Kto wypuścił Lwa?

Kto wypuścił Lwa?

Nie ma praktycznie szans na to, by udowodnić, że Rywin nie działał sam

Trudno znaleźć przykład innego wyroku wydanego w III RP, który spotkałby się z taka dezaprobatą „klasy politycznej” jak wyrok w sprawie Rywina. – Zmarnowano szansę na wyjaśnienie powiązań prowadzących do korupcji wśród wysokich funkcjonariuszy państwowych. Chyba nikt nie wierzy, że Rywin działał sam – Julia Pitera. – Jeśli nie było dowodów na spisek, zaczynam wierzyć, że Warszawa nie jest stolicą Polski – Andrzej Rzepliński. – Sąd nie wziął pod uwagę oczywistych faktów. Czekałem, aż usłyszę, że ze sprawą nie miał nic wspólnego także sam Rywin – Jan M. Rokita. – Nie ukarano prawdziwych winnych. W świetle tego wyroku Polska nie może uchodzić za państwo prawa – Zbigniew Ziobro. – Smutne, że akt oskarżenia i wyrok są tak różne z opiniami Polaków – uważa Tomasz Nałęcz, zarzucając prokuraturze, że była głucha i ślepa. „Gazeta Wyborcza” oświadcza zaś, że to sukces tych, którzy Rywina po łapówkę wysłali, sugerując, że jest wśród nich Leszek Miller.

Gdzie te dowody?

Tak więc z pretensji tych wynika, że wyrok byłby sprawiedliwy wtedy, gdyby została udowodniona korupcyjną więź między Rywinem a Grupą Trzymającą Władzę i cała grupa wspólnie powędrowała za kratki. Niejako przy okazji podkreślana jest łagodność wyroku. Mec. Jacek Kondracki oznajmił, że dwa i pół roku dla Rywina to niska kara, bo jest przekonany, że gdyby prowadził sprawę klienta, któremu zarzucano oszustwo na 100 tys. dol,, a nie na 17,5 mln, to wyrok byłby znacznie surowszy. Współczuję klientom pana mecenasa. Problem jednak w tym, że nikt – łącznie z członkami Komisji Śledczej najgłośniej krytykującymi sąd – nie udowodnił istnienia takiej spiskującej grupy.
Oczywiście, można domniemywać, że oskarżony nie działał sam. Że cała afera była wynikiem biznesowo-korupcyjnych negocjacji między Agorą a GTW, dotyczących ceny za usunięcie z ustawy zapisów, które się nie podobały Agorze i w których to negocjacjach pośrednikiem był Rywin. Tylko że – zapytam – gdzie są te dowody? Gdzie zeznania, notatki, nagrania, które by to potwierdzały? Są tylko nagrane słowa Rywina, który daje do zrozumienia, kto go posłał. A to trochę za mało.
Niestety, dowodów na istnienie spisku nie znalazły prokuratora ani sąd – ale przede wszystkim, nie znalazła ich Komisja Śledcza, pracująca przez wiele miesięcy, mająca na swe usługi niemal wszystkie służby państwa i korzystająca – przypomnijmy – z uprawnień prokuratorskich. Co nie przeszkadza, iż członkowie tego gremium nie mają najmniejszych oporów w atakowaniu sądu. Dobrze byłoby, gdyby wykazali nieco samokrytyki.

Dwa do jednego

Czas pokaże, jaką szkodę w świadomości społecznej wyrządzi tak bezwzględne podważanie wiarygodności wymiaru sprawiedliwości, uprawiane przez osoby publiczne z towarzyszeniem popularnej gazety. „Wyborcza” twierdzi, że wśród afer korupcyjnych w Polsce nie było równie dobrze udokumentowanej, a wymiar sprawiedliwości dostał „żelazne dowody”. Ciekawe jakie? Gazeta niestety nie zechciała ich wymienić. Zamiast tego usiłowała wpływać na decyzję sądu, pisząc 21 kwietnia, że koncepcję usiłowania oszustwa już tylko mały krok dzieli od uznania, że Rywin postradał rozum, zaś afera zakończy się zapewne porażką wymiaru sprawiedliwości. Łatwo sobie wyobrazić, że sędziowie w takiej sytuacji mogą mieć – choć nie powinni – wewnętrzne opory przed wydaniem wyroku, który naraziłby ich na agresję tak potężnego pisma.
– Ten artykuł bardzo poruszył środowisko sędziowskie, zwłaszcza że ukazał się na łamach gazety zaangażowanej w sprawę – mówi sędzia Wojciech Małek, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie. Dlatego właśnie Marek Celej, przewodniczący składu sędziowskiego, wygłosił oświadczenie, zarzucające „Wyborczej” „niebywałą próbę wywarcia nacisku na sąd”. – A co nie byłoby porażką, czy taki wyrok, jak sobie życzy „Gazeta Wyborcza”? – zapytał przewodniczący. I była to bezprecedensowa wypowiedź, bo sędzia, a zwłaszcza przewodniczący składu, niezależnie od tego, co sobie myśli, nie powinien się odnosić do komentarzy poświęconej sprawie, którą prowadzi.
Podobnie bezprecedensowa była różnica zdań między przewodniczącym składu a pozostałymi dwoma sędziami (wyrok zapadł większością głosów 2:1). Owszem, zdarza się, że przewodniczący ma inne zdanie niż orzekający wraz z nim ławnicy, ale nie pamiętam, by taka sytuacja miała miejsce wśród trzech sędziów zawodowych. Przewodniczący wyraził zastrzeżenia i do wysokości kary (za surowa), i do kwalifikacji (oskarżonego należało sądzić nie za oszustwo, lecz za płatną protekcję).

Samotność na ławie

Co do surowości wyroku – zgoda. W istocie można uznać, że kara była za wysoka. Nie bronię Rywina. Z pewnością nie jest on świetlaną postacią i nie przynosi chluby naszym czołowym osobistościom fakt utrzymywania z nim tak bliskich kontaktów. Dwa i pół roku bez zawieszenia trudno jednak uznać za wakacje, zwłaszcza dla człowieka dotychczas niekaranego, który przecież nie popełnił oszustwa, bo skończyło się na usiłowaniu. Wprawdzie sankcja za oszustwo jest taka jak za jego usiłowanie (do 10 lat, art. 286 kk w zw. z art. 294 kk), jednak oczywiście jeśli skutek nie nastąpił, sąd orzeka łagodniej.
Natomiast co do kwalifikacji, nic nie wskazuje na to, by zamiana „oszustwa” na „płatną protekcję” mogła umożliwić zdobycie dowodów, iż Rywin nie działał sam. Trudno przypuścić, by za kilka miesięcy – bo wtedy sprawą zajmie się sąd wyższej instancji – postępowanie dowodowe było łatwiejsze niż dziś. Zastrzegając, iż broń Boże, nie zamierzam wywierać niedopuszczalnego nacisku na sąd, pozwolę sobie przypuścić, iż na ławie oskarżonych znowu zasiądzie tylko Rywin, ale dostanie mniejszy wyrok lub kara zostanie zawieszona. I na tym się skończy.

 

Wydanie: 19/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy