Pozwólcie mi odejść

Pozwólcie mi odejść

Prawie połowa Polaków uważa, że lekarze powinni spełniać wolę nieuleczalnie chorych, którzy domagają się skrócenia swoich cierpień, dwie trzecie jest za legalizacją eutanazji

W cieniu burzliwej debaty poświęconej dylematom etycznym zapłodnienia in vitro pozostaje kwestia tzw. testamentu życia. Prawna regulacja, której celem jest decyzja o naszym życiu na wypadek niemocy wyrażenia woli, jakie zabiegi i metody leczenia mogą podjąć lekarze w razie utraty przez nas świadomości. Do najtrudniejszych aspektów testamentu życia, wzbudzających ogromne kontrowersje, należy zagadnienie wyrażenia i realizacji zgody na przerwanie uporczywego leczenia i zakończenie życia chorego. Prace nad przyjęciem stosownych przepisów w ramach ratyfikacji przez Polskę konwencji bioetycznej Rady Europy prowadził powołany przez premiera Donalda Tuska zespół bioetyczny pod kierownictwem posła Jarosława Gowina. – Zespół, którym kierowałem, zakończył prace i złożył projekt u marszałka Sejmu – mówi Jarosław Gowin. Sprawa wciąż jest nierozwiązana, od prawie roku zapadła nad nią cisza, a wiele osób dopomina się o prawo do decydowania o losie własnym i najbliższych oraz do godnej śmierci. Prawie połowa pytanych w ubiegłym roku przez CBOS uważa, że lekarze powinni spełniać wolę cierpiących, nieuleczalnie chorych ludzi, którzy domagają się podania im środków powodujących śmierć, jeszcze więcej osób (61%) jest za legalizacją takiego działania.

Eutanazja a testament życia

Pojawia się również wiele opinii przeciwnych wprowadzeniu do polskiego prawa testamentu życia. Szczególnie w środowiskach kościelnych i związanych z bezwarunkową obroną każdego życia. Przy dyskusji o projekcie testamentu życia najczęściej pada zarzut o uprawomocnieniu eutanazji jako zalegalizowanej formy aktu zabójstwa, której nie mogą usprawiedliwić szlachetne cele działania, litość czy współczucie.
Przeciwnicy eutanazji przestrzegają przed kulturą śmierci. Na zasadniczą różnicę pomiędzy eutanazją a wolną wolą, wyrażoną w testamencie życia, zwraca uwagę prof. Piotr Winczorek. – Eutanazja jest działaniem aktywnym osób trzecich, np. poprzez podanie trucizny, natomiast wolna wola jest pasywna i pozwala odejść w zgodzie z nieubłaganymi siłami przyrody, jak przy odłączeniu chorego od aparatury. Jako taka eutanazja kwalifikowana jest jako zabicie człowieka na jego żądanie pod wpływem umotywowanych emocji. Jest przestępstwem podlegającym karze od trzech miesięcy do pięciu lat.
Warto zwrócić uwagę, że o testamencie życia nie może być mowy, co wyraźnie zaznacza profesor, u osób, które nigdy nie były świadome lub ich stan umysłowy pozostawia wiele wątpliwości co do celowego i przytomnego działania.
Problem testamentu życia i eutanazji ma charakter wielowymiarowy. Dotyka nie tylko natury moralnej człowieka, lecz również rozwiązań prawnych. Coraz częściej podnoszą się głosy na rzecz dobrej i godnej śmierci.

Prawna ochrona życia

Artykuły 30 i 38 konstytucji RP stanowią odpowiednio, że „godność człowieka jest nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych” i że „Rzeczpospolita zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”. – Argument godności pada zarówno ze strony zwolenników, jak i przeciwników testamentu – zwraca uwagę prof. Winczorek. Pierwsi znajdują w nim uzasadnienie dla przerwania beznadziejnego cierpienia, degradującego człowieka fizycznie i duchowo, oraz dopuszczenia możliwości planowego zakończenia życia na poziomie nieświadomej wegetacji. Podkreśla się przy tym, że pozwolenie na długotrwały ból jest działaniem wbrew ludzkiej godności. Z drugiej strony przeciwnicy zwracają uwagę, że nawet długotrwałe i pozornie bezcelowe cierpienie jest integralną cząstką życia ludzkiego, która nadaje duchowy wymiar fizycznej egzystencji. Cierpienie uszlachetnia, mówią. Nie bez znaczenia jest przywoływanie postaci Jana Pawła II, który nie ukrywał przed światem świadomego zmagania się z narastającym bólem. Jednak konstytucja ze względu na swój ogólny charakter nie może udzielić pełnej gwarancji ochrony życia. Może jedynie zadeklarować jego ochronę. Inaczej należałoby zdelegalizować jakiekolwiek użycie broni, np. przez policję. Zakazana byłaby też patriotyczna ofiara poświęcenia własnego życia za ojczyznę. Bez wątpienia uregulowanie kwestii wolnej woli dysponowania swoim życiem jest sprawą konieczną, zważywszy na postęp medycyny i biotechnologii.

Umrzeć jak Petroniusz

W 2006 r. Adam Gibek, 52-letni wówczas rencista i inwalida II grupy ze wsi Głogowiany w Małopolsce, wniósł do Sądu Okręgowego w Krakowie pozew o prawo do dobrej i godnej śmierci. „Żeby w przyszłości uniknąć cierpienia wynikającego z utraty zdrowia i dalszego poniżania ekonomicznego, wnoszę o przyznanie mi prawa do eutanazji”, napisał. Sąd wniosku nie przyjął.
Rozpaczliwy krok podyktowany był wyłącznie sytuacją ekonomiczną. – Napisałem, bo jestem osobą chorą, niepełnosprawną, nie mam prawa do opieki społecznej. Nie stać mnie na leki, rehabilitację, wcześniej czy później będę cierpiał. Chcę uniknąć bólu – mówi dziś. Pomimo wrodzonego upośledzenia – jedno ramię jest krótsze od drugiego o 15 cm – Adam Gibek przepracował ponad 25 lat w drukarni, gdzie dodatkowo jego zdrowie ucierpiało z powodu zawartego w farbie drukarskiej ołowiu. 500 zł renty, którą mu przyznano, i 100 zł z opieki społecznej nie wystarczy nawet na bardzo skromne życie, nie mówiąc o leczeniu. Pan Adam wylicza: lekarstwa – 350 zł, opał – 200 zł miesięcznie, 10 zł dziennie na jedzenie. Razem ponad 800 zł. – Nie stać mnie na życie – mówi. Zwracał się do miejscowego ośrodka pomocy społecznej, prosił o dodatkowe zajęcie w urzędzie pracy, kierował prośby do Czerwonego Krzyża, Kościoła, różnych fundacji. I nic. Sezonowej pracy nie dostał, wysłano go natomiast na szkolenie. Płatne i uciążliwe ze względu na konieczność dojazdów. – Za to, co muszę wydać na bilet, mogę przeżyć dwa dni – żali się. Wsparcie, jakie otrzymał, nie było skuteczne, skoro od kilkunastu lat Adam Gibek nie ustaje w ponawianiu prób zalegalizowania dobrowolnej śmierci. – Dziś podtrzymuję moją decyzję, będę pisał do Sejmu o zgodę na eutanazję – mówi. Jako przykład podaje śmierć Petroniusza z powieści „Quo vadis” Sienkiewicza. – Chcę umrzeć godnie, jak Petroniusz, który na przyjęciu, w obecności lekarza pozwolił upuścić sobie krew. Nie mam już siły i szans na leczenie. Wiem, że z roku na rok będzie coraz gorzej, gorzej i gorzej… Mam wszystkiego dość, mam dość chodzenia i proszenia. Jestem traktowany gorzej niż zwierzę – dodaje.
Trudno ocenić, na ile żądania eutanazji są realne. Być może to tylko próba zwrócenia uwagi na swoją trudną sytuację materialną. – To patologia naszego państwa – mówi Radomir Andrzejczak, twórca portalu internetowego Eutanazja.info.

Zakaz eutanazji to łamanie praw człowieka

Andrzejczak podkreśla, że trudna sytuacja życiowa w żadnym wypadku nie powinna być przyczyną podobnych decyzji. Eutanazja to problem przede wszystkim ludzi terminalnie chorych, cierpiących, dla których już nie ma żadnej nadziei. Jej zakaz jest łamaniem praw człowieka. – Legalną eutanazję można dopuścić jedynie po wyczerpaniu trzech aspektów: technologicznego, finansowego i społecznego. Kiedy medycyna staje się bezradna, koszty leczenia niewspółmierne do wyników, a pomoc ludzi bezskuteczna – dodaje Andrzejczak. Akt dobrowolnej śmierci miałby być uwarunkowany wieloma czynnikami, takimi jak obowiązkowa konsultacja z psychologiem, wielokrotne i świadome wyrażenie woli chorego, pisemna deklaracja zgody i uregulowanie kwestii udziału lekarzy. Podobnie jak w wypadku zabiegu aborcji lekarz mógłby odmówić, powołując się na własne sumienie i przekonania. – Trzeba myśleć, jak uniknąć nadużyć – mówi twórca portalu i zaraz dodaje: – Za niemoralne należy uznać wszelkie działania mające na celu unikanie możliwości pomocy choremu w cierpieniu, tak samo jest z pospiesznym działaniem. Decyzja o eutanazji musi być ostatecznością.
Zamieszczone na stronach Eutanazja.info i szeroko komentowane historie kilkunastu ciężko chorych osób, z których część świadomie zadeklarowała wolę przerwania życia, nie pozostawiają złudzeń co do powagi problemu. W większości przypadków decyzja o eutanazji została podjęta po uporczywym leczeniu przy wykorzystaniu wszystkich dostępnych medycynie środków. Nieuleczalnie chorzy ludzie proszą o zrozumienie ich sytuacji i żądają prawa do dobrej śmierci.

Trucizna dla syna

Równo rok temu sytuacja Barbary Jackiewicz, matki mężczyzny cierpiącego od 25 lat na zanik mózgu spowodowany powikłaniami po przebytej odrze, zmusiła ją do publicznej deklaracji dobrowolnego skrócenia własnemu dziecku cierpień. Krzysztof jest osobą zupełnie zdaną na absolutną troskę matki. – Nie chcę skazywać syna na opiekę państwową – mówi pani Barbara. – Nikt mojemu synowi nie stworzy takich warunków jak ja.
Organizm Krzysztofa jest zdolny jedynie do dwóch samodzielnych czynności, pracy serca i oddychania. Wszystkie inne wymagają pomocy z zewnątrz. Karmienie sondą przez nos do żołądka, manualne wypróżnianie, odsysanie, nieustanna zmiana pozycji, żeby zapobiec odleżynom. Krzysztof nie widzi, nie ma z nim żadnego kontaktu. Pani Barbara nie wierzy w polski system opieki medycznej nad nieuleczalnie chorym człowiekiem. Kilkudziesięcioletnie zmagania ze służbą zdrowia nauczyły ją samodzielności, wytrwałości i braku zaufania do opieki sprawowanej przez obcych ludzi. Spowodowany działaniem niszczącego wirusa zanik mózgu z reguły nie pozwala żyć dłużej niż dwa, trzy lata. Cierpienia Krzysztofa trwają
25 lat. Lekarze nie dają mu żadnych szans. Zrozpaczona matka jest gotowa osobiście skrócić synowi życie. Na antenie TVN 24 powiedziała, że jej syn „wygląda czasami jak niedorżnięty kurczak”. Jest skłonna sama podać truciznę, żeby nie obciążać sumień innych. Nie chce też odłączyć syna od aparatury, śmierć z głodu uważa za niegodną.
Rozpaczliwa deklaracja pani Barbary najczęściej spotykała się ze współczuciem, pragnieniem niesienia pomocy i przede wszystkim wyrozumiałością dla żądania skrócenia życia. „W stu procentach popieram Pani poglądy!”, „Jestem za eutanazją. Podziwiam i szanuję Panią Barbarę za odwagę”, „Sztuczne podtrzymywanie życia jest nieludzkie” itd. Słowa odwaga, godne życie, godna śmierć, solidarność z ludzką niemocą pisali na portalu Eutanazja.info młodzi ludzie, niedotknięci tak tragicznym losem.
Opinie oponentów były nieliczne i w argumentacji bardzo sztywno trzymały się nauk Kościoła katolickiego. Z reguły powoływali się na religijny aspekt życia i nadzieję wypływającą z wiary. „Zawsze trzeba pokładać nadzieję. Chyba że nie jest Pani osobą wierzącą. W tym momencie Pani współczuję”…

