Jak czytać Masłowską?

Jak czytać Masłowską?

Świeżo wydany utwór sceniczny Doroty Masłowskiej pt. „Między nami dobrze jest” – taka wypasiona Zielona Gęś… – stał się przedmiotem żywej polemiki między postmodernistycznym salonem „Gazety Wyborczej” a neokonserwatywnym antysalonem „Rzeczpospolitej”.
Obie strony tego sporu najwidoczniej chciałyby zagarnąć DM dla siebie. Kto ma rację? Oto pytanie, na które spróbuję odpowiedzieć, bo jako babcia mam pewne doświadczenie w kontaktach z własnymi wnukami, a pani Dorota należy do tej samej generacji i ma chyba podobne poczucie humoru.
Nie dotarłam do wszystkiego, co przy okazji wojenki między „GW” a „Rzepą” napisano, za to bardzo uważnie przeczytałam „Między nami…”, a także tekst, jaki Masłowska opublikowała po śmierci Jana Pawła II na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 23/2005).
Masłowska najwidoczniej szczerze przejęła się odchodzeniem papieża Polaka „do domu Ojca”, w swym epitafium zaznaczyła jednak: „Ja nie jestem osobą religijną, może po prostu nie jest mi to dane, a może katolicyzm, w którym zostałam wychowana, był systemem jakby zaprojektowanym wyłącznie pod kątem tego, abym w wieku lat 15 czy iluś tam mogła go zakwestionować”.
Masłowska wyliczyła elementy katolickiego wychowania, które nawróciły ją na bezwyznaniowość, stwierdzając, że „tylko On jakoś do tej mojej wizji nie pasował”. W osobie i przesłaniu papieża poruszyło ją człowieczeństwo Karola Wojtyły, jego chrześcijański humanizm i otwarcie na innych.
I chociażby ta wypowiedź świadczy, że Masłowskiej nie da się zaszeregować do żadnego z walczących o nią obozów.
Streszczenie „Między nami dobrze jest” znaleźć można w obszernym eseju Romana Pawłowskiego pt. „Patriotyzm Metalowej Dziewczynki” („Gazeta Wyborcza”, 3 listopada), do którego zainteresowanych odsyłam. Przypomnę tylko, że akcja „dramatu” toczy się w zapyziałym, dzisiejszym, polskim mieszkaniu, a główni bohaterowie to: Mała Metalowa Dziewczynka, jej matka – Halina, babcia – Osowiała Staruszka, Mężczyzna – reżyser zaangażowanych filmów, Aktor, Prezenterka, Edyta oraz Monika – poniekąd aktorka, a poniekąd postać z „zaangażowanych filmów” Mężczyzny.
W spisie osób nie figuruje niejaka Bożena, ni to monstrualnie roztyła Baba, ni to… świnia – w książce znajdujemy jej podobiznę.
Mnie z natury rzeczy szczególnie zainteresowała Osowiała Babcia, najwidoczniej reprezentująca moje pokolenie tzw. Kolumbów (roczniki 1919-1922).
Jak się zdaje, dla panów z antysalonu „Rzepy” oraz innych neokonserwatystów to właśnie „trucie” Babci stanowi argument za dopatrywaniem się w Masłowskiej sojuszniczki.
Z kolei dla Romana Pawłowskiego Osowiała Babcia „to jedyna nieskomplikowana postać w dramacie”, jako że „jej staranny i literacki język pełen wyszukanych określeń (raptus, brukając, zbłękitniałe) odcina się od konsumpcyjno-reklamowo-popkulturowego bełkotu, jakim posługują się pozostali bohaterowie. To język przedwojennych salonów warszawskich, Słonimskiego i Tuwima, „Wiadomości literackich” i Ziemiańskiej. Język starych, pięknych form, które unicestwiła wojna”.
Masz, babciu, placek!
Doprawdy trudno zrozumieć, jak krytyk teatralny (jest nim Roman Pawłowski) może być tak niewrażliwy na „ton” kwestii przypisanych Osowiałej. Przecież ani Tuwim, ani Słonimski, ani – tym bardziej – Gombrowicz nie mówili kiczem, jakim wypowiada się Babcia ze swą sukienką „w różyczki”. Co jeszcze dziwniejsze, Pawłowski nie zauważył, że właśnie Babcia nastawia sobie radio na program maryjno-sarmacki! I dopełnia go jeszcze „różyczkowym” westchnieniem: „Polsko, kraino prześliczna, jak umierało twe piękno”.
Tego Metalowa Dziewczynka już nie wytrzymuje i przez przekorę wybucha filipiką, nie tyle antypolską, co antybabciową. I puszcza sobie muzykę bigbitową z „durną piosenką” o „koniu, który jeździł konno i krzyczał na siebie prrr…”.
Babcia to osoba, dla której czas stanął jak zeszłoroczny kadr. Ta bohaterka, żyjąca zmitologizowaną przeszłością – ucieleśnia chyba wszystkich, którzy niczego nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli. To ona – wespół z matką Haliną – miłośniczką pism kobiecych i filmów o „ładnych babeczkach” – omalże nie doprowadziła Dziewczynki do śmierci głodowej.
Jedyną postacią, która poniekąd zapowiada zmianę na lepsze (change we need), jest chyba Edyta. Ta niedopowiedziana przybyszka skądinąd posługuje się normalnym językiem, bez wulgaryzmów i anglicyzmów, bez młodzieżowych neologizmów i babciowych „różyczek”. I może szczerze wzrusza się na „zaangażowanym” filmie o ojcu pijaku, dzieciom z sierocińca chce zawieźć cukierki (o ile ich sama nie zje…), resztką łakoci częstując Dziewczynkę. Co nie mniej ważne – Edyta robi porządek w swojej torebce (przy okazji wyrzucając pismo kobiece), co może jest wstępem do wielkiego sprzątania, które czeka to mieszkanie, ten dom – „Polska właśnie”…
W moim poczuciu o te wielkie porządki apeluje Dorota Masłowska swym przezabawnym, ale i przesmutnym dziełkiem. Jak smutne są oczy Metalowej Dziewczynki, zdanej na pastwę takiej matki i takiej babci.
Autorka „Między nami…” w cytowanym epitafium po śmierci papieża napisała: „Ja jestem z pokolenia urodzonego już jak gdyby poza historią”.
Dodam – poza historią wojenno-heroiczną, za którą zdaje się tęsknić Edyta. Ale przecież nie poza historią powszechną, poza czasem teraźniejszym, gdy tak wiele pozostaje do zrobienia!
Dorota Masłowska kończy swą książeczkę odręcznym epilogiem: „Dziękuję bardzo różnym osobom, dzięki którym jest dobrze między nami, a zwłaszcza Marcinowi, Malince, Bijou i Milou i całej rodzinie Bizarre”.
Ja zaś dziękuję pani Dorotce, że swą sztuką umiliła mi parę dni, gdy wydarzenia pomyślne – jak wybór Baracka Obamy – mieszały się z odejściami bliskich mi Kolumbów.
A także z absurdami i kretynizmami, które nie tylko Metalową Dziewczynkę doprowadzają do rozpaczy!
Jednym słowem:
Koniec i bomba,
Kto nie czyta, ten trąba…

10 listopada (w przededniu Rocznicy) 2008 r.

Dorota Masłowska, Między nami dobrze jest, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2008

 

Wydanie: 48/2008

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy