Sztuka i bezprawie

Sztuka i bezprawie

Dr Morka, który występował przeciwko Zbigniewowi Porczyńskiemu i jego galerii, dał za wygraną

– 31 grudnia 2002 r. zamknąłem sprawę i zakończyłem mój trwający już od dziesięciu lat bój o prawdę i sprawiedliwość – mówi dr Mieczysław Morka, historyk sztuki, który ośmielił się mówić o oszustwach Zbigniewa Porczyńskiego, założyciela galerii malarstwa na pl. Bankowym 1 w Warszawie, nazywanej też Kolekcją im. Jana Pawła II.

Walenie głową w mur

– Niestety, stwierdziłem, że nasze państwo nie funkcjonuje, jego aparat nie jest sprawny, a wszyscy się boją ruszyć tę sprawę – dopowiada dr Morka. – Ustalono, że budynek, który użytkuje galeria, został jej wydany niezgodnie z prawem, ale jednostki zwierzchnie, choć zapewniają, że sprawę załatwią, nic nie robią. Coraz szybciej następują zmiany administracyjne i wciąż ktoś inny staje się reprezentantem skarbu państwa. Nawet urząd premiera mi odpisał, ale też niekonkretnie. Nie byłem tym zaskoczony. Z tej korespondencji wychodzą absurdalność i fatalne funkcjonowanie państwa.
Jak ta sprawa wygląda dzisiaj? Do nadzoru nad fundacją założoną przez Zbigniewa Porczyńskiego nikt nie chce się przyznać – ani Ministerstwo Kultury, ani Episkopat Polski. To swoista groteska, bo wielomilionowe straty budżetu państwa są nadal akceptowane. Urzędnicy odchodzą, a żaden nie doprowadza sprawy do końca. Porczyński ma nadal tytuł Honorowego Obywatela Warszawy, choć jego główny antagonista nazwał go oszustem, a nawet agentem NKWD. Dowodów jednak nie miał, bo IPN nie ma teczki Porczyńskiego.

Absurdalna umowa

Mieczysław Morka zakończył swą walkę, podsumowując działania. Sporządził kalendarium wydarzeń wokół galerii Zbigniewa i Janiny Porczyńskich. Na 55 stronach maszynopisu opisuje historię, która zaczęła się 13 czerwca 1987 r. nadaniem prywatnemu zbiorowi obrazów imienia Jana Pawła II – bez wiedzy zainteresowanego. To zapewniło jednak właścicielowi nietykalność i możliwość sparaliżowania aparatu państwa polskiego. W 1989 r. minister kultury, Izabella Cywińska, przekazała fundacji w bezpłatne i bezterminowe użytkowanie zabytkowy budynek przy pl. Bankowym 1. Od tego momentu rozpoczęło się, jak to wdzięcznie nazywa Mieczysław Morka, „strzyżenie polskich baranów”, bo na konto Zbigniewa Porczyńskiego zaczynają płynąć złotą strugą pieniądze. Inną formą pozyskiwania środków stało się odpłatne podnajmowanie budynku otrzymanego w bezpłatne użytkowanie. Działaniu prezesa fundacji towarzyszyło udowodnione już fałszowanie podpisów i dokumentów.
W 1990 r. doszło do podpisania absurdalnej umowy w sprawie utworzenia Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II, choć żaden sygnatariusz nie miał praw do przedmiotu umowy. Mimo to przepompowano z budżetu państwa do prywatnej kieszeni kolejne dziesiątki tysięcy dolarów. Powstała placówka do dziś kompromitująca polskie muzealnictwo i kulturę w kraju i za granicą.
Następnym pomysłem Zbigniewa Porczyńskiego jest założenie w 1992 r. Fundacji Pomocy dla Najbardziej Potrzebujących, co okazuje się nową formą wyłudzania pieniędzy. W tym czasie Politechnika Warszawska, nie sprawdzając dorobku naukowego kandydata, nadaje Zbigniewowi Porczyńskiemu doktorat honorowy w dziedzinie chemii, a jej profesorowie potwierdzają znajomość nieistniejącego czasopisma naukowego, w którym doktorant miał publikować swoje prace. Poczta Polska wydaje nawet serię znaczków – arcydzieła w Kolekcji im. Jana Pawła II, gdzie umieszczone są jako papiery wartościowe III Rzeczypospolitej reprodukcje tandetnych kopii sześciu autoportretów.
W tym momencie na arenę wkracza dr Mieczysław Morka, od razu w atmosferze skandalu. Jego publikacja na temat autentyczności obrazów z kolekcji, przygotowywana w „Biuletynie Historii Sztuki”, spotyka się z pisemną groźbą. Próbuje się też zastraszyć dyrektora Instytutu Sztuki PAN i redaktora naczelnego „Biuletynu”, a po publikacji artykułu obrzuca wyzwiskami autora tekstu. Kolekcji bronią różne autorytety, nawet Sejm i Senat, i chociaż Nuncjatura Apostolska w 1993 r. odpowiada: „O ile nam wiadomo, w Polsce nikt nie otrzymał pozwolenia na korzystanie z herbu papieskiego”, prymas odznacza Zbigniewa Porczyńskiego złotym medalem „W posłudze dla Kościoła i narodu”. Mieczysław Morka trafia przed sąd, bo złożył zawiadomienie o przestępstwie. Jego sprawa będzie się wlokła przez następnych kilka lat.
Autor inkryminowanego tekstu w „Biuletynie Historii Sztuki” ma w 1999 r. już dwie książki na koncie: „Kolekcja Porczyńskich – genialne oszustwo?”, napisaną wspólnie z J. Miliszkiewiczem, i „Kolekcja im. Jana Pawła II. Kompromitacja Kościoła i państwa”. Wysyła egzemplarze do wielu dostojników świeckich i duchownych, w tym do prymasa Polski. Zwraca uwagę na kompromitację także kolejnym prezydentom Warszawy, prokuraturze i sądowi.

Co dalej?
Dr Morka jest pesymistą. Skoro przez dziesięć lat, pełniąc rolę obywatelskiego sumienia, nie osiągnął prawie nic, nie spowodował odebrania fundacji budynku ani unieważnienia zawartych umów, poddaje się. Uważa jednak, że odsłonił kompromitujący mechanizm funkcjonowania państwa. Jego zdaniem, Polska, która wchodzi do zjednoczonej Europy, wniesie do niej naganne zasady. Juryści wprowadzą regułę, że czyn przestępczy (fałszowanie podpisów, dokumentów i sprawozdań) nie wywołuje żadnych skutków prawnych. W prawie cywilnym znajdą się zrewolucjonizowane zasady darowizny – można ją sprzedać bez ponoszenia kosztów. W celu wydania bezstronnego i sprawiedliwego wyroku sędziowie wydziałów karnych będą mieli prawo fałszować protokoły rozpraw, a w tym zbożnym dziele wspierać ich będą prokuratorzy. Prawo to muszą mieć także notariusze.
Niewiarygodne? To wszystko jednak zdarzyło się w rzeczywistości w sprawie, którą można ująć ogólnym hasłem – galeria Porczyńskich.

 

Wydanie: 35/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy