Najpierw pojawiła się biała plamka

Najpierw pojawiła się biała plamka

Karolina: Dopiero gdy zachorowałam, dowiedziałam się, że czerniak jest chorobą przewlekłą Czerniak brzmi jeszcze gorzej niż rak. – Czerniak brzmi jak wyrok. Dla mnie też kiedyś oznaczał jedno. Dopiero gdy zachorowałam, dowiedziałam się, że czerniak jest chorobą przewlekłą. I dla mnie sformułowanie „choroba przewlekła” zmieniło wszystko. Myślę, że pomogło mi wyzdrowieć, uświadomiłam sobie, że będę z tą chorobą żyć. Musiałam zmienić priorytety, ale nie umarłam. Przestawiłaś wszystko w głowie w jednej chwili? – To był proces. Gdy chorujesz, z każdym dniem dowiadujesz się, co ci wolno, czego ci nie wolno. Musisz zmienić swoje nawyki, zrezygnować z niektórych przyjemności, jak chodzenie do sauny, masaże czy słodycze, które kocham. Wydawałoby się, że to drobne rzeczy, ale ciężko od nich odwyknąć, robiłam to stopniowo. Natomiast jedna rzecz zmieniła się radykalnie i dość szybko, kiedy uświadomiłam sobie, że do mojej choroby przyczyniły się też potworny stres i zmęczenie. W jednej chwili przedefiniowałam życiowe priorytety. Zawsze na pierwszym miejscu była praca bez opamiętania, którą po prostu uwielbiałam. Dziś priorytetem jest odpoczynek, regeneracja ciała, duszy i umysłu. Zmieniłam środowisko, w którym żyję, bardzo szybko wyeliminowałam ze swojego otoczenia osoby toksyczne, które tylko dokładały mi stresu. I trzeci element – skoncentrowałam się na sobie, postawiłam się w centrum, w dobrym tego słowa znaczeniu. Najpierw są moje potrzeby, a dopiero potem potrzeby całego świata. Teraz żyję w zgodzie i w spokoju ze sobą i dzięki temu mogę łatwiej funkcjonować z otoczeniem. Podsumowując: bardzo się uspokoiłam, zupełnie inaczej patrzę na świat, przestałam się przejmować detalami. (…) Zawsze byłaś torpedą: mnóstwo pomysłów, mnóstwo pracy, adrenalina i duża presja, którą lubiłaś. Jak tak aktywna na wielu polach osoba zniosła informację, że jest chora? – Jak kolejne zadanie do wykonania, tak podeszłam do choroby. Najtrudniejszy był pierwszy moment, diagnozę poznałam przez telefon. Zadzwonił do mnie lekarz i powiedział, że mam natychmiast przyjść po wyniki, a z nimi zgłosić się do onkologa. Najpierw pomyślałam, że to trochę nieprofesjonalne, on przeprosił za formę i podkreślił, że nie miał wyjścia, bo w moim przypadku liczył się czas. Pomyślałam, że to mądre podejście. Tak szybko jak zawsze żyłam, tak szybko podjęłam działania. Obdzwoniłam wszystkich znajomych, których uznałam za mniej lub bardziej rozeznanych w temacie. Korzystając z dziennikarskiego doświadczenia, zdobyłam informacje: co, gdzie, kiedy, jak, u kogo. Dowiedziałam się, co zrobić, żeby jak najszybciej podjąć jak najskuteczniejsze leczenie, co zrobić, żeby po prostu żyć. (…) Zmiana na skórze pojawiła się nagle? – Pamiętam nawet ten moment. Spędzałam długi weekend we Włoszech, codziennie rano biegałam. Mimo że zawsze stosowałam filtry, włoskie słońce musiało być za ostre dla mojej skóry. Zbiegło się to z osłabieniem związanym z trudną i bardzo stresującą sytuacją życiową. Rzadko kto ma tego świadomość, ale skóra to jeden z organów odpowiedzialnych za naszą odporność. U mnie to osłabienie musiało być wyjątkowo wielkie i dlatego organizm zareagował w sposób patologiczny. Najpierw się pojawiła biała plamka… Biała. Nie czarna. – Wszystkim się wydaje, że jak czerniak, to musi być czarna, okazuje się, że to błędne myślenie. Obserwowałam tę zmianę, tak jak zawsze obserwowałam znamiona. Wszystkich do tego namawiam, bo wiem, że mnie to prawdopodobnie uratowało życie, a na pewno zapewniło mniej inwazyjne leczenie. Plamka zaczęła rosnąć i rosnąć, stała się czerwona. Poszłam do dermatologa i usłyszałam, że to chyba rubinek, nie wygląda na złośliwy, ale lepiej go wyciąć. Chirurg, który przeprowadzał mi ten zabieg, też był spokojny, do czasu, aż przyszły wyniki badania histopatologicznego. Zmiana okazała się bardzo złośliwa. Długo nikomu nie mówiłam o chorobie. Nawet mojej mamie powiedziałam dopiero dzień przed operacją. Dlaczego? Uświadomiłam sobie, że najważniejszy jest mój spokój psychiczny, bo głowa w chorobie nowotworowej odgrywa istotną rolę. Nie chciałaś, żeby inni zawracali ci głowę… – Nie chciałam, żeby mnie pytali, żeby mi pomagali, żeby uważali mnie za osobę chorą. Oczywiście później, po pierwszej, drugiej operacji, po przerzutach potrzebowałam wsparcia czy pomocy w codziennym życiu, miałam metalowe szwy, dren… nie mogłam np. wnieść zakupów. Ale i z tym wszystkim nauczyłam się żyć, po jakimś czasie dren wrzucałam do torebki, zakładałam szerszy żakiet i biegłam na spotkanie. Nie jeździłam tylko metrem, bo się bałam, że ktoś mnie uderzy albo pociągnie ten

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 14/2022, 2022

Kategorie: Zdrowie