Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W MSZ przechyliły się nastroje. Jeszcze parę tygodni temu sądzono, że resort weźmie PO, teraz jakoś częściej mówi się, że jednak PiS. No to nam zabłyśnie gwiazda Jerzego Marka Nowakowskiego! Myliłby się jednak ten, kto postawiłby tezę, że w MSZ ludzie boją się wpaść pod „nieobliczalne” PiS, i woleliby „obliczalnego” szefa z PO. Bo jedni i drudzy wyglądają na nieobliczalnych. Na przykład Donald Tusk w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówił, że jednym z ważniejszych problemów jest fakt, że w MSZ pracuje za dużo ludzi mających związki ze służbami specjalnymi. No i że trzeba coś z tym zrobić. Donaldzie Tusku, czyżbyście nawoływali do lustracji w MSZ? Nie lepsze pojęcie o dyplomacji ma też Jan Rokita, który jeździ do Wielkiej Brytanii uczyć się angielskiego na koszt Anglików. Fajnie potem sobie opowiadać: uczyliśmy polskiego premiera mówić po angielsku… Przy tej okazji w MSZ komentowana jest sierpniowa wizyta Rokity w Stanach Zjednoczonych. Trochę o tym pisały gazety, sporo jest informacji w Internecie, no i w tzw. kanałach dyplomatycznych. No cóż, taka wizyta poważnemu politykowi nie przystoi… Rokitę nie wiadomo kto zaprosił, spotykał się gdzieś po polonijnych klubach i przyjął go bodajże jeden senator. W trakcie wizyty dojechała Hanna Gronkiewicz-Waltz, więc wymyślono, że duet Rokita Gronkiewicz-Waltz będzie zbierał pieniądze na PO w amerykańskim stylu. Czyli organizując uroczyste bankiety, na które goście wykupują bilety. Planowano urządzić taki bankiet w hotelu Ritz, cenę biletu ustalono na 100 dol., ale Polonia imprezę zlekceważyła. Biletów sprzedano osiem sztuk, więc spotkanie przeniesiono do innego, małego hotelu, do sali na 30 osób. O sukcesie wizyty może chyba jedynie mówić pani Agnieszka Magdziak-Miszewska, nasza konsul w Nowym Jorku. Całe MSZ już trąbi, że Rokita obiecał jej posadę ambasadora RP w Moskwie. Ciekawe, co na to prezydent Putin… Magdziak-Miszewska pracowała już w naszej ambasadzie w Moskwie za czasów Stanisława Cioska. Była tam solidarnościowym przyczółkiem. Z Krakowa. Tygodnik „NIE” szeroko opisywał wówczas, jak podczas jednej z nocnych imprez wyrzucono z mieszkania pani Magdziak-Miszewskiej przez okno popiersie Lenina. Nie spadło na bruk, tylko na parkujący samochód. A co będzie wyrzucać przez okna, gdy zostanie panią ambasador? Za to coraz mniejsze szanse daje się temu, że nowym ministrem spraw zagranicznych zostanie Jacek Saryusz-Wolski. Dobrze poinformowani zapewniają, że to nie wchodzi w rachubę z prostego powodu – Saryusz-Wolski jest wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. A gdyby wybrał posadę ministra, musiałby z tej funkcji zrezygnować, ba, zrzec się mandatu europarlamentarzysty. Rzecz ma nie tylko wymiar polityczny, lecz także materialny – jako wiceprzewodniczący PE Saryusz-Wolski zarabia 20 tys. euro. Jako minister zarabiałby 13 tys. zł. No i praca to bardziej stresująca. Chyba więc nie dziwimy się, że nie ciągnie go do kraju?

Wydanie: 39/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy