Wybory z Rospudą w tle

Wybory z Rospudą w tle

Na Podlasiu referendum w sprawie obwodnicy ma ratować PiS przed porażką w wyborach samorządowych

Województwo podlaskie stało się politycznym poligonem wszystkich możliwych sił. To tutaj trzy miesiące temu upadł sejmik wojewódzki, który nie potrafił ukształtować zarządu. Przepychanki trwały trzy miesiące, a potem nie było już marszałka i sejmiku. Władzę objął jeden człowiek, dotychczasowy wicewojewoda, Jarosław Schabieński. Jako „osoba zastępująca organy województwa”, sam zasiada z rana jako zarząd i marszałek, parę godzin później zwołuje, składający się z niego samego, sejmik. Generalnym jego zadaniem jest zapewnienie ciągłości władzy.
„Osoba zastępująca” nie jest jednak człowiekiem z pustki politycznej. Jest człowiekiem jak najbardziej z PiS, znanym jako bliski współpracownik i protegowany Jarosława Zielińskiego, wiceministra i jednego z baronów prawicy w województwie. Coraz więcej wskazuje, że polityczny rodowód nie jest bez znaczenia dla jego pracy. Odeszła z urzędu dotychczasowa dyrektor generalna. Jej funkcję objęła dotychczasowa kadrowa z kuratorium oświaty (którym swego czasu zarządzał Zieliński). Komisarz – tak go na razie nazywajmy – dokonał reorganizacji urzędu marszałkowskiego, choć powinien raczej wstrzymywać się z takimi działaniami, by nie komplikować życia nowemu już sejmikowi.
Wynalazł przy tym pewne novum; otóż zatrudnił na umowę-zlecenie dwóch doradców. Wypłaty otrzymują iście marszałkowskie (po 7,2 tys. zł brutto co miesiąc), mają gabinety i służbowe samochody. Co robią? Na ogół nie wiadomo, choć wytwarzają wokół siebie lęk niemal wszystkich pracowników. A realnie? Realnie ponoć – słychać szepty w urzędzie – zajmują się prowadzeniem kampanii wyborczej PiS. Są to bowiem prawicowi politycy.
Prawo i Sprawiedliwość ma o co walczyć. Dla jego regionalnego lidera (a jest nim wicemarszałek Senatu, Krzysztof Putra) przegrana w wyborach samorządowych może się stać gwoździem do trumny, który chętnie wbije – jakby co – Krzysztof Jurgiel, człowiek bliski premierowi, były minister rolnictwa, też z baronowskimi aspiracjami.
Dlatego pewnie komisarz województwa po spektakularnej akcji propagandowej PiS ogłosił referendum w sprawie przebiegu obwodnicy Augustowa, czyli w tzw. sprawie Rospudy. Co do wyników tego referendum tutaj, w Podlaskiem, nie ma żadnych wątpliwości. Jest ono wygrane z założenia. Bo jest w istocie głosowaniem nad tym, czy w ogóle jakieś drogi należy budować w tym regionie. Poczucie zapóźnień, kłopotów z dostępnością komunikacyjną bardzo łatwo dało się przełożyć na rozumowanie: „Zagłosujesz za proponowanym przebiegiem obwodnicy Augustowa – to poprzesz starania PiS o rozwój regionu”. Jest okazja do prowadzenia w zawoalowany, ale czytelny sposób kampanii wyborczej pod płaszczykiem referendum. Ukazują się codzienne reklamy telewizyjne, stają billboardy.
W ten plan wpisała się też PO, która podgrzewa oczekiwania na drogi i obwodnice. Jest to trochę faryzejskie. Wiadomo, że bez popierania obwodnicy Augustowa w kształcie proponowanym przez rząd żadna siła polityczna nie ma szansy w wyborach do sejmiku. Referendum jest logistycznie operacją odrębną od wyborów. Płaci za to budżet samorządowy (ok. 2 mln zł). Taki jest koszt tego politycznego projektu.
Miasta i wsie zasypane są „promocją” tych dwóch partii. Każda z nich może wydać na kampanię najwyżej 150 tys. zł. Jednak na trzech średniej długości ulicach Białegostoku każdy z mocarzy ma zainstalowany kapitał kilkakrotnie większy. Jak się rozliczą – ich sprawa.
Najciekawsze, że tak PiS, jak i Platforma w istocie odpowiadają za konieczność powtórzenia wyborów. To te dwa największe ugrupowania prawicowe nie potrafiły się dogadać lub przyciągnąć do siebie wystarczającej liczby radnych ze swoich klubów.
Na tym tle spokojnie, ale i dość skromnie prezentuje się koalicja Lewica i Demokraci. Przed jesiennymi wyborami lewica miała dziewięciu radnych. I tworzyła wokół siebie większość. Po wyborach już tylko trzech, którzy byli „bilansowani” wspólnie z PO, ale nie dało to przeważającej siły głosów. LiD w tej kampanii nie używa wielkich pieniędzy. Najwyraźniej nie ma kasy. Opiera się natomiast na grupie lokalnych i regionalnych autorytetów. W stolicy województwa – Białymstoku – na liście są m.in. Zbigniew Krzywicki (były przewodniczący sejmiku i szef kampanii Cimoszewicza), Andrzej Gajewski (były wojewoda białostocki) i Halina Rutkowska (dyrektor generalny Urzędu Marszałkowskiego). Tych troje znanych jest jako wieloletni bliscy współpracownicy Włodzimierza Cimoszewicza. Podobnie jak Janusz Krzyżewski – niedawno jeszcze marszałek województwa, który przyspieszył rozwój regionu. Cimoszewicz to wciąż na tym terenie znakomita marka polityczna, choć w polityce nie praktykuje. W istocie znaczna część centrolewicy podlaskiej nadal „myśli i mówi Cimoszewiczem”. W tych wyborach – wiele na to wskazuje – zaangażuje się on mocniej niż poprzednio, ale do czystej polityki wracać wciąż nie chce.
Dla obszaru Hajnówki i okolic takim autorytetem będą Jan Syczewski i Mirosław Mordań. Dla Bielska Podlaskiego i Wysokiego Mazowieckiego – Jan Netter, właściciel zakładów mięsnych.
Jakie szanse ma LiD? Nikt tego nie wie. Z całą pewnością powinno być lepiej niż pół roku wcześniej. Rzecz w aktywności tej części społeczeństwa, która myśli racjonalnie. Niestety ta część jest pełna różnych wątpliwości i nie zawsze do wyborów chodzi. Znamienne, że raz za razem ów lewicowy elektorat dostaje od prawicy w zadek, ale nie przekłada się to na aktywność wyborczą.
Jest więc Podlaskie poligonem. Ale ciekawe to pole ćwiczeń, najczęściej bowiem harcują na nim generałowie. Każdego dnia przybywa ktoś z samego szczytu. Andrzej Lepper prawie stąd nie wyjeżdża. Premier Kaczyński był kilkakrotnie. Giertych i Tusk takoż. Nie ma dnia bez prominenta, bez udawanych lub prawdziwych oklasków. Ponoć w ostatnim tygodniu przed wyborami (między 14 i 18 maja, potem cisza wyborcza) mają zawitać też liderzy lewicy.
Podlaskie jest terenem zapóźnionym. To skutek kilkuset lat. Przy rządach prawicy się nie podniesie. Dotychczas lewica dawała szansę. Czy wyborcy dadzą szansę lewicy?

Zbigniew Karol KRZYWICKI – jest dziennikarzem (niedawno w „Przeglądzie” ukazał się jego wywiad z Włodzimierzem Cimoszewiczem). Kandyduje do sejmiku województwa podlaskiego z listy LiD (lista nr 3 miejsce 2.). Był już przewodniczącym sejmiku, radnym wszystkich szczebli samorządu. Politycznie – SdRP i SLD. Uchodzi za intelektualnego lidera podlaskiej lewicy. Raczej refleksyjny niż zadymiarski. Za hasło swej kampanii wybrał: CZAS UCIEKA – WYBIERZMY ZGODĘ. Uważa, że spory prawicy doprowadziły do straty pół roku dla rozwoju województwa tyleż pięknego, co biednego.

 

Wydanie: 20/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy