Nasi nie unikną walki?

Nasi nie unikną walki?

W Afganistanie stacjonuje obecnie nieco ponad 100 polskich żołnierzy. Kilku wojskowych przebywa w Kabulu, reszta – w poradzieckiej bazie lotniczej w Bagram. W afgańskiej ziemi tkwi do dziś 10 mln min, dlatego większość żołnierzy Polskiego Kontyngentu Wojskowego (PKW) to saperzy. Ci zaś nie mają szansy na bojowe starcie z talibami – ich zadaniem jest rozminowywanie terenów wokół Bagram. Oczywiście, nie da się wykluczyć różnych incydentów – skrytobójczych ataków lub ostrzałów, jednak akcje odwetowe to domena stacjonujących w bazie amerykańskich grup manewrowych. Do tej pory jedyną jednostką Wojska Polskiego, która miała bojowy kontakt z islamskimi bojownikami, jest GROM – komandosi z tej grupy przez kilkanaście miesięcy operowali w górach na granicy afgańsko-pakistańskiej.
Jednak charakter polskiej misji za kilkanaście miesięcy może się zmienić. W sierpniu 2007 r. Polska ma objąć na pół roku dowództwo nad natowskimi siłami ISAF, co wiązałoby się z koniecznością wysłania do Afganistanu około 1 tys. żołnierzy. Dowództwo tej operacji miałoby się opierać na sztabie Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód (WKP-W), składającego się z Polaków, Niemców i Duńczyków, którego kwatera główna mieści się w Szczecinie. Polski komponent WKP-W tworzy 12. Dywizja Zmechanizowana ze Szczecina, której żołnierze brali już udział w misjach w Iraku. Lecz choć polski rząd zgodził się na wysłanie naszych żołnierzy do Afganistanu, sprawa nie jest przesądzona. Udział w tego rodzaju operacjach to wymóg NATO, jednak nie sposób go zrealizować bez transportu lotniczego. Tymczasem pierwszy, obiecany przez USA, duży samolot transportowy typu Hercules polska armia otrzyma dopiero w 2007 r., a ostatni z pięciu – w 2009 r. Problemem są również pieniądze. Misja ma kosztować 600 mln zł, czemu budżet MON mógłby nie podołać.
„Polska zgoda jest warunkowa”, mówią przedstawiciele naszego resortu obrony, co należy tłumaczyć tak, że pojedziemy, jeśli NATO (czyli Amerykanie…) wesprze nas własnym transportem lotniczym i pokryje część wydatków. Gdyby tak się stało, polscy żołnierze zajęliby się nie tylko rozminowywaniem. Kontyngent państwa-lidera winien również zawierać jednostki typowo bojowe. Co oznacza, że jeśli sytuacja w Afganistanie będzie się pogarszać, starć z islamskimi bojownikami nie da się uniknąć.

 

 

Wydanie: 5/2006

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy