Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No tak, to mamy dwie panie sekretarz stanu w MSZ, co na pewno jest jakimś rekordem.
Mamy więc Barbarę Tuge-Erecińską (najlepsze życzenia imieninowe!), co szybko w MSZ skomentowano, że minister Meller potrzebuje osoby, która pilnowałaby roboty. Broń Boże tej koncepcyjnej, od tego jest Henryk Szlajfer i paru innych ludzi. Chodzi po prostu o to, żeby dokumenty krążyły na czas.
Drugą panią sekretarz stanu, Annę Fotygę, nazwano z kolei komisarzem PiS. Oj, ludzie w ministerstwie boją się, że to ona będzie superkadrową i będzie rozdawała karty. Więc kto – Fotyga czy dyrektor generalny, Jerzy Pomianowski?
Pomianowski przez te paręnaście dni przypomniał o sobie. Te klimaty ma we krwi. W MSZ panowie urzędnicy opowiadają sobie, jak wszedł do gabinetu Michała Szlęzaka, dotychczasowego zastępcy dyrektora generalnego. Wszedł, zatrzymał się na progu i wypalił krótko: Już pan nie jest dyrektorem! I Szlęzak nie był. Szast-prast. Teraz Szlęzak jest w pewnym niebycie, czeka, czy coś dostanie.
I tak miał więcej szczęścia niż Adam Halamski, dyrektor Departamentu Europy. Otóż, jak powtarza MSZ-etowska opowieść, Pomianowski przyszedł do niego i rzekł: Ma pan trzy minuty na spakowanie się! I stał, z zegarkiem w ręku. Mój Boże, to nawet NKWD-owcy dawali kwadrans…
Swoją drogą parę osób zastanawiało się, cóż takiego nowa ekipa poczuła złego do Halamskiego, człowieka spokojnego, kulturalnego, o którym nikt przecież nie powie, że to fan lewicy. Przeciwnie, przyszedł do MSZ w roku 1991, a w 1999, za rządów AWS-UW, został ambasadorem w Lizbonie.
Jest kilka wersji tłumaczących to wydarzenie. Pierwsza mówi, że Halamski rok temu podpadł straszliwie Stanisławowi Komorowskiemu. Wtedy, po powrocie z Lizbony, „wziął” Departament Europy, a przecież jego dyrektorem chciał być właśnie Komorowski. Który, ku swej zgryzocie, musiał zadowolić się Azją. Więc teraz nadszedł czas rewanżu za tamtą nielojalność. Druga wersja głosi, że trzeba było znaleźć dobre stanowisko dla Jerzego Margańskiego, więc Halamski musiał złożyć ofiarę (z samego siebie). No i jest trzecie wytłumaczenie, bardzo nam przemawiające do wyobraźni – otóż nowa ekipa z Pomianowskim i Komorowskim to nie jest jakaś grupa intelektualistów, więc źle się czuli z człowiekiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który ma habilitację, jest socjologiem, no i ma ten luz, przychodzący z każdą przeczytaną książką.
Wymierzyli mu więc sprawiedliwość, zgodnie z obowiązującą obecnie tendencją.
Śmieszne rzeczy.
Ale w MSZ nie jest do śmiechu, bo nowa ekipa układa sobie ministerstwo bardzo przytomnie. Scenariusz jest taki: najpierw MSZ zostaje postawione w stan reorganizacji. Uzasadnienie do tego kroku jest oczywiste – połączenie z Urzędem Integracji Europejskiej oraz przejęcie z Ministerstwa Gospodarki dawnych biur radców handlowych (czyli WEH-ów). Drugi krok to wręczenie urzędnikom MSZ zwolnień. A trzeci – to przyjęcie kogo się chce i na jakie się chce stanowisko. Prawda, jakie to proste?

Wydanie: 49/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy