Oszukane dzieci ulicy

Oszukane dzieci ulicy

Co roku otrzymują zapewnienia, że będzie im lepiej. Kończy się na słowach

Prof. Tadeusz Pilch z Krajowego Komitetu Wychowania Resocjalizującego lubi opowiadać taką anegdotę: na spotkaniu z władzami Lublina wytłumaczono mu, jak bystrym posunięciem była likwidacja przedszkola. Przynosiło 1,5 mln strat rocznie, a gustowny hotelik, który powstał w tym miejscu, daje 3 mln zysku. Proste.
Ta prostota w pojmowaniu zysku obowiązuje od 1998 r. Wcześniej na każde dziecko w ognisku przypadało 130 zł miesięcznie, wypłacane z kuratorium. Po 1998 r. wychowanka wyceniono na 70 zł miesięcznie, a pieniądze wydzielają samorządy. I raczej przykręcają kurek. – Coraz częściej nasze ośrodki mogą być tylko przechowalniami – tłumaczy Wiesław Kołak, przewodniczący komitetu. – Tylko dzięki uporowi wychowawców udało się w ciągu kilku minionych lat stworzyć 40 nowych ośrodków. Cieszę się, gdy 1 września wszystkie ogniska otwierają drzwi. To dziś największy sukces.

Namaluj swoją przyszłość

Konkretnym sukcesem jest na pewno ognisko w podwarszawskim Ursusie od dziesięciu lat prowadzone przez Jolantę Dąbek. W kilku pokojach trzeba przynajmniej próbować coś załatwić, złagodzić, wytłumaczyć.
Najprostsza jest nauka. Rozłożone zeszyty, w nich pociągi, które nie mogą dojechać do miejscowości A i B, no i literki, które nawet w piątej klasie ledwo się sklejają w słowa. Ale powoli pociągi się toczą, a litery układają w zdania. – O wiele trudniej namówić dzieci, by doceniły i wykorzystywały swoje talenty plastyczne – mówi Jolanta Dąbek, choć twierdzi, że dzisiejsze pokolenie nastolatków jest i tak ambitniejsze niż to sprzed dziesięciu lat.
Właśnie przyszli Adrian i Piotrek. Miejsc w ognisku już nie ma, ale żeby nikt nie odchodził z kwitkiem, wymyślono formułę zaproszeń. Mogą bywać od czasu do czasu. Dlaczego przyszli? Kolega mówił, że warto, że wtedy w szkole jest łatwiej.
Ognisko mieści się w budynku, w którym jest i policja, i wiele innych organizacji. Ale wszystkich wita wyeksponowana, ustawiona na sztalugach praca Małgosi, wychowanki ogniska. Dziewczyna nad studnią, wokół radość spokojnego gospodarstwa. Mocne, radosne kolory. – Niektórych dzieci nie stać na plastykę za 200 zł proponowaną przez dom kultury – mówi pani Jolanta – więc postanowiłam, że będą miały tu szansę. Nie tylko opiekę i podwieczorek.
Ale dzieci nie zawsze rozumieją, jak wielkim darem jest talent. Trzeba je namawiać, popychać, tłumaczyć, że sugestywne obrazki to ich przepustka. Dziś największą ambicją pracowników ośrodka jest takie ukierunkowanie Małgosi, by wybrała liceum plastyczne.
W tle pozostaje problem finansów ośrodka. Kiedyś na cały rok dostawali 50 tys., teraz – 15 tys. Kredki, papier i farby – to wszystko kosztuje. Każdy sponsor, jeśli w dzieciach ulicy w ogóle dostrzeże jakieś dobro, chce ofiarować konkret. Nie każdy rozumie, że farby mogą być najważniejsze w życiu.

Bezradna rodzina zastępcza

W przeszłości przyjmowano dzieci według prostego hasła: „patologia”. Dziś sytuacja jest bardziej skomplikowana. Do ośrodka w Ursusie przychodzą też uczniowie, których rodzice są zapracowani od świtu do nocy, często bezradni wobec problemów dzieci. – W szkole, po lekcjach nic się nie dzieje, no to przyszłam do was. No bo gdzie? – tłumaczy Ania.
Ściany wytapetowane pracami. Bohaterowie obrazów Paulinki mają okrągłe buzie, tak jak ona, Jasio ożywi każdą martwą naturę, Daniel najlepiej czuje się w pastelowym, magicznym ogrodzie.
Kiedy program plastyczny potoczył się sprawnie, wymyślono kolejny temat. Jolanta Dąbek zaprasza na spotkania rodziny zastępcze. W osobnym pokoju można spokojnie porozmawiać o tym, czego nie rozumieją, na przykład: dlaczego dziecko dobroć bierze za słabość? Dlaczego kary są przyjmowane obojętnie?
Prosto z takiego spotkania Jolanta Dąbek pojedzie do Warszawy. Krajowy Komitet Wychowania Resocjalizującego od ośmiu lat organizuje ogólnopolskie narady, które dzięki udziałowi najmłodszych nabierają charakteru happeningowego. Każde Forum Dzieci Ulicy ma swój temat. W tym roku są to szanse ubogich dzieci uzdolnionych artystycznie. Ale tak naprawdę wychowawcy, zapraszając przedstawicieli władz, chcieliby uzyskać choćby przyrzeczenie stabilizacji. Tymczasem pieniędzy jest coraz mniej, przydzielane są tylko na kilka miesięcy. – Przejrzałem wszystkie nasze petycje. Pozostały bez odpowiedzi – dodaje Wiesław Kołak. – Najbardziej szkoda mi dzieci. One nie mogą pojąć, że ktoś przyrzeka im pomoc, a potem, mówiąc ich językiem, sprawę olewa.
A może właśnie takie postępowanie dorosłych potwierdza ich diagnozę, że świat jest zły? – Wszyscy kłamią – powiedział mi wychowanek ogniska w Serocku. – Dlaczego miałbym postępować inaczej?
Gdy pisanie petycji nie przyniosło rezultatu, działacze komitetu stali się radykalniejsi. Przed kilkoma laty prosili, by nie używać sformułowania „dzieci ulicy”. Brzmi nieprzyjemnie. Dziś Wiesław Kołak uważa, że trzeba zacząć straszyć. Także tym, że dzieci ulicy mogą być groźne.


VIII Forum Dzieci Ulicy to spotkanie wychowawców, psychologów i ich podopiecznych. Jak co roku w marcu spotkają się w Warszawie. Dorośli będą dyskutować, jak dotrzeć do władz z informacją, że utrzymanie dziecka w ośrodku kosztuje mniej niż miejsce w domu dziecka. Wychowankowie zaprezentują swoje artystyczne dokonania.
W 330 ogniskach środowiskowych Krajowego Komitetu Wychowania Resocjalizującego przebywa około 17 tysięcy dzieci.

 

Wydanie: 12/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy