Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jakkolwiek oceniać to, co piszą gazety, to jest państwo, z którym Polska ma złe stosunki i z którym się nie lubi, i nie będzie się lubiła jeszcze bardziej. Nie, nie chodzi tu o Rosję, bynajmniej. Chodzi o Litwę. „Od Radosława Sikorskiego jeszcze się nacierpimy. Teraz jest zajęty Białorusią i walką z Łukaszenką, ale o swoim braku miłości do Litwy nie zapomniał”, pisze litewski tygodnik „Veidas”. I dodaje, że stosunki polsko-litewskie jeszcze się pogorszą. Zwłaszcza przed wyborami, „gdy będzie rozgrywana karta polskiej mniejszości narodowej na Litwie”.
Ta karta to oczywiście sprawa nazwisk i nazw miejscowości, które pisane są po litewsku, oraz sprawa oświaty. No i teraz zastanówmy się – gdy prezydentem był Lech Kaczyński, stosunki polsko-litewskie, wydawało się, kwitły. Kaczyński odwiedził Litwę 14 (sic!) razy, czyli więcej niż Gruzję, tu budowano „partnerstwo strategiczne”. Dlaczego więc on miał dobre stosunki, a Komorowski (i Sikorski) mają dużo gorsze?
Odpowiedź jest prosta – Kaczyński w imię dobrych kontaktów z Litwą przymykał oczy na sprawy Polaków tam mieszkających. 8 kwietnia 2010 r. doczekał się więc symbolicznego skwitowania swojej polityki – gdy przyjechał do Wilna po raz 14., tamtejszy parlament odrzucił korzystny dla Polaków projekt ustawy o pisowni nazwisk.
Prezydent Komorowski, zdaje się, zamierza postępować inaczej. Sikorski również. W grudniu, czyli kilka tygodni temu, wezwano do MSZ ambasadora Litwy i wręczono mu notę protestacyjną, gdy Litwini zmieniali ustawę o szkolnictwie, uderzającą w polskie szkoły. Do tego dochodzą jeszcze sprawy związane z rafinerią Możejki, w której nasz Orlen utopił setki milionów złotych, sprawy, które dziś stawiamy inaczej niż rok temu.
Tylko że Polska znajduje się w mało komfortowej sytuacji. Bo na pewno warto mieć dobre stosunki z Litwą jako sąsiadem, partnerem w Unii Europejskiej. Ale czy za cenę odpuszczenia spraw mieszkających tam Polaków? Grupy ćwierćmilionowej? Odpowiedź na to pytanie jest sprawą polityków. Ale i dyplomatów. Bo może sprawa jest łatwiejsza do rozwiązania, niż się sądzi? To będzie zadanie dla nowego ambasadora na Litwie.
Na razie warto byłoby, gdyby strona polska w sprawach litewskich odrobinę przystopowała, są bowiem rzeczy bardziej aktualne. Do Warszawy zbliża się milowymi krokami prezydencja, warto byłoby więc zadbać, by wypadła porządnie. Żeby przełamać fatum Wyszehradu, które mówi, że państwa tego czworokąta nie sprawdzają się w roli dzierżącego prezydencję. Tak było z Czechami, tak jest z Węgrami. A z nami jak będzie?
Parę tygodni temu pisaliśmy, że prezydencja przeleci przez Polskę tak szybko, że nawet nie zauważymy. Ale bracia Węgrzy postarali się, żeby było nam trochę trudniej. Bo zrzekli się na naszą korzyść organizacji szczytu Unia-Europa Wschodnia, organizowanego w ramach prezydencji i Partnerstwa Wschodniego. Ten szczyt będzie w Polsce, tylko nie wiadomo, kiedy i gdzie.
No i nie wiadomo, kto na niego przyjedzie, bo pewnie nie Łukaszenka, którego znów bojkotujemy. A i z innymi przywódcami i ministrami też jest kłopot. Znacznie większy niż przeciąganie liny między Wilnem a Warszawą.

Attaché

Wydanie: 8/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy