Nie ma lepszego od Jana Pawła II

Nie ma lepszego od Jana Pawła II

Przez ostatnie dni Polska była krainą łagodności. Oby jak najdłużej

Nie ma lepszego od Jana Pawła II. Tak na melodię „Guantanamery” wołała w środę wieczorem potężna grupa groźnie wyglądających kibiców stołecznych klubów, którzy pod papieskimi flagami i transparentami „Ojcze Święty, kochamy Cię” szła aleją Jana Pawła II, rozświetloną nieprzerwanymi liniami zniczy. To jeden z setek marszów spontanicznie zwołanych w ostatnich dniach. Takich jak w Krakowie, gdzie w ubiegły poniedziałek, po wysłanym przez kogoś pierwszym SMS-ie, młodzi ludzie z białymi kwiatami ruszyli na Franciszkańską – gdzie pod słynnym oknem dawno zabrakło miejsca na znicze i rozświetlony kwiecisty dywan zajął jezdnię – a potem na Błonia. Jak w Sosnowcu, gdy pod krzyżem na osiedlu, które odwiedził Papież, w ciągu paru godzin zebrało się kilkanaście tysięcy ludzi. Czy w Łodzi, w której ponad 100 tys. osób w białym marszu przeszło Piotrkowską do katedry. I w Warszawie, gdzie pierwsza niedzielna msza w intencji Papieża miała się odbyć na Woli, ale ludzie zdecydowali, że ma być na placu Piłsudskiego.

*

Do wielu niezwykłych wydarzeń, w które obfitował pontyfikat Jana Pawła II, trzeba z pewnością dodać to, co nastąpiło w Polsce po Jego odejściu. Oczywiście, pogrążyliśmy się w bólu i żałobie. Ale nie tylko. Oto znaleźliśmy się w innym świecie, bez awantur, polityków, reklam. W świecie, który w błyskawicznym tempie zorganizowaliśmy sobie sami.
„Ojcze, słuchałam Twoich słów we wszystkich najważniejszych chwilach mojego życia. Zawsze będę się za Ciebie modlić”.
„Byłeś uosobieniem prawdy, dobra i miłości. Przez tyle lat wskazywałeś nam drogę. Dziś zostaliśmy sami”.
„Kochany Ojcze, teraz jesz kremówki z Panem Bogiem. Ale nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie”.
To fragmenty z ksiąg kondolencyjnych wyłożonych we wszystkich polskich miastach. Jedni wpisywali dwa zdania, inni potrzebowali nawet pół strony. Nikt nie zachęcał, by ludzie, po których już na pierwszy rzut oka widać było, że są z różnych światów, stali w długich kolejkach do ksiąg. Nikt nie namawiał do pilnowania, by świeciły się wszystkie znicze ustawione wzdłuż alej Jana Pawła II w polskich miastach. W portalach internetowych, które po śmierci Papieża przybrały czarne barwy, wpisy kondolencyjne trzeba liczyć już w milionach. Dyskusje internautów – wcale niejednoznaczne w opiniach na temat osoby Papieża – toczą się bez zwykłego dla tego medium chamstwa i wulgarności. Komercyjny kanał itv, specjalizujący się w anonsach erotycznych, przez wiele dni pokazywał planszę z napisem „Jan Paweł II nie żyje”. Okazało się, że można było wycofać reklamy z radia i telewizji, można było w niedzielę po śmierci Papieża zamknąć nasze „świątynie handlu”. W Łagiewnikach, gdzie ludzie modlili się całe noce, jedna z sieci hipermarketów rozdawała im za darmo chleb. Zamarł rynek finansowy w Polsce – brokerzy postanowili, że przez cały tydzień nie będą handlować papierami wartościowymi.

*

W wielu akademikach, tak jak w krakowskim miasteczku studenckim, zapalano światła tworzące o 21.37 wielki krzyż. Przed tą godziną ustawialiśmy w oknach znicze. W sklepach zabrakło czarnych taśm, które ozdobiły flagi wywieszone na naszych balkonach. W Krakowie trzy gimnazjalistki w parę dni rozdały kilkanaście metrów biało-żółto-czarnych tasiemek, z których robiły żałobne wstążki. Do kopca, który zostanie usypany Janowi Pawłowi II, trafi ziemia ze wszystkich odwiedzonych przez Niego miejsc. Z wieży mariackiej po raz pierwszy w dziejach zamiast hejnału zabrzmiała żałobna pieśń „Łzy matki”.
Na warszawskim placu Piłsudskiego od wielu dni płoną trzy ogromne krzyże ze zniczy i każdego wieczoru zbiera się smutny tłum. Setki młodych ludzi ruszyły modlić się do lubianej przez Papieża Doliny Chochołowskiej. Dwa miliony Polaków na nietanią przecież wyprawę do Rzymu. Pielgrzymów nie odstraszał potworny ścisk, spanie na ziemi ani to, że wielu z nich nie miało szans dotarcia do Watykanu. – Ale byliśmy pod tym samym niebem co On – cieszyli się.

*

– Wierzycie w cuda? Cud dzieje się na waszych oczach – mówił ks. Paweł Łukaszka, hokeista i olimpijczyk, do zbratanych ze sobą kibiców Wisły i Cracovii (co nigdy się nie zdarzyło w długiej historii tych drużyn). – Wierzymy! – wołali kibice. Od nich zaczęła się fala zgody, która wtórując hasłu na transparentach „Dla Ciebie, Ojcze Święty, pojednanie” popłynęła do innych klubów.
Gdy rozpocznie się procedura beatyfikacyjna Jana Pawła II i gromadzone będą cudowne wydarzenia, jakie nastąpiły za Jego sprawą, trzeba będzie chyba do nich zaliczyć to, co się stało z Polakami.
Wielu ludzi postanowiło zmienić swe życie, podejmowano różne, mniej lub bardziej naiwne, lecz – miejmy nadzieję – szczere zobowiązania, jak 82-letni Leon Niemczyk, który publicznie zadeklarował, iż będzie bardziej przestrzegał wszystkich przykazań, Mariola Bojarska-Ferenc, zamierzająca codziennie się modlić i częściej chodzić do kościoła, Andrzej Celiński, obiecujący, że nie będzie odwzajemniał przykrości innym politykom, czy wreszcie Lech Kaczyński, zapewniający, iż przez miesiąc nie wypije nawet lampki wina…
„Pora na nas. Pokolenie Jana Pawła II” – pod tym hasłem szli młodzi w Lublinie. Ale dziś jest poniedziałek. Czy z krainy łagodności wracamy do awantur polityków, kłótni, agresji, oskarżeń, czy może jednak coś się z nami stało na dłużej?

 

Wydanie: 15/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy