Nie wiem więcej niż autor – rozmowa z prof. Henrykiem Markiewiczem

Nie wiem więcej niż autor – rozmowa z prof. Henrykiem Markiewiczem

Wolę niesprawiedliwe i gwałtowne ataki niż taktykę przemilczania stosowaną wobec niektórych pisarzy Prof. Henryk Markiewicz, historyk i teoretyk literatury (ur. w 1922 r.) emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek PAN i PAU, doktor h.c. Uniwersytetu Gdańskiego i Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Przez wiele lat zastępca redaktora naczelnego „Pamiętnika Literackiego” oraz redaktor naczelny Polskiego Słownika Biograficznego. Autor m.in. książek o Prusie, Żeromskim, Boyu-Żeleńskim, pozytywizmie oraz takich pozycji z zakresu teorii literatury jak: „Główne problemy wiedzy o literaturze”, „Wymiary dzieła literackiego”, „Teorie powieści za granicą i w Polsce”. – W pana krakowskim mieszkaniu na każdej ścianie są półki z tysiącami książek. A gdzie jest szubienica, na której, według Andrzeja Mleczki, powinien pan profesor zawisnąć po przeczytaniu ostatniej z nich? – Czytam nadal, choć wolniej niż dawniej, mam już przecież 88 lat. Z pewnością Mleczko nie doczeka spełnienia swojej wizji, bo napływ nowości jest tak duży, że jedna osoba, jeżeli nawet czytałaby od rana do wieczora, nie jest w stanie wszystkiego, co ją interesuje, ogarnąć. Ograniczam się głównie do lektury tego, co jest związane z moimi pracami naukowymi, a także do XX-wiecznych pamiętników i dzienników. – Trudno być przewodnikiem po literackiej przeszłości? – Na ten temat ukazuje się wiele ważnych i ciekawych książek, choć trudno byłoby mi wymienić taką, która w ostatnich latach stałaby się wielkim wydarzeniem w dziedzinie humanistyki. Poziom wydawanych prac jest bardzo zróżnicowany. Niepokojącym zjawiskiem jest lęk przed syntezą. Obowiązujące podręczniki uniwersyteckie ukazały się 30 lat temu. Równocześnie powstają kilkusetstronicowe książki o pisarzach trzeciorzędnych i całe rozprawy poświęcone tematom, które nasi poprzednicy załatwiali jednym przypisem. – Jaki jest cel wydawania takich pozycji? – Przeważnie zdobywanie tytułów i stopni naukowych. Na samym Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego jest dzisiaj więcej samodzielnych pracowników naukowych, niż było badaczy literackich w całej przedwojennej Polsce. Dlatego też powstaje wiele prac, które interesują tylko autora i promotora. – A może łatwiej być przewodnikiem po literaturze współczesnej? – Na pewno jeszcze trudniej. Dawniej łatwiej było hierarchizować pisarzy, autorytety pisarskie były na ogół bezsporne. Każdą nową książkę Nałkowskiej czy Tuwima wypadało znać. Dziś zmniejszyło się znaczenie kultury literackiej dla prestiżu społecznego. Niewielu odczuwa potrzebę orientowania się w nowościach literackich. Może to również wina literatury, bo od dłuższego czasu nie widzę na jej wysokich półkach takiej pozycji, która by była czymś więcej niż wydarzeniem jednego sezonu. W niedawnym numerze „Gazety Wyborczej”, w tekstach poświęconych osiągnięciom 2009 r. w dziedzinie kultury, rubryki „literatura” w ogóle nie było. Na pewno mam gust staroświecki, na pewno moje oczytanie w młodej i średnio młodej literaturze polskiej jest niewystarczające, więc uogólnianie może być krzywdzące. Wydaje mi się, że polska literatura miota się między skrajnym naturalizmem, na wpół publicystyczną, jaskrawą satyrą a udziwnieniem, groteskowym lub mitologizującym. Tymczasem ja szukam prozy, jak to mówił krytyk Henryk Vogler, o normalnym temperamencie, która mówi serio i odpowiedzialnie o różnych naszych ludzkich sprawach – społecznych, egzystencjonalnych, psychologicznych – tak jak pisze dziś np. Wiesław Myśliwski. I szczerze mówiąc, bardziej pożywna jest dla mnie literatura dokumentu osobistego, np. dzienników Jana Józefa Szczepańskiego czy Stefana Chwina, niż większość nowości powieściowych. Martwi mnie także to, że dzisiejsza proza imitująca czy parodiująca mowę potoczną w jej wersji prymitywnej, czy nawet wulgarnej, przestała być wzorem poprawnej, tym bardziej pięknej polszczyzny, jak kiedyś proza Dąbrowskiej czy Iwaszkiewicza. Do czego służy literatura – Jak poznać wielkiego pisarza? – Niełatwe pytanie. Odpowiedzieć by na nie trzeba całą rozprawą, więc wykręcę się anegdotą. Kiedyś Zofia Starowieyska-Morstinowa wspominała, jak Julian Tuwim na spotkaniu pisarzy w dworku Ludwika Hieronima Morstina w Pławowicach powiedział jej: „Czy pani myśli, że ja jestem gorszym poetą niż Słowacki? Wcale nie, ja tylko nie mam nic do powiedzenia”. – Tylko do tego służy literatura? – Literatura pełni różne funkcje, przynosi nam swoistą wiedzę o nas samych i innych ludziach, nadaje kształt słowny naszym przeżyciom, obdarza nas satysfakcją estetyczną, projektuje

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 03/2010, 2010

Kategorie: Kultura