Nadzieja jest lekarstwem

Marlena Ptak, 29-latka, matka ośmioletniego Kacpra, mieszkanka jednego z krakowskich osiedli, nie rozumie, jak ktoś, kto poznał jej chorobę, mógł ją oskarżyć o egoizm, ponieważ zażądała prawa do uwolnienia się od cierpienia. – Oczywiście, że wolałabym żyć, być blisko syna. Kiedy prosiłam o śmierć, nie chciałam, żeby mój syn widział, jak matka umiera – próbuje wyjaśnić swoją decyzję.
Sytuacja Marleny rozwinęła się dosyć nieoczekiwanie na jej korzyść, przynosząc pewną nadzieję na przynajmniej częściowe wyjście z ciężkiej choroby. Tuż po urodzeniu syna lekarze zdiagnozowali u niej stwardnienie rozsiane. Choroba z czasem przybierała na sile, powodując niedowład nóg i rąk. Obecnie Marlena jest przykuta do wózka inwalidzkiego i razem z synem w pełni uzależniona od pomocy jej mamy. Starsza kobieta, żeby poświęcić czas chorej córce, musiała zrezygnować z pracy. Marlena przekazała jej wszystkie prawa rodzicielskie. Syn otrzymuje miesięczny zasiłek w wysokości 400 zł. Marlena żali się: – W domu dziecka miesięczne utrzymanie kosztuje 2 tys. zł, a ja dostaję 400. Nasze państwo przeczy samemu sobie.
Przyznaje, że jej prośby o skrócenie życia wynikały również z ciężkiej sytuacji materialnej rodziny. W czwórkę, bo dochodzi jeszcze brat Marleny, mieszkają w jednopokojowym mieszkaniu, bez przystosowanej dla niepełnosprawnych łazienki. Zamiast prysznica jest stara wanna. Marlena nie może wyjść z domu, bo w chodniku przed budynkiem są dziury. Miejski ośrodek pomocy społecznej nie udziela jej żadnego wsparcia. Chora kobieta narzeka na biurokrację opieki społecznej i personelu medycznego. Żeby kupić specjalny zestaw pieluch, musi okazać w aptece wypisane przez lekarza raz w miesiącu recepty, chociaż wiadomo, że jej choroba to nie sezonowa grypa i będzie trwać jeszcze długo. Najbardziej zbulwersował ją komentarz byłego ministra zdrowia, Bolesława Piechy, do informacji o życzeniu eutanazji. Dobrze zapamiętała te słowa: – Ta pani ma chyba depresję.
Nie wierzy, że mógł to powiedzieć lekarz, niegdyś odpowiedzialny za zdrowie Polaków minister. Jej stan był efektem przede wszystkim narastających trudności życiowych. Marlena z trudem znosiła bezradność i uzależnienie od pomocy matki. Po kolejnych badaniach okazało się, że za jej położenie odpowiada nie stwardnienie rozsiane, lecz borelioza. Nie wiadomo, czy wcześniejsza diagnoza wynikała z pomyłki lekarzy przed zakończeniem kolejnego etapu leczenia. Przyszła jednak nadzieja na poprawę stanu zdrowia i polepszenie jakości życia. Borelioza, jak się okazuje, jest chorobą, której leczenie jest refundowane z NFZ, stwardnienie rozsiane już nie. Zapytana, co myśli o swojej decyzji sprzed kilkunastu miesięcy, odpowiada:
– Nie zmieniłabym jej. Działałam świadomie, naprawdę nie chciałam już dłużej żyć. Podziwiam moją mamę, podziwiam panią Basię Jackiewicz, podziwiam wszystkich, którzy opiekują się takimi chorymi jak ja…

Konwencja w zawieszeniu

Do tej pory eutanazję zalegalizowano w Holandii, Belgii i amerykańskim stanie Oregon, w postaci tzw. samobójstwa przy pomocy lekarza. W Szwajcarii dozwolone jest przepisanie pacjentowi środków nasennych w śmiertelnej dawce, pod warunkiem że przyjmie je samodzielnie. Spór o wprowadzenie eutanazji toczy się we Francji i Wielkiej Brytanii.
Przyjęta w 1997 r. przez Radę Europy Konwencja o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej wobec zastosowań biologii i medycyny zawiera podstawowe i uniwersalne zasady etyczne, wśród których godność istoty ludzkiej uznano za wartość najcenniejszą, wyznaczającą standardy wolności człowieka w społeczeństwie. Godność powinna stanowić o wolności, nigdy wolność o godności. Polska podpisała konwencję w 1999 r., jednak do dnia dzisiejszego dokument nie został ratyfikowany. Opieszałe działania polityków i osób odpowiedzialnych za kształt prawnej ochrony życia w Polsce nie powstrzymują postępu medycyny, której granice obejmują coraz więcej aspektów ludzkiego życia. I śmierci.

—————————————-

Ból i cierpienie nie są najważniejsze
Ogólne osłabienie – 85%. Zależność i bezradność – 74%. Utrata godności i zeszpecenie – 59%. Ból – 57%. Lęk i inne – 36%. Opublikowane przed kilkoma laty badania dotyczące warunków i jakości życia osób nieuleczalnie chorych na raka, które zadeklarowały wyrażenie zgody na dokonanie eutanazji, przynoszą zastanawiające wyniki. Okazuje się, że ból, cierpienie i lęk nie stanowią najważniejszych przesłanek żądania prawa do śmierci. Decydują przede wszystkim kryteria społeczne, istotne dla w pełni wartościowego funkcjonowania w złożonej grupie. Zależność, bezradność, utrata godności i zeszpecenie determinują wolę podjęcia ostatecznej decyzji. Wymownym przykładem zależności jakości życia i jego woli jest działalność dr. Zbigniewa Żylicza. Jako dyrektor ośrodka hospicyjnego Rozenheuvel, niedaleko Arnhem w Holandii, zaproponował nową formę intensywnej i indywidualnej opieki paliatywnej nad terminalnie chorymi pacjentami. Okazało się, że 80% osób, które wcześniej wyraziły wolę przerwania życia, wycofało później swoją zgodę.

Śmierć na życzenie?
Zdaniem blisko połowy Polaków (48%) lekarze powinni spełniać wolę cierpiących, nieuleczalnie chorych, którzy domagają się podania im środków powodujących śmierć. Przeciwną opinię wyraża niespełna dwie piąte badanych (39%), natomiast co ósmy (13%) nie ma wyrobionego poglądu na ten temat. Takie wnioski płyną z badania CBOS przeprowadzonego w październiku ub.r. Zwolenników eutanazji przybywa – w czerwcu 2007 r. było ich o 11% mniej. Śmierć na życzenie częściej akceptują osoby młode, nieuczestniczące w praktykach religijnych, mieszkające w dużych miastach oraz deklarujące przekonania lewicowe. Za eutanazją wyraźnie częściej opowiadają się mężczyźni niż kobiety.
Zdecydowanie wzrosło społeczne poparcie dla prawnej legalizacji eutanazji. Deklaruje je 61% ankietowanych.

Konwencja o prawach człowieka i biomedycynie
(pełna nazwa: Konwencja o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej w odniesieniu do zastosowań biologii i medycyny)

Oviedo, 4 kwietnia 1997 r.
(fragmenty)

ROZDZIAŁ I
POSTANOWIENIA OGÓLNE
Artykuł 1
CEL I PRZEDMIOT
Strony niniejszej konwencji chronią godność i tożsamość osoby ludzkiej i gwarantują każdej osobie, bez dyskryminacji, poszanowanie dla jej integralności oraz innych podstawowych praw i wolności wobec zastosowań biologii i medycyny. (…)

Artykuł 2
Prymat istoty ludzkiej
Interes i dobro osoby ludzkiej przeważa nad wyłącznym interesem społeczeństwa lub nauki.

Artykuł 4
Standardy zawodowe
Jakakolwiek interwencja w dziedzinie zdrowia, w tym badania naukowe, musi być przeprowadzona przy poszanowaniu norm i obowiązków wynikających z zasad postępowania zawodowego, jak również reguł postępowania, które mają zastosowanie w konkretnym przypadku.

ROZDZIAŁ II
ZGODA
Artykuł 5
Postanowienia ogólne
Nie można przeprowadzić interwencji medycznej bez swobodnej i świadomej zgody osoby zainteresowanej.
Przed dokonaniem interwencji osoba zainteresowana otrzyma odpowiednie informacje o celu i naturze interwencji, jak również jej konsekwencjach i ryzyku.
Osoba zainteresowana może w każdej chwili swobodnie wycofać zgodę.

Artykuł 6
Ochrona osób
niezdolnych
do wyrażenia zgody
1. Z zastrzeżeniem art. 17 i 20, interwencja medyczna może być dokonana wobec osoby, która nie ma zdolności do wyrażenia zgody, tylko wtedy, gdy jest to dla niej bezpośrednio korzystne.
2. W stosunku do małoletniego, niemającego, zgodnie z obowiązującym prawem, zdolności do wyrażenia zgody na interwencję medyczną, interwencja taka może być przeprowadzona za zgodą jego przedstawiciela ustawowego, odpowiedniej władzy albo innej osoby lub instytucji ustanowionych w tym celu na mocy przepisów prawa.
Stanowisko małoletniego jest uwzględnione jako czynnik, którego znaczenie wzrasta w zależności od wieku i stopnia dojrzałości.
3. Jeżeli, zgodnie z obowiązującym prawem, osoba dorosła nie ma zdolności do wyrażenia zgody na interwencję medyczną z powodu zaburzeń czynności psychicznych, choroby albo innych podobnych powodów, interwencja medyczna może być przeprowadzona za zgodą jej przedstawiciela ustawowego, odpowiedniej władzy albo innej osoby lub instytucji ustanowionych w tym celu na mocy przepisów prawa.
Osoba poddana interwencji medycznej powinna, jeśli jest to możliwe, uczestniczyć w podejmowaniu decyzji.
4. Przedstawiciel ustawowy, odpowiednie władze albo inna osoba lub instytucja, wymienione w ust. 2 i 3, powinny w tych samych okolicznościach co osoba zainteresowana otrzymać informacje, o których mowa w art. 5.
5. Zgoda, o której mowa w ust. 2 i 3, może być w każdym czasie wycofana dla dobra osoby zainteresowanej.

Artykuł 8
Nagłe przypadki
Jeżeli, ze względu na nagłą sytuację, nie można uzyskać wymaganej zgody, interwencję medyczną można przeprowadzić bezzwłocznie, jeśli jest niezbędna z punktu widzenia korzyści zdrowotnych danej osoby.

Artykuł 9
Życzenia wcześniej
wyrażone
Należy brać pod uwagę wcześniej wyrażone życzenia pacjenta co do interwencji medycznej, jeżeli w chwili jej przeprowadzania nie jest on w stanie wyrazić swojej woli.

ROZDZIAŁ X
DEBATA PUBLICZNA
Artykuł 28
Debata publiczna
Strony uznają, że podstawowe problemy związane z rozwojem biologii i medycyny mogą być przedmiotem debaty publicznej, uwzględniającej zwłaszcza istotne implikacje medyczne, społeczne, ekonomiczne, etyczne i prawne tych problemów, oraz uznają, że możliwe zastosowania osiągnięć biologii i medycyny podlegają odpowiednim konsultacjom.

Czy polskie prawo powinno zezwalać na eutanazję?

Joanna Mucha, posłanka PO
To temat bardzo szeroki, a definicje są nieprecyzyjne i nie ma jednoznaczności, czym byłby np. testament życia. W potocznym rozumieniu eutanazja to sposób na pozbycie się starszych ludzi, których chce się zabić. Tymczasem testament życia dotyczy czegoś zupełnie innego i nie wiąże się wcale ze starością. Chodzi o wyrażenie woli, o prawo do niepodtrzymywania życia w sytuacji, kiedy pacjent sobie tego nie życzy. W tej chwili prawo nakazuje lekarzowi bronić życia, podtrzymywać życie niezależnie od sytuacji. Z drugiej strony pacjent przytomny może się nie zaakceptować wykonywania pewnych procedur medycznych, jeśli jest pełnoletni i nie został ubezwłasnowolniony. A co zrobić w sytuacji, kiedy pacjent jest nieprzytomny? Zapisy w testamencie życia miałyby dawać prawo do wyrażenia takiej woli na piśmie, trzeba by jednak ustalić, na ile wcześniej można wyrazić takie życzenie, w czyjej obecności zostałby sporządzony zapis, jak długo miałby obowiązywać itd. Jednak uważam, że takie zapisy o testamencie życia, włączone do ustawy o zawodzie lekarza, byłyby dobre dla wszystkich stron, zwłaszcza dla pacjentów i lekarzy.

Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka niezależna
Mówimy o tym, że człowiek, który sam decyduje, w jaki sposób żyje, ma także prawo wiedzieć, jaki jest jego stan zdrowia, i powinien mieć prawo, gdy będzie nieuleczalnie chory, rozstać się ze światem bez upokorzeń i niepełnosprawności. Jest wiele takich osób, które nie chciałyby, aby ich bliscy, którzy ich kochali, widzieli ich w takim stanie, i mają do tego prawo. Oczywiście musiałyby być stworzone procedury, komisje złożone z lekarzy, psychologów itd. Takie powinno być w Polsce prawo, ale u nas oczywiście jest to niemożliwe. W takich kwestiach prawnych odzywa się natychmiast Episkopat, który jest przeciwny rozwiązaniom funkcjonującym już w niektórych krajach europejskich, natomiast nasi politycy w większości są tak ulegli wobec tych głosów, że nie dopuszczą do żadnego projektu regulującego tę kwestię. O wiele mniejszą troską otacza się potrzeby ludzi w szpitalach niż problem końca życia człowieka. Nikt nie chce zmierzyć się z tym problemem. W Polsce będzie bardzo trudno jakieś porozumienie w tej sprawie osiągnąć.

Dr Ryszard K. Szaniawski, prezes Fundacji Hospicjum Onkologiczne na warszawskim Ursynowie
Gdy zbliżamy się do kresu życia, nasz ogląd często się zmienia. Próśb o eutanazję jest bardzo mało albo ich wcale nie ma. Także ze strony rodzin pacjentów, choć gdy śmierć już nadejdzie, wielu odczuwa ulgę mimo żalu. W tym jednak nie ma żadnego grzechu ani winy. Mnie osobiście najbardziej bulwersuje fakt, że przy istniejącym prawie do godnej śmierci wciąż obowiązuje przepis Ministerstwa Zdrowia powielany przez NFZ, że stawka dla hospicjów za ostatni dzień życia pacjenta jest o połowę mniejsza niż za dni pozostałe. Jako wieloletni dyrektor wiem, że właśnie w tym dniu jest najwięcej pracy dla lekarza, dla pielęgniarek, dla administracji. Czym więc jest owa obniżona stawka za ten dzień pobytu pacjenta w hospicjum, jeśli nie oficjalnym propagowaniem eutanazji?

Prof. Leszek Kubicki, prawnik, b. minister sprawiedliwości
W moim przekonaniu według ściśle określonych procedur, np. wzorujących się na przepisach takich jak w Holandii i innych ustawodawstwach europejskich, powinno to być analogicznie rozwiązywane i u nas. Oczywiście tu konieczne byłyby zabezpieczenia zapobiegające nadużyciom, zwłaszcza ze strony najbliższych, którzy mogliby być w jakimś stopniu zainteresowani zgonem takiej osoby. Jednak w aktualnym stanie świadomości prawnej w Polsce wprowadzenie takiego prawa jest nawet nie tyle przedwczesne, ile nierealne. Do tej sprawy musimy dojrzeć. Jednak mimo że dominują u nas przeciwnicy takich rozwiązań, w części opinii społecznej następuje proces zmian. Matki, które występowały publicznie o prawo do godnej śmierci dla nieuleczalnie chorych dzieci, dały temu wyraz i to oznacza, że liczba zwolenników rośnie.

Dr Marek Wroński, lekarz anestezjolog, badacz przypadków nieuczciwości w nauce
Jeśli będziemy przez to rozumieć „śmierć na życzenie” w testamencie życia, to jestem pierwszym, który by taką zgodę podpisał dla siebie, jako człowiek. Jako lekarz uważam, że pacjenci mają prawo do decyzji, jak długo należy ich podtrzymywać przy życiu. Jestem anestezjologiem i przez wiele lat pracowałem na oddziałach intensywnej terapii medycznej. Wiem zatem, że procesy życiowe można podtrzymywać sztucznie prawie w nieskończoność. Czasem jest to powodem ogromnych cierpień. Zresztą nawet papież Jan Paweł II nie chciał być już ratowany środkami medycznymi i wszyscy uszanowali jego wolę. To się należy każdemu człowiekowi.
Not. BT

Wydanie: 7/2010

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy