Nauka jazdy z przeszkodami

Nauka jazdy z przeszkodami

Mobilek niskimi opłatami skusił na kurs 100 klientów. Teraz bezskutecznie próbują się zapisać na jazdę

 Kiedy pani Weronika, lat 23, zobaczyła na popularnym serwisie grupowych zakupów Groupon ofertę kursu prawa jazdy kategorii B za 699 zł, nie zastanawiała się długo. To była prawdziwa okazja. Obecnie na taki kurs trzeba wydać nawet 1,5 tys. zł, plus 150 zł za egzamin – a nigdy nie wiadomo, ile razy będzie się zdawać – i koszty dodatkowych jazd
(ok. 30 zł za godzinę), bo nie wiadomo, czy szkoła dopuści do egzaminu z marszu, czy pewne rzeczy trzeba będzie przepracować, no i znów – ile razy podejdzie się do egzaminu. Po trzeciej próbie należy wyjeździć pięć godzin.
Za przywilej poruszania się po doskonałych polskich drogach można spokojnie zapłacić ponad 2 tys. zł. W takiej sytuacji trudno się dziwić pani Weronice, że uznała propozycję OSK Mobilek w Warszawie za doskonały interes. Przy czym nie zadziałała impulsywnie. – Sprawdziłam ich stronę internetową, wyglądała bardzo profesjonalnie. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że można na nich polegać.
Trzy tysiące godzin
Tymczasem zaczęły się problemy, bo na część teoretyczną, która odbywała się w wynajętej sali w Warszawie, przyszło ok. 100 osób. Kurs miał charakter przyspieszony, podzielony na dwie części zaczynał się w sobotę, a kończył w niedzielę. Prowadzący wyświetlał prezentacje, ale to nie wystarczyło, żeby przykuć uwagę kursantów – nie wszyscy wytrzymali do końca dnia. Pani Weronika ocenia, że na sali zostało może 30 osób.
– Część z nich nie pofatygowała się nawet na kurs pierwszej pomocy! – mówi.
Zaliczenia wpisano wszystkim z automatu. To był pierwszy sygnał ostrzegawczy. Zapewne jest możliwe zrobienie zajęć teoretycznych do kursu prawa jazdy w dwa dni, jeśli siedziałoby się nad tym 15 godzin dziennie. Jak nietrudno się domyślić, część teoretyczna trwała znacznie krócej.
Dodatkowo 100 osób w jednej grupie oznacza, że 100 klientów będzie chciało w najbliższym czasie wyjeździć swoje 30 godzin. To razem daje 3 tys. godzin. Przy założeniu, że 10 aut będzie jeździło 10 godzin dziennie codziennie, można by taką grupę obrobić w 30 dni. Nie jest to jednak wykonalne, bo zawsze ktoś się spóźni, komuś coś wypadnie, ktoś będzie chciał coś przełożyć, nie mówiąc już o instruktorach, którzy też są tylko ludźmi, i samochodach, które mogą nawalić.
Część teoretyczną grupa pani Weroniki zakończyła trzy tygodnie temu. Od tej pory nie udało jej się zapisać na ani jedną godzinę jazdy. Do biura nie może się dodzwonić, bo albo nikt nie odbiera, albo połączenie zostaje zerwane. Próbowała się z nim skontaktować 31 razy. Nie udało się. Zbulwersowana napisała do „Przeglądu”.
Tarchomin, 5 rano
OSK Mobilek w województwie mazowieckim ma kilka biur. Warszawskie mieści się przy Nowym Świecie 27, w kamienicy znajdującej się w podwórzu. Przechodzi się przez bramę, potem niepozorny baner wskazuje, gdzie szukać biura. Zjawiliśmy się tam w ubiegły wtorek i nie mieliśmy najmniejszego problemu z jego znalezieniem. Wyróżniało się. Na schodach w kolejce czekało ok. 30 osób, głównie młodzi ludzie. Siedzą na tych schodach, zwisają z poręczy, okupują podłogi. Morale jest niskie.
Pierwsza chce się wypowiedzieć Joanna, 20 lat: – Z jazd, które już udało mi się odbyć, jestem bardzo zadowolona, instruktorzy są mili, jest tylko poważny problem z terminowością tego wszystkiego. Mówią, że mieli jakiś błąd w systemie informatycznym i dlatego wszystko się posypało.
Druga Joanna, 25 lat: – Od samego początku nie można się umówić na jazdy, bo albo nie ma instruktorów, albo nie ma godzin. Na infolinię nie sposób się dodzwonić. Dzisiaj stoję tutaj osiem godzin i przez ten czas obsłużyli osiem osób. Oczekuję, że zostaną mi zwrócone pieniądze albo firma przestanie istnieć, bo na to zasługuje.
Anna, 23 lata: – Jeżdżę od początku sierpnia i wyjeździłam raptem sześć godzin. Nawet jak już uda się do nich dodzwonić albo wejść do biura, to proponują jazdy o jakichś chorych godzinach i w chorych miejscach. Chłopak, który miał szczęście się do nich dodzwonić, umówił się na godz. 5 rano na Tarchominie (w stołecznym narzeczu to koniec świata – przyp. KK)! Ja się umówiłam na 23. A i tak najgorzej mają zdający kurs kategorii A. Dla nich nie ma żadnych godzin.
Milena, 19 lat: – Wczoraj stałam tu cztery godziny, dzisiaj pięć i pół. Wczoraj ok. godz. 19 pani z biura wezwała policję, bo zostało w kolejce jeszcze 18 klientów i chcieli załatwić swoją sprawę.
– Może celowo stworzono taką upośledzoną firmę, żeby z ludzi tylko wyciągnąć pieniądze? – spekuluje Paweł, lat 27. Jest w najlepszej sytuacji, bo wyjeździł aż 10 godzin.
Miliard ofert
Niemożność nawiązania kontaktu z warszawską szkołą odbija się na szkole o tej samej nazwie z Tychów. Problem musi być poważny, bo na swojej witrynie internetowej tyski Mobilek zapewnia, że z warszawskim nie ma nic wspólnego.
I dobrze, bo krótki research internetowy pokazuje, że z Mobilkiem było już więcej kłopotów. Na Forumprawne.org troje klientów ośrodka z ubiegłego roku skarży się, że nie zostali poinformowani o tym, że ich bony zostaną anulowane, jeśli okres kursu przekroczy datę ważności bonu. Z kolei „anagir1” pisze: „W lutym ub.r. zakupiłam na Grouponie kurs prawa jazdy w Szkole Jazdy Mobilek dla siebie i mojej siostry. W listopadzie udałam się do biura w celu zrealizowania bonu, tj. rozpoczęcia kursu na prawo jazdy. 26 stycznia zostałam poinformowana telefonicznie, że nie mogę dalej realizować kursu, gdyż groupon, który nabyłam, ważny był do końca grudnia 2011 r., co dalej wiąże się z anulowaniem moich jazd i obowiązkową dopłatą, jeśli chcę ukończyć kurs. Chciałam ukończyć kurs jeszcze w grudniu ub.r., lecz ze względu na brak wolnych terminów u instruktorów w ośrodku nie miałam takiej możliwości. Moja siostra, aby dokończyć kurs, musi dopłacić aż 783 zł!”.
Szkoła najwyraźniej postanowiła się zabezpieczyć na przyszłość przed takimi ewentualnościami. Oferta na serwisie Okazik pochodząca z czerwca zawiera już zapis pogrubioną czcionką: „Kurs należy ukończyć do końca ważności kuponu, czyli 31.10.2012”.
Skoro Mobilek ma problem z uporaniem się z klientami serwisu Groupon, a ogłasza się jeszcze na innych stronach grupowych zakupów (oprócz Okazika także Gruper, gdzie oferta wygasła z końcem marca tego roku), to znaczy, że szefostwo firmy znalazło niezły sposób na nagonienie sobie chętnych – znacząco przeceniając swoje możliwości przerobowe.
Wkrótce jednak mogą mieć spore problemy ze znalezieniem jakichkolwiek klientów, bo wściekli kursanci gdzie tylko mogą, wystawiają im negatywne oceny. Na serwisie oceniającym firmy Pstro.pl Mobilek ma jedną gwiazdkę na pięć na podstawie prawie 20 recenzji (wszystkie negatywne!).
Co na to serwisy zakupów grupowych? Artur Bednarz z Grouponu uspokaja: – W reakcji na szybko rosnącą liczbę skarg zawiesiliśmy wyświetlanie ofert Mobilka. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie, nasz dział wsparcia biznesowego zaoferował nawet oddelegowanie jednej osoby do pomocy w odbiorze zgłoszeń w celu usprawnienia komunikacji z klientami.
Zapewnia, że jego firma sprawdza potencjalnych kontrahentów m.in. poprzez przeczesywanie sieci w poszukiwaniu niepokojących sygnałów. – W przeciwieństwie do innych serwisów Groupon nie umywa rąk i chce być partnerem w trakcie całego procesu nabywania usługi przez klienta. Dlatego przedsiębiorcy otrzymują od nas pieniądze dopiero po wykonaniu usługi lub rozliczeniu kodu kuponu.
Zabezpiecza to klientów na wypadek nagłego zamknięcia firmy lub wydarzeń losowych, takich jak śmierć właściciela lub pożar zakładu, w którym kupony miały być realizowane. Na razie jednak pozostaje składanie reklamacji do serwisu w nadziei, że uda się otrzymać zwrot pieniędzy. A na przyszłość ograniczone zaufanie do tego typu ofert, a przynajmniej dokładne sprawdzenie firmy w sieci, na ile to możliwe.
Wydanie: 36/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy