Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Minister Sikorski oddał politykę wschodnią niejako w outsourcing grupie z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Z zaciekawieniem patrzyliśmy,  jak Marek Ziółkowski, były konsul na Białorusi, a potem ambasador na Ukrainie, jest wypychany z obszaru Europy Wschodniej. Ziółkowski rozpoczął pracę w MSZ od placówki w Mińsku, gdzie był konsulem, potem funkcjonował w strukturach ambasady jako zastępca ambasadora. W latach 1997–2001 w centrali doszedł do stanowiska dyrektora Departamentu Europy Wschodniej, a potem na cztery lata wyjechał do Kijowa, gdzie kierował naszą placówką.
Z takim CV, wydawałoby się, Ziółkowski powinien był aspirować do kluczowych stanowisk, jeśli chodzi o naszą politykę wschodnią. Tak się jednak nie stało. Po powrocie z Kijowa został odsunięty od spraw wschodnich, co było rodzajem wotum nieufności. Był więc m.in. dyrektorem Departamentu Współpracy Rozwojowej, a ostatnio pracował w Departamencie Ameryki. To zresztą rzecz warta głębszej analizy – otóż od roku 1990, jeśli chodzi o sprawy wschodnie, mieliśmy dwie tendencje. Po pierwsze, w MSZ wciąż brakowało specjalistów znających region, ludzi, język, kulturę itd. A po drugie, nawet w obliczu tak szczupłych sił sprawami Wschodu zajmowały się różne ekipy, które wzajemnie się eliminowały.
Pierwsza grupa, którą uosabiał Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, walczyła z dawnymi urzędnikami z czasów PRL. Ci go przeżyli i potem przez wiele lat można ich było dojrzeć w różnych miejscach polityki wschodniej jako specjalistów od gaszenia pożarów i łagodzenia napięć. W Moskwie ambasadorem był Andrzej Załucki, w Mińsku – Tadeusz Pawlak, w Kijowie – Jacek Kluczkowski… Dowody na skuteczność tej linii to pomarańczowa rewolucja i kijowskie wyprawy Aleksandra Kwaśniewskiego…
Wielką rolę w polityce wschodniej odegrał też Jerzy Bahr z jego zmysłem łagodzenia napięć, umiejętnością analizy i współpracy ze wszystkimi. Ale odszedł na emeryturę. Był też Jarosław Bratkiewicz, ale jego, podobnie jak Ziółkowskiego, przesunięto do innych spraw.
Co ciekawe, minister Sikorski, który kieruje dyplomacją piąty rok, nie wypracował jakiejś przejrzystej linii, jeśli chodzi o sprawy wschodnie. Tu mieliśmy huśtawkę – raz Sikorski był twardy, a raz koncyliacyjny… Widać było, że do tych spraw serca nie ma. Co zresztą zaowocowało tym, że Litwini nazwali go – z dużą przesadą – najbardziej antylitewskim polskim ministrem spraw zagranicznych.
Teraz Sikorski oddał politykę wschodnią niejako w outsourcing grupie z Ośrodka Studiów Wschodnich. Nie sposób nie zauważyć, że jest to przyznanie się do porażki – że przez 20 lat demokracji MSZ nie potrafiło zbudować ekipy kompetentnie zajmującej się sprawami Wschodu.
Ha! Niełaska niełaską, ale Ziółkowski miło kończy – bo będzie ambasadorem w Kenii. To znaczy tam będzie urzędował, a podlegać mu będą m.in. Mauritius, Seszele i Madagaskar. Innymi słowy, jak będzie miał zmysł turystyczny, to kroją mu się całkiem fajne wakacje.

Attaché

Wydanie: 7/2012

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy