Notes dyplomatyczny

Teraz to już jest tak, że ludzie w MSZ nie patrzą, kto do ministerstwa przyszedł, ale kto tutaj się nie dostał. Nie dostał się na przykład Ryszard Schnepf, były ambasador w Urugwaju i Kostaryce. No i był szefem departamentu zagranicznego u Jerzego Buzka. Schnepf obnosił swoje krzywdy, których miał doznać z rąk SLD, bo Rosati nie chciał go w MSZ, a Cimoszewicz nie przedłużył mu pobytu w San Jose. No, straszne to były prześladowania. Ale on się odgrażał, że wraz z nową władzą przyjdzie do ministerstwa i będzie robił porządek.
Teraz wiemy, że nie przyjdzie, dostał posadę sekretarza stanu w Kancelarii Premiera, odpowiedzialnego za sprawy zagraniczne. Będzie Iwińskim Marcinkiewicza. Tak to się w świecie plecie, że syn płk Sznepfa ze studium wojskowego UW będzie służył ZChN-owcom. To by było śmieszne jakby mu kazali zorganizować wizytę u Kobylańskiego!
Na razie nie słychać też, by do MSZ miał przyjść Jerzy Marek Nowakowski, dyżurny jastrząb RP. Gdy Stefan Meller wszedł do MSZ i zaczął pierwsze rozmowy, to większość z rozmówców sondowała go o Nowakowskiego. Będzie sekretarzem stanu czy nie będzie? Meller odpowiadał krótko: nie będzie. Trzymamy za słowo.
A co Meller zamierza? Jego nominację jedni odebrali jako ukłon w stronę Platformy i Unii Wolności (Meller ma w MSZ plakietkę człowieka Geremka, przyszedł tu w czasach Skubiszewskiego), drudzy jako próbę zrównoważenia Radka Sikorskiego (fana USA ma równoważyć były ambasador w Paryżu i Moskwie), jeszcze inni jako znak, że dla PiS sprawy zagraniczne są drugorzędne, i bardziej zależy im na spokoju w MSZ niż na czymkolwiek innym.
A jeżeli tak, to pole manewru Mellera może być trochę większe. Dał temu wyraz podczas wprowadzenia do MSZ i spotkania z dyrektorami departamentów, gdzie najgoręcej, z misiaczkiem, wyściskał się z Henrykiem Szlajferem. Teraz wszystko zależy od tego, jakich dobierze sobie współpracowników. To będzie o tyle trudne, że przyjdzie kierować mu molochem – do dotychczasowej struktury MSZ dojść ma przecież UKIE, no i WEH-y, czyli przejęte od Ministerstwa Gospodarki wydziały ekonomiczno-handlowe. Iluż więc trzeba będzie sekretarzy i podsekretarzy stanu?
Na razie numerem 1 u Mellera zdaje się Marek Prawda, były ambasador w Sztokholmie, ostatnio dyrektor sekretariatu ministra Rotfelda. Rotfeld pamiętał go jeszcze z czasów, gdy pracował w SIPRI i odwiedzał polską ambasadę. Wtedy wyrobił sobie o nim dobre zdanie i gdy Prawda zjechał z placówki, natychmiast dostał dobrą propozycje.
Zresztą dobre propozycje trafiają mu się od jakiegoś czasu. W ubiegłym roku, gdy ówczesny premier Marek Belka szukał szefa Agencji Wywiadu, jeszcze zanim zaproponował to stanowisko Andrzejowi Ananiczowi, zwracał się z tą propozycją właśnie do niego. Ten jednak odmówił, tłumacząc, że się na tym nie zna. I w ten sposób Prawdę ominęła posada na ul. Miłobędzkiej. Ale otworzyły się drzwi do posady wiceministra w MSZ.
Prawdę równoważy inna nominacja – Krzysztofa Jakubowskiego zmuszono do dymisji i p.o. Dyrektora Generalnego został Jerzy Pomianowski. Człowiek, który od lat odgraża się, jakie to czystki w MSZ-ecie zrobi. Więc też może być tak, że Pomianowski będzie czyścił, a Meller dawał twarz.
To chyba gorzej niż Schnepf u Kobylańskiego…

Wydanie: 45/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy