Nie należę do warszawki

Nie należę do warszawki

Warszawka to problem ludzi spoza Warszawy. Jest to uprzedzenie, stereotyp Dominika Ostałowska – ur. w 1971 r., aktorka teatralna i filmowa, absolwentka warszawskiej PWST (1994 r.). Laureatka prestiżowych nagród polskich i międzynarodowych, m.in.: Nagrody im. T. Łomnickiego (1995 r.), nagrody na Festiwalu Filmów Słowiańskich i Prawosławnych w Moskwie (1997 r.), nagrody na Festiwalu Aktorów w Rydze (1997 r.), Feliksa Warszawskiego w 1999 r., Nagrody im. A. Zelwerowicza (2000 r.), Nagrody Filmowej Orzeł 2001 oraz nagrody za rolę drugoplanową na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (2003 r.). Zagrała m.in. w filmach: „Łagodna”, „Boża podszewka”, „Drugi brzeg”, „Historie miłosne”, „Musisz żyć”, „Dusza śpiewa”, „Bracia Wietmanowie”, „Ostatni rozdział”, „Wojaczek”, „Daleko od okna”, „Warszawa” i w serialu „M jak miłość”. – Na ostatnim Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni film „Warszawa” z pani znakomitą kreacją nagrodzoną przez jury wywołał wielką dyskusję o tożsamości tego miasta i jego mieszkańców… Zacznijmy zatem od gratulacji i pytania o pani tożsamość. – Mam znacznie mniejsze problemy z „Warszawą” niż bohaterowie tego filmu, bo jest to dla mnie jednak miasto oswojone. Jego inności, obcości czy nawet wrogości nie dostrzegam. W gruncie rzeczy widzę to bardzo podobnie jak Darek Gajewski – reżyser tego filmu, który w sumie zdobył nagrody aż w pięciu kategoriach. Darek Gajewski, co prawda, nie urodził się w Warszawie, ale czuje się warszawiakiem – od wielu lat mieszka w stolicy i widzi to miasto jako konglomerat bardzo różnych nastrojów i tematów. – Główny nurt tej środowiskowo-medialnej dyskusji dotyczył przynależności poszczególnych osób i kręgów towarzyskich do tzw. warszawki. – Mam problemy z jakąkolwiek przynależnością i staram się przynależeć głównie do siebie, więc mam nadzieję, że do warszawki też nie należę. Jest mi to obce, bo nie za dobrze się czuję, kiedy muszę się podporządkować komukolwiek. Może nie jestem buntownikiem bez powodu, ale źle się czuję w różnego rodzaju koteriach towarzyskich. – A więc warszawka istnieje? – Pewnie istnieje, ale… Myślę, że to jednak bardziej jest problem ludzi spoza Warszawy. Oni postrzegają przynajmniej część Warszawy niechętnie i nieprzyjaźnie. Tu, w środku, my – sami warszawiacy – mniej odczuwamy tę warszawkę niż ci ludzie z zewnątrz. Jest to do pewnego stopnia uprzedzenie, stereotyp. – …kompleks? – Może… To są proste schematy: prowincja – warszawka. I prowincja, i warszawka istnieją jedynie w umysłach ludzi. Bo wtedy pojawiają się proste wytłumaczenia – to oni! Zawsze dobrze jest mieć jakichś „onych”, więc widocznie i ta warszawka komuś też jest do czegoś potrzebna. Moi koledzy opowiadają, że jak ktoś wyjeżdża samochodem gdzieś poza Warszawę i jeździ na warszawskich numerach, bardzo często ma poprzebijane opony. No i teraz jest pytanie – czy to jest mit, który ma zrównoważyć warszawkę? Ja specjalnie nad tym problemem się nie zastanawiam, wydaje mi się on bardziej zmyślony niż rzeczywisty, chociaż pewnie zawsze można znaleźć parę argumentów za lub przeciw. Wydaje mi się, że nigdy nie patrzyłam na ludzi pod kątem tego, skąd są, ale jacy są, i udaje mi się na razie wytrwać w tym sposobie postrzegania ludzi i świata. – Pani urodziła się w Warszawie? – Jestem warszawianką. Warszawianką jest też moja mama i mój ojciec też był warszawiakiem… – Jaka jest pani Warszawa? – To miasto i piękne, i brzydkie. Piękne – nie umiem racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego piękne. Bo jest moje, bo tu się wychowałam, bo się przyzwyczaiłam do niego, bo nie bardzo wyobrażam sobie życie gdzie indziej. Ale widzę też jego mankamenty. Widzę, że jest szare, brudne, zaniedbane. Tak niewiele jest tu miejsc, o których można powiedzieć, że są magiczne. Ciągle ktoś mnie pyta: gdzie ma pani swoje magiczne miejsce w Warszawie? Nie wiem. To miasto było tak bardzo boleśnie doświadczone przez historię, powstało z gruzów i właściwie na gruzach tamtego świata zaczął się budować zupełnie nowy, inny świat. Być może dlatego tak trudno o tę tożsamość, ponieważ fundamenty właściwie nie istnieją. Fundamenty architektoniczne i te duchowo-moralne. Te problemy w jakimś sensie utożsamia filmowy powstaniec, który błąka się po współczesnej Warszawie i nie może się zorientować, gdzie mieszka. To nie tylko opowieść o człowieku, który w młodości utracił pamięć, to opowieść o świecie, którego już nie ma. Dla mnie nie jest to na pewno groźne miasto, choć czasem się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 06/2004, 2004

Kategorie: Kultura