PKB to nie wszystko

PKB to nie wszystko

Mamy niemal najwyższy w Europie wzrost cen konsumpcyjnych. Gorzej jest tylko w Rumunii

Niemal bez echa przeszła przez media wypowiedź prezydenta Francji Sarkozy’ego, że wskaźnik PKB nie oddaje całej prawdy o zmianach w poziomie życia przeciętnego Francuza, Niemca czy Polaka, że należy szukać nowej formuły, znaleźć taki parametr, który najlepiej pokaże aktualny poziom życia obywateli w krajach UE. Takim parametrem może stać się tzw. HICP, czyli Zharmonizowany Wskaźnik Cen Konsumpcyjnych, który najlepiej pokazuje, czy przeciętnemu Kowalskiemu, Dubois czy Schmidtowi żyje się z roku na rok lepiej, czy gorzej. Obliczany jest on bowiem według ujednoliconej metodologii UE i stanowi obserwację cen konsumpcyjnych z uwzględnieniem struktury spożycia gospodarstw domowych w ujęciu rocznym.
Gołym okiem widać, że w Polsce ostro rosną ceny, szczególnie żywności i usług mieszkaniowych. Komunikaty o wspaniałym sukcesie rządu – jedynym w Europie niewielkim wzroście PKB – rozmijają się z powszechnym odczuciem, że jest coraz drożej i gorzej. Fakt ten potwierdzają ostatnie dane Eurostatu i GUS. Okazuje się, że jeśli chodzi o wskaźnik cen konsumpcyjnych, zajmujemy przedostatnie, 26. miejsce w Europie ze wskaźnikiem 4,2%. Za nami jest tylko Rumunia – 5,9%. W całej Unii wzrost cen spożycia wynosi 0,6%, a strefa euro odnotowała nawet minimalny spadek cen o – 0,1%. Nasi sąsiedzi – Czesi i Słowacy – mają wskaźniki odpowiednio 0,8 i 0,7%.
W Polsce wzrost cen żywności w sklepach jest już szokujący. Największy wpływ na dynamikę w tej grupie miały podwyżki cen mięsa – 9,8%, drobiu – 14,6%, wędlin o 8,7%, cukru o 26,9%, ryżu – 15,3% oraz ryb o 9,4%, że nie wspomnę już o wyrobach tytoniowych – 17%. Rosną gwałtownie ceny związane z mieszkaniem. Wywóz śmieci podrożał o 16,7%, woda o 9,9%, opał o 18,4%, energia elektryczna o 11,5%, cieplna o 8,6%. Raptownie zmniejsza się zatem siła nabywcza złotówki.
Minister rolnictwa Marek Sawicki z PSL potwierdza bierność rządu, kiedy mówi na otwarciu targów w Poznaniu, że ceny na półkach sklepowych rosną, a ceny płacone rolnikom za ich produkty spadają o 40-60%. Tracą więc producenci rolni i konsumenci, ale zyskują pośrednicy, wielkie sieci handlowe i… rząd, bo rośnie w ten sposób PKB. Inflacja napędza gospodarkę, ale kosztem pracujących, najniżej uposażonych, bezrobotnych oraz emerytów i rencistów, słowem ludzi, których dochody stoją w miejscu lub rosną w niewielkim stopniu, poniżej wzrostu cen.
Wzrost cen żywności i usług mieszkaniowych następuje przy coraz trudniejszej sytuacji na rynku pracy. Jesteśmy dokładnie w środku unijnego peletonu, jeśli chodzi o ogólny wskaźnik bezrobocia, ale najgorsze, że plaga ta dotyka w Polsce ludzi młodych. Całą prasę obiegła hiobowa wieść, że bezrobocie wśród absolwentów zwiększyło się w ostatnim roku o 44%. To dużo większy wzrost niż w całej populacji Polaków, gdzie bezrobocie powiększyło się o 17%. Jest to m.in. wynikiem ponownego pogorszenia się sytuacji w eksporcie, który spadł o 22,5%. Z danych GUS wynika, że od stycznia do lipca br. deficyt w handlu zagranicznym przekroczył 5 mld euro. Spadki nie ominęły wymiany z żadnym z głównych partnerów handlowych. Eksporterzy zwalniają pracowników, nie przyjmują nowych, młodych.
Czy grozi nam poślizg i niekontrolowana inflacja? Zdecydowanie tak, jeżeli rządzący nie sięgną do doświadczeń i wiedzy prof. G. Kołodki i premiera M. Belki, który zakończył w 2005 r. czas rządu SLD najniższą w Europie inflacją 1,4% przy równoczesnym wzroście PKB i zrównoważonym budżecie, wydobywając Polskę z kryzysu po czterech latach rządów AWS i ówczesnego prawicowego premiera J. Buzka.
Obecna polityka dziury budżetowej, wielkiego długu publicznego, swoistego rozdawnictwa i wysokiej inflacji źle rokuje. Ordynowany przez rząd monitoring cen żywności nie wystarczy. To nie lekarstwo, tylko placebo, kraszone PR-em.

Wydanie: 39/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy