Hity okulistyki 2017

Hity okulistyki 2017

Nowe soczewki, nowoczesne implanty, bezpieczniejsze techniki operacyjne

Prof. Jacek Szaflik – kierownik Katedry i Kliniki Okulistyki II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Panie profesorze, czy są jakieś nowości w leczeniu zaćmy?
– Rewolucyjnych zmian nie ma, ale dostrzegam wiele ulepszeń w metodach operacyjnych, dysponujemy także nowymi modelami soczewek. Podczas operacji zaćmy możemy wszczepić soczewkę wieloogniskową umożliwiającą widzenie z bliska i z daleka, albo tzw. toryczną, korygującą astygmatyzm. Od jakiegoś czasu możemy tego dokonać także u pacjentów, którzy byli wcześniej zoperowani na zaćmę i mają już wszczepioną soczewkę jednoogniskową.

Rozumiem, że jest wtedy wszczepiana druga soczewka.
– Tak. Na tym polega nowość. Drugą soczewkę doszczepiamy podczas kolejnej operacji, która nie trwa długo i jest wykonywana w znieczuleniu miejscowym. Dodatkowy implant soczewkowy umieszczany jest za tęczówką, w części oka nazywanej rowkiem rzęskowym. Chociaż znajduje się tuż obok soczewki jednoogniskowej, nie styka się z nią. Po operacji nie jest widoczny, nawet jeśli ktoś spogląda nam głęboko w oczy. Pacjenci chwalą sobie soczewki wieloogniskowe, nie muszą bowiem zakładać okularów. Są jednak pewne ograniczenia – dzieje się to kosztem zmniejszenia kontrastowości – jeśli coś czarnego jest na białym tle, jest to dobrze widoczne, ale już szare na szarym gorzej. Drugą niedoskonałością soczewki wieloogniskowej może być występowanie nocą wrażenia aureoli wokół reflektorów lub innych punktów świetlnych. Dlatego nie zaleciłbym takich soczewek pilotom, kierowcom nocnym i osobom pracującym w nocy oraz wykonującym prace wymagające wysokiej precyzji w widzeniu, także grafikom, malarzom, fotografikom… Nie skorzystają z nich także osoby, które oprócz zaćmy cierpią na inne choroby oczu, takie jak zwyrodnienie plamki związane z wiekiem (AMD), choroby rogówki czy postępującą jaskrę. Ale wszyscy pozostali mogą na takie soczewki się zdecydować. Jednak zawsze przestrzegamy, że soczewki wieloogniskowe dają wolność od okularów, ale nie przywrócą wzroku z lat młodości.

Wspomniał pan, że soczewki wieloogniskowe nie powinny być stosowane u osób z innymi chorobami oczu, np. z AMD. Dlaczego? A co z osobami, u których taka choroba rozwinie się już po operacji i wszczepieniu takiej soczewki?
– Współcześnie wykorzystywane soczewki wieloogniskowe, tzw. dyfrakcyjne, działają tym lepiej im zdrowsze jest oko – oczywiście poza zmętnieniem soczewki, czyli zaćmą, którą leczymy podczas operacji. W skrajnych przypadkach, do których może dojść np. w przebiegu zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem, widzenie z soczewką wieloogniskową może być gorsze niż z jednoogniskową. Ta dodatkowo doszczepiana soczewka wielo­ogniskowa jest dobra także dlatego, że w takiej sytuacji można ją usunąć w trakcie stosunkowo mało inwazyjnej i bezpiecznej operacji, pozostawiając w oku soczewkę jednoogniskową.

Laser zastępuje rękę chirurga

Jak wyglądają dziś możliwości operacyjne, co się zmieniło?
– Korzystamy z coraz nowocześniejszych aparatów do chirurgii zaćmy, tzw. fakoemulsyfikatorów, a jeśli jest to możliwe ze względów finansowych, to najchętniej sięgamy także po laser femtosekundowy. Czas szybko biegnie i dzisiaj mamy już w naszej klinice czteroletnie doświadczenie jego wykorzystania. Praktyka potwierdziła, że jego energia jest bardzo łagodna dla otaczających tkanek oka, co umożliwia operacje nawet u niektórych pacjentów z chorą rogówką, których kiedyś musielibyśmy zdyskwalifikować. Zastępuje on w części operacji rękę chirurga, a dzięki ogromnej precyzji znakomicie sprawdza się także w przypadku pacjentów, u których planujemy wszczepienie soczewki o zaawansowanej optyce, o których mówiliśmy przed chwilą.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 16/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Kategorie Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy