Sprawa Bogusława Seredyńskiego jest kolejnym przykładem na to, jak CBA Mariusza Kamińskiego niszczyło ludziom życie Ofiara agenta Tomka, CBA zrujnowało mu życie – takie stwierdzenia obiegały media. Jego sprawa łączyła się z aferą celebrytki i prawniczki Weroniki Marczuk-Pazury. Bogusław Seredyński był wtedy również na szczytach kariery, powodzenia i pozycji w środowisku. Ceniony menedżer, prezes prężnego wydawnictwa, ogólnie lubiany i szanowany. Wszystko legło w gruzach. Obecnie mieszka w bardzo skromnym wynajętym mieszkaniu na peryferiach Wałbrzycha. Sąd oczyścił go z wszelkich zarzutów, a ostatnio przyznał odszkodowanie w wysokości ponad 400 tys. zł. Wyrok w tej ostatniej sprawie nie jest prawomocny. – Widziałem „Układ zamknięty” i chwilami ciarki przechodziły mi po plecach. To o mnie? Nie muszę już opisywać aresztu wydobywczego. Idźcie na film i zobaczcie, jak wygląda. Ja tam byłem. Trzy doby… – Bogusław Seredyński mówi spokojnie. Próbuje nawet znaleźć racjonalne wytłumaczenie: przecież taką pracę mają agenci. Że padło na niego… Kiedy wszystko zaczęło się wyjaśniać, usłyszał w Ministerstwie Skarbu, żeby nie czuł się tak ważny, bo nie o niego chodziło. Polowano na Weronikę Marczuk-Pazurę. On miał tylko dostać rykoszetem. Początki Wiele już o tym myślał, analizował każdy szczegół. Zanim w kwietniu 2008 r. został prezesem Wydawnictw Naukowo-Technicznych, spółki skarbu państwa, był tam wiceszefem, ale przed awansem miał przerwę w pracy dla firmy. Bo kiedy rządy przejęło PiS, nowy wojewoda mazowiecki odwołał długoletnią prezeskę WNT, a jego zaufany, nominowany na prezesa, wkrótce wysłał Seredyńskiego do Wrocławia. – Pochodzisz z Dolnego Śląska, więc zorganizujesz tam nasz oddział – uzasadnił decyzję. Bogusław Seredyński ucieszył się, przede wszystkim z tego, że nie będzie patrzył na fatalne rządy nowego prezesa. Był niekompetentny i wyglądało na to, że wręcz dąży do upadku firmy. Tymczasem wydawnictwo miało zostać sprywatyzowane. Nie minęły dwa tygodnie i otrzymał wymówienie z pracy, bez uzasadnienia. Powyborcze zmiany na szczytach władzy zastały go w Urzędzie Miejskich w Wałbrzychu. Lubi czasem zajrzeć do archiwum fotograficznego w komputerze. Są tam również pamiątki z pożegnania z wałbrzyskim zespołem. Uśmiechy, ale i łza się komuś w oku kręciła. Kolejny wojewoda mazowiecki, tym razem z nadania PO, naciskał na jak najszybsze objęcie przez Seredyńskiego stanowiska, na razie zarządcy komisarycznego. Z wydawnictwem było naprawdę źle. Dlaczego miałby wtedy pomyśleć, że w CBA wciąż rządzi Mariusz Kamiński, a jego dawny szef, wierny pisowiec, przecież nie ot tak zwolnił go z pracy? Seredyński dużo zdziałał przez ten rok w wydawnictwie. Podsumowując dla sądu straty, do jakich doszło w wyniku działań CBA, wyliczył m.in. upadek jego dawnej firmy, która publikowała podręczniki akademickie, encyklopedie i wiele specjalistycznych serii wydawniczych. W sidłach To niemożliwe, żeby nie poczuć czegoś, żeby nie odezwał się głos rozsądku – dziwiła się jedna z jego nielicznych warszawskich znajomych, którzy po wszystkim nie odsunęli się od niego. Zapewniała też, że jej z pewnością by nie nabrali, bo jest ostrożna. Bogusław Seredyński tylko się uśmiechał: – Wpadłabyś jak mucha w sieć. To są fachowcy wysokiej klasy i musieli mieć sztab ludzi, którzy ich świetnie pod każdym względem przygotowują do każdej akcji. Dopiero później zrozumiał, że wiedzieli o nim wszystko: jak dotychczas żył, jakie miał przyzwyczajenia, jak lubił spędzać czas, a nawet jakiej muzyki słuchał. Okazało się, że oni akurat podobnie wypoczywają i podobna muzyka im się podoba. Czy to takie dziwne, że się zaprzyjaźnili? W 2009 r. wydawnictwo stawało na nogi. Udało się spłacić część długów, na uporanie się z pozostałymi była realna szansa. Bogusław Seredyński uważa, że WNT miały wówczas swoją wartość, a po prywatyzacji – świetlaną to może za dużo powiedziane, ale całkiem przyzwoitą przyszłość. Zbliżała się aukcja – w takiej właśnie formie miała być realizowana ta prywatyzacja. Od pewnego czasu potencjalni nabywcy zasięgali u niego informacji. Zorientował się przy tym, że ma duże szanse na zachowanie stanowiska. Miał wizję i plany. Obecnie wydawnictwo jest w stanie likwidacji i nikt nie przejął jego działalności. Kiedy zaś w 2009 r. prywatyzacja WNT była coraz bliższa, zgłosili się dwaj panowie z CBA, którzy podawali się za biznesmenów zainteresowanych kupnem. W tym czasie w siedzibie firmy, usytuowanej
Tagi:
Violetta Waluk







