W najnowszym (9/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (9/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 26 lutego, w kioskach 9. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Zbrodnie bohaterów IPN
Oficjalnie „żołnierze wyklęci” to bohaterowie, którzy „stali po stronie wolnej Polski i nigdy się nie poddali”. Tak mówi prezydent Andrzej Duda, tak twierdzi Instytut Pamięci Narodowej. Wystarczy jednak posłuchać pracowników IPN i poczytać ich publikacje, by zauważyć poważne pęknięcia na tym nieskazitelnym wizerunku powojennego podziemia. Jak można przeczytać w sprawozdaniu ze śledztwa IPN o sygnaturze S 28/02/Zi, 29 stycznia 1946 r. oddział „Burego” rozstrzelał w Zaleszanach Piotra Demianiuka – 16 letniego syna sołtysa oraz Aleksandra Zielinko, a następnie podpalił chałupę, do której spędzono mieszkańców wsi. 31 stycznia 1945 r. oddział „Burego” we wsi Puchały Stare zamordował 30 osób. Prokurator IPN uznał, że pacyfikacji wsi nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa. Z wydanej przez IPN książki Pawła Rokickiego pt. „Glinciszki i Dubinki. Zbrodnie wojenne na Wileńszczyźnie” wiadomo też, że w czerwcu 1944 r. ludzie Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” zamordowali 67 mieszkańców Dubinek i okolic. Większość ofiar stanowiły kobiety i dzieci. W czerwcu 2016 r. prof. Grzegorz Motyka, wówczas członek Rady IPN, wprost stwierdził, że dotychczasowe badania historyczne bez żadnych wątpliwości potwierdzają, że zbrodni zamordowania niemal 200 mieszkańców wsi Wierzchowiny dopuścili się żołnierze NSZ z oddziału „Szarego” – Mariana Pazderskiego. Itd., itd. Po objęciu władzy przez PiS wiele osób z IPN odeszło lub zostało zwolnionych.

KRAJ
Morawiecki – miał być technokrata, wyskoczył fanatyk
Jako premier nie pokazał technokratycznej twarzy. I pewnie już nie pokaże, zresztą wokół jego kariery bankowej rodzi się coraz więcej pytań. Premier za to coraz chętniej występuje w roli nauczyciela swojej wersji historii, tłumacząc, jak było. A im więcej tłumaczy, tym bardziej wprawia w zakłopotanie zachodni świat. Jego wynurzenia z ubiegłego weekendu, z Monachium, na temat Holokaustu i nie tylko, przebiły pisowskich radykałów. Kilkadziesiąt godzin wcześniej, w Berlinie, dał kolejny tego dowód. Kiedy pytano go o rok 1968 w Polsce i tamtą antysemicką nagonkę, odparł, że to nie sprawa Polaków, bo w roku 1968 nie było w ogóle Polski. Był reżim komunistyczny. I on to organizował. A Polacy nie brali w tym udziału. Jest teoria, że ostatnie wypowiedzi Mateusza Morawieckiego, o Holokauście, o roku 1968, kwiaty składane na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, były polityczną zagrywką. Bo Morawiecki chce przejąć nie tylko PiS, lecz całą prawicę, ale najpierw musi zbudować swoje polityczne zaplecze. Więc je buduje – na prawo do Kaczyńskiego. Na dodatek wciąż jest człowiekiem znikąd – bo okres, gdy kierował bankiem BZ WBK, a potem jako minister finansów podejmował decyzje dotyczące sektora bankowego, wciąż jest spowity mgłą niedomówień i większych lub mniejszych tajemnic.

Inni, ale już nie obcy
Z Indii i Turcji przyjechali do Polski z powodu żon. Nie wierzą, że to przypadek. Nasz kraj jest ich przeznaczeniem. Sanket przyjechał z żoną do Zielonej Góry w 2011 r. Mówi, że to małe, spokojne miasto. Fakt, w porównaniu z Bombajem można odnieść takie wrażenie. Właśnie w Polsce Sanket pragnie pomagać ludziom, dlatego prowadzi medytacje, terapię i pięć razy w tygodniu jogę (pracuje również jako grafik komputerowy). Tuncz z żoną mieszkają pod Zieloną Górą. Utrzymują się z handlu. W domu, w jednym pomieszczeniu urządzili sklep. Na półkach artykuły tureckie i niemieckie. Sanket niechętnie wspomina przykre incydenty. Zdarzyły się na ulicy i na deptaku w Zielonej Górze. Ma ciemną karnację i czerwoną kropkę na czole. Na deptaku zaatakował go mężczyzna. Krzyczał: – Muzułmanin! Terrorysta! Sanket nie był sam, szedł z polską znajomą. – To nie muzułmanin, to Hindus! – broniła go Polka. Zdumiony agresor uciekł. Sanket twierdzi, że napastnik był pijany. Tuncz ma gorsze wspomnienia. Oboje z Martą uczestniczą w różnych targach i imprezach. Gdy na targach w Gdańsku przechodnie zobaczyli napis: Turecki sklep, ktoś zaczął krzyczeć: – Turek raus! Incydent powtórzył się w czasie Winobrania na deptaku w Zielonej Górze.

Złoty skarb
Prawie 500 złotych monet, ponad 200 sztuk złotej biżuterii i inne precjoza tkwiło zaledwie 12 cm pod podłogą prezbiterium bydgoskiej katedry pw. św. Marcina i Mikołaja. Skarb znaleziono podczas wymiany posadzki w prezbiterium i wyrównania jej poziomu. Archeolodzy oceniają, że kosztowności umieszczono pod posadzką w XVII w. Najprawdopodobniej w okresie potopu szwedzkiego. Dlaczego potop szwedzki? Bo kosztowności po kościołach chowano w sytuacji zagrożenia. Potop szwedzki, który przelał się przez Polskę w latach 1655-1660, był przecież jedną wielką grabieżą. Być może skarb ukryto w nocy z 15 na 16 maja 1658 r. albo tuż przed nią, gdy Szwedzi po raz trzeci zdobyli Bydgoszcz. Wtedy rozpoczęła się największa grabież i rzeź bydgoszczan.

ZAGRANICA
Niemiecka koalicja ciepłej wody w kranie
Na początku lutego SPD i chadecja urzędującej komisarycznie kanclerz Angeli Merkel sfinalizowały rozmowy koalicyjne. Jednak nadal nie wiadomo, czy zapisane na prawie 200 stronach uzgodnienia będą realizowane. Socjaldemokraci bowiem przed rozpoczęciem rozmów z chadekami, z którymi rządzili w latach 2005-2009 oraz 2013-2017 jako symbolicznie i faktycznie mniejszy partner, zastrzegli sobie, że ostatecznie o powstaniu lub niepowstaniu nowej Wielkiej Koalicji zadecyduje ok. 460 tys. członków SPD. Wynik trwającego do 4 marca wewnątrzpartyjnego referendum nie jest dziś przesądzony, choć wiele wskazuje na zaakceptowanie koalicji. Średnia wieku członków partii to 60 lat, a ci starsi uchodzą za konserwatywnych, unikających rewolucyjnych ruchów, tymczasem powiedzenie „nie” oznaczałoby trzęsienie ziemi. Natomiast młodzieżówka SPD jest przeciwna wznowieniu koalicji. Jednocześnie w Niemczech już rozpoczęła się debata nad możliwym stworzeniem nowej lewicowej formacji, skupiającej członków lewicowego skrzydła SPD, Zielonych i Die Linke. Inicjatorką jest Sahra Wagenknecht, najbardziej znana i wyrazista twarz Die Linke.

Macron walczy z radykalizmem
Islam to jedyna religia we Francji pozbawiona jasnych struktur i hierarchii. Funkcjonują tam różne nurty mahometanizmu, trudno zatem o przejrzyste struktury. Delikatną kwestią jest też sposób finansowania islamskich instytucji. Obecnie we Francji przebywa ok. 300 imamów, w pełni opłacanych przez państwa arabskie. Wszystko odbywa się na mocy francuskiej konstytucji, której art. 1 mówi o laickości, czyli bezwzględnym rozdziale państwa i Kościoła. Francuskie państwo nie może zatem łożyć na utrzymanie kultu. Zmiana tej reguły nie tylko oznaczałaby usunięcie ponadstuletniego prawa o laicyzmie, ale również wstrząsnęłaby podstawowymi wartościami republiki. Niemniej jednak prezydent Macron planuje zmniejszyć zagraniczne wpływy na krajowych muzułmanów, w szczególności finansowe i szkoleniowe. Ogłoszony w lutym plan Emmanuela Macrona zakłada wybór nowych reprezentantów islamu oraz m.in. nowe zasady finansowania meczetów i nauczania imamów. Jedynym reprezentantem islamu we Francji ma być w przyszłości Francuska Rada Kultu Muzułmańskiego, która też zostanie zreorganizowana. Według mediów rzecz nie daje się wyjaśnić inaczej niż walką z wpływami krajów arabskich, których wysłannicy obok kwestii religijnych przenoszą nad Sekwanę poglądy polityczne, niekiedy nawet radykalne.

Dyplomacja bez dyplomatów
Donald Trump, w przeciwieństwie do poprzedników, nie przywiązuje dużej wagi do polityki zagranicznej, więc zapewne nie martwi go zbytnio liczba wakatów w Departamencie Stanu i na placówkach zagranicznych. Chociaż minęło 13 miesięcy od objęcia władzy przez ekipę Trumpa, w Departamencie Stanu wciąż jest ponad 200 nieobsadzonych miejsc. Pustki są przede wszystkim w kadrach średniego i wyższego szczebla, gdzie do zapełnienia pozostaje ponad 40% stanowisk. A niektóre placówki zagraniczne pozostają zresztą nieobsadzone już od wielu miesięcy. Niepokoi przede wszystkim to, że na tej liście są miejsca absolutnie kluczowe, newralgiczne z punktu widzenia światowej polityki. Do tego dochodzi fakt, że w 2017 r. rekordowo mała była liczba nowych kandydatów do służby dyplomatycznej. Zgłoszeń do pracy w Departamencie Stanu było aż o 12% mniej niż w ostatnim roku urzędowania Baracka Obamy.

Miłość
W listopadzie 2009 r. Marta Sobczak składała zeznania pierwszy raz. Nieszczere, przesiane przez sito wstydu. – Andrzej ostatnio trochę nadużywał alkoholu, ale inni piją więcej. Proszę pani, tutaj wszyscy piją, ja w ogóle nie znam abstynentów, kwestia jest w ilości. Te incydenty, do jakich dochodziło między mną a Andrzejem, miały miejsce zawsze po alkoholu. Kiedy nie pije, jest naprawdę w porządku, umie zarobić, pomaga mi w kuchni. Nie mogę mu całkiem zabronić picia… ale proszę, żeby się ograniczył.
Niespełna dwa lata później mąż zadźgał ją nożem jak zwierzę. W areszcie popełnił samobójstwo.
Marta Sobczak nie stanowiła wyjątku. Wiele kobiet, ofiar przemocy domowej, wycofywało swoje zeznania, zanim sprawa trafiła do sądu. Złożone w momentach zagrożenia i bezradności zeznania blakły szybciej niż siniaki pod oczami. Machina sprawiedliwości ruszała w ślad za ich oprawcami w kilka godzin po złożeniu doniesienia, kobiety przerażało tempo działań policji i własna śmiałość, która szybko więdła. Wracały na posterunek odkręcić zeznania lub na sali sądowej przysięgały, że to wszystko nieprawda, mąż nie bije, nie pije i jest dobrym człowiekiem. Wstawiały się za swoimi oprawcami przerażone wizją samotnego życia, potwierdzanie nieprawdy ze łzami w oczach przychodziło im naturalnie, może nawet wierzyły w to, co mówią, na pewno bardzo chciały wierzyć, że to prawda.

Doświadczenia z pracy tłumaczki dla brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości Magda Luis opisuje w książce „Chcę wierzyć w waszą niewinność. Polacy w kartotekach brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości”, Prószyński i S-ka.

OPINIE
Kręta droga do konkordatu
Obecny konkordat między Rzecząpospolitą Polską a Watykanem był efektem procesu, który zapoczątkowała utrata mocy układu z 1925 r. W czasie II wojny światowej Watykan wielokrotnie złamał zapisy konkordatu mówiące , że żadna część polskiego terytorium nie będzie podlegała biskupowi mającemu siedzibę poza terytorium RP. Biskupowi gdańskiemu Karolowi Marii Splettowi w grudniu 1939 r. podporządkowano diecezję chełmińską, a potem część diecezji włocławskiej i płockiej. Kard. Adolf Bertram z Wrocławia objął władzę nad diecezją katowicką, a litewski biskup Mečislovas Reinys stanął na czele archidiecezji wileńskiej. Po wojnie mimo nieuznawania władz Polski Ludowej przez Stolicę Apostolską wielokrotnie podejmowały one próby nawiązania stosunków z Watykanem i zawarcia konkordatu. Pierwsze zabiegi o nawiązanie stosunków z Watykanem strona polska podjęła już w 1947 r., kolejne próby podejmowano w 1957 i 1964 r. 6 lipca 1974 r. podpisano protokół w sprawie nawiązania stałych kontaktów roboczych między Stolicą Apostolską a PRL. Po przełomie politycznym w 1989 r. z inicjatywą zawarcia konkordatu wystąpił nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk. Projekt z 1991 r. odzwierciedlał maksymalne aspiracje Kościoła. Jego urzeczywistnienie skutkowałoby nadaniem państwu polskiemu charakteru wyznaniowego. Z tego powodu projekt został skrytykowany przez rząd i niezależnych ekspertów, a następnie w praktyce zarzucony. Kolejny projekt opracowano w MSZ. Nawiązywał on do zasad relacji między Kościołem a państwem przyjętych na Soborze Watykańskim II. 28 lipca 1993 r. minister Krzysztof Skubiszewski oraz nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk podpisali traktat. Ratyfikowano go niemal pięć lat później – 23 lutego 1998 r.

U progu ery robotów
Eksperci oceniają, że w ciągu najbliższych 25 lat zostanie zlikwidowana nawet połowa miejsc pracy, a czynności dotychczas wykonywane przez ludzi przejmą maszyny i urządzenia. Dotyczy to zwłaszcza pracy odtwórczej, o charakterze powtarzalnym. Czy zważywszy na wzrost populacji i jednoczesny rozwój technologii eliminującej potrzebę pracy ludzkiej w jej tradycyjnym znaczeniu, stoimy w obliczu wielkiego bezrobocia, czy „tylko” wielkiej zmiany na rynku pracy, w trakcie której wzrost bezrobocia będzie jedynie stanem przejściowym? W razie spełnienia się czarnego scenariusza związanego z narastającym bezrobociem technologicznym, co na szczęście nie jest wcale przesądzone, trzeba będzie się uciec albo do utrzymywania „sztucznego” zatrudnienia, albo do wprowadzania powszechnej renty obywatelskiej, stanowiącej odmianę tzw. uniwersalnego dochodu podstawowego.

KULTURA
Wyparta grupa czytaczy
Na czym pani najbardziej zależy? – Na udowodnieniu, że wielki świat może być wszędzie, nie tylko na salonach – odpowiada Maria Dąbrowska-Majewska, prezeska Fundacji Zmiana, która prowadzi resocjalizację więźniów przez czytanie, współtworzyła i prowadzi Biblioteki Sąsiedzkie, m.in. w Warszawie, przy ul. Targowej 56. – Ja się kojarzę z książkami, wiem, ale one były pretekstem, żeby rozmawiać z ludźmi. To nie jest tak, że we mnie siedzi działaczka społeczna. Dla mnie czymś najważniejszym jest kultura – ona niezwykle modeluje ludzi, bardzo ich zmienia. I każdy ma prawo do uczestniczenia w kulturze, a my nie mamy prawa nikogo dyskredytować. Ani ja, ani cała Fundacja Zmiana, nie realizujemy programu upowszechniania czytelnictwa. Chodzi nam o to, żeby ludzie coś zmienili w swoim życiu.

Upadek na własne życzenie
Środowisko filmowe jest zgodne: reżyser Antoni Krauze (1940-2018) zmarł przedwcześnie. Życie skrócił mu „Smoleńsk” (2016). Ani to jednak pierwszy, ani ostatni artysta, któremu film złamał biografię i zwichnął karierę. Tyle że w tym wypadku – na własne życzenie. Krauze bowiem najlepiej czuł się w kinie małego realizmu i tam powinien pozostać. Ale ludzi, którym film z bardzo różnych powodów skrócił życie i złamał karierę, jest u nas wielu. Jerzy Skolimowski, kiedy w 1967 r. zatrzymano mu jego osobiste rozliczenie z pokoleniem ZMP, film „Ręce do góry”, wyjechał. Na Zachodzie kariery nie zrobił, a „Ręce do góry” czekały na premierę 18 lat. Kiedy pokazano je w kinach w połowie lat 80., były już tylko ciekawostką historyczną. W 1997 r. firmie Amway udało się sądownie zablokować po kilku latach przepychanek dokument „Witajcie w życiu” Henryka Dederki. Film pokazywał rodaków, którzy uwierzyli, że handel akwizycyjny zmieni ich życie w hollywoodzki sen. Sen się prześnił bardzo szybko, a film, który dziś można wyświetlić jednym kliknięciem w internecie, teraz nikogo już nie obchodzi.

Qulturalia

NAUKA
Diament rozpozna grypę
Polsko-amerykański zespół naukowców pod kierunkiem prof. Roberta Bogdanowicza z Politechniki Gdańskiej stworzył diamentowy bioczujnik, który w ślinie pacjenta wykryje patogeny wywołujące grypę. – Czujnik z całą elektroniką będzie miał wielkość glukometru – wyjaśnia profesor. – Na wymienną, jednorazową końcówkę wystarczy nanieść próbkę śliny czy wydzieliny z nosa i poczekać chwilę na wynik. Na płytce – podłożu z diamentu – osadzony jest łącznik chemiczny, który umożliwia dołączenie przeciwciał. Przeciwciała wychwytują białka, które powtarzają się we wszystkich szczepach grypy. Jeśli pojedyncze białko natrafi na przeciwciało, zmieniają się parametry elektryczne i sensor pokazuje, że pojawiła się infekcja. Bioczujnik może wykryć wirus nawet we wczesnym stadium choroby. Badania kliniczne rozpoczną się pod koniec roku. Zespół pracuje nad tym, by wykrywać przy pomocy biosensorów wiele innych chorób, nie tylko infekcyjnych, również nowotwory.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Premier z Breslau
Bronisław Łagowski: Degradacje
Jan Widacki: Jak tu nie być symetrystą?
Roman Kurkiewicz: Smogowy cokół
Tomasz Jastrun: Kto bardziej umęczony
Agnieszka Wolny-Hamkało: Sorry, Duchamp
Edward Mikołajczyk: Gwizdać na Senegal

Wydanie: 9/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy