, którzy proponują sesje zdjęciowe. Jak mam się skupić na swojej pracy artystycznej? Z reguły odmawiam, bo nigdy o taką sławę mi nie chodziło ani za taką nie goniłam – mówiła po procesie Dorota Nieznalska.
Z powodu kontrowersyjnych treści sztuki wielu wróżyło jej sławę i bogactwo, ale już teraz wiadomo, że za swoją pasję – i tę symboliczną, czyli dzieło sztuki, i tę artystyczną – zapłaciła wysoką cenę. Nie otrzymuje dotacji ani stypendiów, o które występuje. Z obawy przed niewybrednymi atakami Ligi Polskich Rodzin, która polityczną hucpę traktuje jak strategię marketingową, boją się zapraszać Nieznalską publiczne galerie. Artystka dostaje agresywne maile z pytaniami, czyje genitalia umieściła na krzyżu i czy to przypadkiem nie Grzegorz Klaman był modelem.
Artystka Nieznalska traktuje męskość jako temat inspirujący. Już trwał jej proces, gdy w Galerii Arsenał w Poznaniu przestawiła taką wizję: na ścianie rozpięta na rzeźnickich hakach bydlęca skóra. Na niej wypalone w formie krzyży napisy: „ojciec”, „syn”, „brat”. Jest także autentyczny NIP Nieznalskiej. Pieczęcie mają falliczne uchwyty. Na ziemi zdjęcie artystki – leży krzyżem, naga, z zaciśniętymi pięściami. Nieznalska sama przyznaje, że to, co tworzy, ma związek z jej ojcem. – Był dla mnie bogiem i tyranem. Jestem zaprogramowana przede wszystkim przez to, co narzucił mi ojciec, z którym mam bardzo zły kontakt. Dlatego badam męskość na obszarze własnego ja, szukam jej śladów we własnej tożsamości.
Nieznalska nie jest samotna w poszukiwaniu nowych inspiracji. Jej rówieśnik, również absolwent ASP, Artur Żmijewski, też w swych instalacjach obnażył ludzi, ale kalekich. Twierdzi, że świat bez choroby jest niepełny, a teraz media pokazują tylko piękne, zdrowe ciała i to jest fałsz. On tworzy „opowiadania” niewolników zakleszczonych w zdezelowanych ciałach. Tłumaczy: – Podejmuję nie temat ciał, ale temat człowieka będącego również ciałem, uczestniczącego w tej żenującej grotesce, jaką jest np. starzenie się. To klęska egzystencji – stare ciało udowadnia nam, że to nie my rządzimy.
W słynnej już instalacji tego artysty, „Kompanii reprezentacyjnej WP rok 2000”, żołnierze na defiladzie są nadzy, mają tylko czapki, buty i broń. – Moim celem było zwrócenie żołnierzom ich bezbronnych ciał zawłaszczonych przez władzę, w tym wypadku wojskową – mówi Żmijewski. – To nagie męskie ciało żołnierza jest takie delikatne, ten mięciutki fiutek tak chybocze jak jakiś muślinowy frędzelek.
Artysta nie rozumie, dlaczego genitalia w pobliżu godła narodowego znieważają godło, a gdy żołnierz pada na polu bitwy rozdarty przez granat, nikt nie określa tego widoku jako obrazy wartości.
Z kolei skandalista Konrad Kuzyszyn, autor „Kondycji ludzkiej”, pokazał nagie ciała, które zatracają swe granice, powielają się, są jakby sklonowane. Tej kondycji towarzyszy strach. Wszystkie postacie Kuzyszyna są skulone ze strachu.
Odwrotnie u Alicji Żebrowskiej – jej ciała, też bez listka figowego, walczą ze sobą, zmagają się, mocują – nie umykają przed własną egzystencją. Raz są w pozycji dominacji, to znów podporządkowania.
– Ta sztuka – tłumaczy kurator poznańskiej wystawy artystki, Izabela Kowalczyk – odczytywana jest jako niebezpieczna. Czy dlatego, że pełni rolę społecznej psychoanalizy? Że wytrąca z automatyzmu patrzenia, udawania? Ależ sztuka nie jest po to, aby sprawić wyłącznie przyjemność. Oponenci nazywają ją krytyczną. Wobec czego? Landrynkowej popkultury, tych, którzy nie chcą rozmawiać o kondycji współczesnego człowieka”.
Artyści skandaliści traktują ciało ludzkie, również własne, jak tworzywo. Katarzyna Kozyra, gdy chorowała na białaczkę, jak dzieło sztuki potraktowała zapis leczenia w szpitalu. Sfotografowała się w dekoracjach nawiązujących do obrazu Edwarda Maneta „Olimpia”. Też leży naga, z kwiatem przyczepionym do swej wyłysiałej na skutek chemioterapii głowy, na siermiężnym łóżku szpitalnym. Otaczają ją kroplówki.
Dlaczego udajemy, zdaje się podpowiadać artystka, że świat składa się z samych pięknych dwudziestoletnich?
Twórcy body art nie traktują nagości jako tabu. – Nie uważam – mówi Alicja Żebrowska – aby np. obraz waginy był dla kogoś niebezpieczny. Żadne nagości w mojej sztuce nie miały absolutnie na celu szokowania nagim ciałem, bo to byłby idiotyzm, to można było robić w XIX w. Nawet mi nie przyszło do głowy, że miałabym używać nagiego ciała, aby coś odkrywać.
Zdecydowanie wspiera artystkę dr Izabela Kowalczyk, historyk sztuki: „Ta sztuka – pisze w swej książce – jest o nas i często mówi prawdy, których nie chcemy słyszeć, które są niewygodne, dlatego tak często spotyka się z oporami i niechęcią ze strony krytyków i odbiorców”.
Grzegorz Borkowski, kurator wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim w Warszawie, dodaje, że po obejrzeniu twórczości w stylu performance nie byłoby szoku, gdyby ludzie, których pewne rzeczy w sztuce drażnią, mieli świadomość, że tak naprawdę drażni ich rzeczywistość.

Beata Czechowska-Derkacz, dziennikarka „Głosu Wybrzeża”
Współpraca Helena Kowalik, Ewa Likowska, Katarzyna Długosz


Skandaliści za granicą
* Cztery lata temu w Brooklyn Museum w Nowym Jorku pokazywano brytyjską ekspozycję „Sensation”, na której znalazł się m.in. obraz Chrisa Ofiliego, przedstawiający Madonnę, „ozdobiony” odchodami słonia. Obraz wywołał dyskusję także w Wielkiej Brytanii. Ówczesny burmistrz Nowego Jorku chciał doprowadzić do cofnięcia dotacji dla muzeum, ponieważ uznał płótno za obraźliwe dla katolików. Jego wniosek został jednak oddalony przez sędziego stanowego. W obronie muzeum stanęła wtedy również Hilary Clinton.
* Francuski pisarz Michel Houellebecq, zwolennik prowokacji, epatujący pornografią i wygłaszający ustami swoich bohaterów opinie rasistowskie, znalazł się w 2001 r. w sądzie za sprawą swej najnowszej powieści „Plateforme”. Książka popiera turystykę seksualną i stanowi pamflet na islam, nazwany w niej „najgłupszą z religii”.
* Rok temu we francuskich kinach pokazywano film Constantina Costy-Gavrasa „Amen” opowiadający o roli Kościoła katolickiego w czasie II wojny światowej, a zwłaszcza o postaci papieża Piusa XII, który uchylił się od otwartego potępienia zbrodni nazistowskich. Skandal wywołał plakat promujący film, który przedstawiał połączenie hitlerowskiej swastyki i krucyfiksu. Francuscy katolicy złożyli pozew do prokuratury o zaprzestanie rozpowszechniania afisza. Film wycofano z niektórych kin we Francji.
* Na festiwalu w Wenecji w ubiegłym roku przyznano główną nagrodę filmowi „Siostry magdalenki”. Watykan skrytykował wprawdzie decyzję jury, ale nie skierował sprawy do sądu. Film opowiada o trzech młodych kobietach, które trafiają do surowego ośrodka prowadzonego przez zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Miejsce, które miało być azylem, okazuje się piekłem – księża i zakonnice poniżają i obrażają wychowanki, zmuszają do niewolniczej pracy i głodzą. Podobny sprzeciw wywołał ten film w Stanach, gdzie oburzyła się Liga Katolicka.
* W USA z ostrą kontestacją spotkał się film „Dogma” Kevina Smitha, który opowiada o dwóch aniołach renegatach zesłanych za karę na ziemię w ludzkiej postaci. Ale film ten został zatrzymany przez prokuraturę na podstawie doniesienia o znieważeniu przedmiotu czci religijnej w Polsce.


Strasburg uznaje autonomię sądów krajowych

Prof. Ewa Łętowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, o wyrokach w podobnych sprawach Trybunału w Strasburgu:

Nie znam żadnego wypadku ukarania artysty. Ale zdarzały się sprawy na tle konfiskaty obrazów i zakaz projekcji filmu.
W sprawie Scherer v. Szwajcaria z 1993 r. (skazanie w Szwajcarii właściciela sklepu za rozpowszechnianie obscenicznych filmów) uznano to „za nieproporcjonalną ingerencję w jego swobodę wypowiedzi. Nie istniało bowiem żadne niebezpieczeństwo, że dorośli byliby na oglądaniu filmu wbrew ich woli”. Są też sprawy na tle konfiskaty obrazów i zakaz projekcji filmu.
W sprawie Műller przeciw Szwajcarii z 1988 r. (konfiskata gorszących obrazów) powiedziano: „Typowe dla niedemokratycznych społeczeństw są poważne ograniczenia wolności artystycznej oraz swobody obiegu dzieł sztuki. Swoboda ta polega nie tylko na wolności tworzenia dzieł sztuki, ale również na swobodzie rozpowszechniania ich. (…) Konfiskata obrazów uznanych za obsceniczne była szczególnie poważną ingerencją w swobodę wypowiedzi”.
W sprawie Otto Preminger Institut v. Austria z 1994 r. uznano natomiast za dopuszczalne działanie władz (zakaz klubowej, zamkniętej projekcji filmu) podjęte w celu ochrony prawa obywateli przed obrazą ich uczuć religijnych publicznym wyrażaniem poglądów przez inne osoby. Powiedziano też: „Władzom krajowym przysługuje pewien margines swobody przy ocenie konieczności i stopnia takich ingerencji.” (taką władzą krajową jest np. polski sąd).
Jak widać, Trybunał w Strasburgu uznaje autonomię władz krajowych (a więc i sądów). Swoboda wypowiedzi artystycznej jest w ogólności w Strasburgu chroniona nieco słabiej niż swoboda wypowiedzi dziennikarskiej. Okoliczności faktyczne sprawy (gdzie i jak artysta się wypowiadał), rodzaj i surowość sankcji spotykających twórcę (tylko zakaz publikacji czy też konfiskata lub ukaranie), poziom tolerancji i kultury artystycznej w danym kraju decydują o tym, czy w Strasburgu uznaje się, że władze państwa naruszyły prawo do swobody wypowiedzi, czy nie.

 

Wydanie: 31/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy