Naukowy drugi obieg

Naukowy drugi obieg

Z perspektywy szeregowego pracownika naukowego reżim Jaruzelskiego był znacznie bardziej liberalny niż bardzo chwalony reżim Gierka

Stworzenie elektronicznych baz danych bibliograficznych, takich jak SCIFINDER, WEB OF SCIENCE czy ostatnio SCOPUS, bardzo ułatwiło prace badaczy zajmujących się naukami ścisłymi i przyrodniczymi. Bazy te można wykorzystywać nie tylko do opracowania bibliografii naukowej. Pozwalają one również na dotarcie do szeregu danych statystycznych obrazujących rozwój nauki, których uzyskanie, jeszcze niedawno, było trudne i wymagało benedyktyńskiej wręcz pracy wielu osób. W związku z rocznicą wprowadzenia stanu wojennego postanowiliśmy wykorzystać dane zawarte w tych bazach bibliograficznych do scharakteryzowania wpływu wprowadzonych przez stan wojenny zmian polityczno-społecznych na rozwój nauki w Polsce, a ściślej na rozwój nauk ścisłych i przyrodniczych.
Ogłoszenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. spowodowało praktycznie całkowite

zamrożenie kontaktów naukowych

z zagranicą przez pierwsze kilka miesięcy 1982 r. Telefony nie działały, poczta pracowała w żółwim tempie, wyjazdy naukowe zostały wstrzymane. Gdy pod koniec stycznia 1982 r. jeden z autorów tego artykułu wystąpił o wydanie paszportu na wyjazd na konferencję w Font Romeu we Francji, p. Cergowska – przemiła urzędniczka z Biura Współpracy z Zagranicą Politechniki Warszawskiej – postukała się tylko w głowę i rzekła: „Profesor C., który jest czerwieńszy niż sztandar radziecki, nie dostał zgody na wyjazd, a pan chce ją dostać!”. Ta restrykcyjna polityka, połączona z różnymi perturbacjami utrudniającymi pracę, spowodowała w pierwszych 20 miesiącach po wprowadzeniu stanu wojennego znaczący – średnio ponaddwudziestopięcioprocentowy – spadek liczby publikacji we wszystkich polskich ośrodkach naukowych (najmniejszy w Gdańsku (!), Wrocławiu i Warszawie, największy w Białymstoku).
Znacząca liberalizacja w dziedzinie współpracy i kontaktów naukowych nastąpiła zaskakująco szybko. Już po wakacjach 1982 r. większych ograniczeń w wyjazdach naukowych nie było. Tutaj krótka dygresja: reżim Jaruzelskiego mający fatalną opinię w krajach zachodnich, był z perspektywy szeregowego pracownika naukowego reżimem znacznie bardziej liberalnym niż bardzo chwalony w swoim czasie reżim Gierka. Starszy z nas odczuł to na własnej skórze, gdy w późnych latach 70. ubiegłego stulecia przebywał na stażu naukowym w Stanach Zjednoczonych. Jego

próby uzyskania paszportu

dla żony i córki odbywały się w atmosferze zupełnie kafkowskiej i były po prostu waleniem głową w mur. W czasach rządu Jaruzelskiego, począwszy od 1983 r., wyjazdy z całą rodziną były normą. Wyjeżdżali z rodzinami na krótsze lub dłuższe staże naukowe nawet dysydenci – naukowcy, uprzednio internowani.
Ta stosunkowo liberalna, jak na ówczesne czasy, polityka władz spowodowała wzrost, na niespotykaną dotychczas skalę, liczby okresowych wyjazdów naukowych do krajów zachodnich. Nawiązane wtedy prywatne kontakty naukowe stały się zadziwiająco trwałe i owocne. Tak powstał nurt naukowy, który autorzy celowo nazywają drugim obiegiem naukowym, przez analogię do drugiego obiegu wydawniczego.
Nurt ten, funkcjonujący obok nurtu oficjalnego, finansowanego przez Urząd Postępu Technicznego w formie tzw. Centralnych Programów Badań Podstawowych (CPBP) i Centralnych Programów Badawczo-Rozwojowych (CPBR), był od niego praktycznie niezależny. Wybór działania poza nurtem oficjalnym był dla szeregu naukowców, szczególnie młodych, wyborem pragmatycznym. Dotacje z CPBP lub CPBR miały bardzo ograniczoną wartość, nie można było za nie kupić ani bardziej skomplikowanych odczynników, ani nowoczesnej aparatury. Ponadto o dotacjach decydowali praktycznie jednoosobowo tzw. mandaryni, czyli wpływowi wówczas profesorowie będący kierownikami programów, a wiadomo, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Działanie w drugim obiegu nie tylko ułatwiało dostęp do znacznie nowocześniejszej aparatury, ale również stabilizowało naukowców finansowo, gdyż wobec absurdalnego kursu wymiany złotówki, honorarium uzyskane podczas nawet krótkiego pobytu za granicą stanowiło poważne wzmocnienie budżetu domowego.
To właśnie drugi nurt, szczególnie silny w środowisku warszawskim, spowodował, że po kryzysie wywołanym stanem wojennym, już od 1984 r. liczba publikacji w międzynarodowych periodykach naukowych wzrasta, i to szybciej niż liczba publikacji czechosłowackich czy węgierskich. Wzrasta również niepomiernie liczba publikacji w najbardziej prestiżowych, naukowo-opiniotwórczych czasopismach.
Warszawa szybko zaczyna doganiać w „produkcji naukowej” Pragę i Budapeszt. Co więcej, najczęściej cytowane prace warszawskie stają się znacznie popularniejsze niż prace praskie czy budapeszteńskie. O tym w czasach gomułkowskich czy gierkowskich można było tylko marzyć, wtedy Warszawa plasowała się daleko za tymi miastami. Trzeba jednak dodać, że prawie wszystkie najpopularniejsze w tym czasie publikacje z afiliacją warszawską powstały w „drugim obiegu”, a wśród ich autorów często było więcej nazwisk zagranicznych niż polskich.
Najczęściej cytowane publikacje warszawskie z lat 1981-1990 ustępują co prawda w popularności pracom z czołowych światowych ośrodków naukowych, osiągając 13% popularności prac afiliowanych jako Cambridge (USA) – światowego rekordzisty, ale ich popularność jest tylko nieco mniejsza od prac z Grenoble – miasta uchodzącego za bardzo silny ośrodek naukowy we Francji.
Po dezintegracji „obozu państw socjalistycznych” liczba warszawskich publikacji rośnie jeszcze dynamiczniej, czego nie można powiedzieć o Pradze i Budapeszcie, które jakby nie zauważyły zburzenia muru berlińskiego. Warszawa bije również na głowę obydwa te miasta, gdy chodzi o liczbę cytowań najpopularniejszych prac i w latach 1991-2000 osiąga 34% poziomu Cambridge (USA). Jest to oczywista konsekwencja istnienia w latach 80. ubiegłego stulecia drugiego obiegu naukowego. Nawiązane wtedy kontakty ułatwiły polskim naukowcom włączenie się, w latach późniejszych, w wiele ważnych nurtów nauki światowej.
Warszawa wypada nieźle w świetle powyższych statystyk, jest to jednak ośrodek, który zdecydowanie góruje nad innymi ośrodkami naukowymi w Polsce, zarówno gdy chodzi o liczbę publikacji, jak i ich popularność. W latach 1981-1990 publikacje warszawskie stanowiły 48% wszystkich polskich artykułów naukowych, a średnia liczba cytowań najpopularniejszych artykułów pochodzących z Warszawy była ponaddwukrotnie większa niż liczba cytowań najpopularniejszych prac krakowskich i dziesięciokrotnie większa niż prac białostockich i szczecińskich. W ostatnim 15-leciu obserwuje się jednak pozytywny, choć bardzo powolny trend w wyrównywaniu się potencjału naukowego na obszarze Polski. W okresie tym udział Warszawy w liczbie polskich publikacji zmalał do 33%. Udział innych, tradycyjnie silnych ośrodków naukowych (Wrocław, Poznań, Łódź) również spadł za sprawą przede wszystkim Śląska, ale też Kujaw, Białegostoku i Szczecina. Z tradycyjnie silnych ośrodków naukowych trendowi temu nie podlega tylko Kraków, którego udział rośnie, chociaż w niewielkim stopniu.

Prof. Adam Proń i dr Halina Szatyłowicz są pracownikami Wydziału Chemicznego Politechniki Warszawskiej

 

Wydanie: 1/2007

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy