Nowy militarny humanizm USA

Nowy militarny humanizm USA

Jesteśmy coraz bliżej stanu otwartej wojny, pożądanej dziś przez elity władzy USA. Jak przypomina Szwajcarka Annemarie Bucholz, historyk i politolog, USA na skutek swoich dotychczasowych gigantycznych zbrojeń zostały zagrożone przez monstrualny wręcz dług wewnętrzny, zaś „w chaosie wielkiej wojny długi publiczne mogą zostać »zapomniane« w trakcie ogólnego załamania się monetarnego”.
Nie jest to jedyna przyczyna systematycznego podążania części świata, pod przywództwem USA, w kierunku ery wojen, nazwanej przez Noama Chomsky’ego „nowym militarnym humanitaryzmem”: już od kilkunastu lat armia amerykańska „konsumuje” rocznie więcej pieniędzy, niż robi to łącznie 15 kolejnych potęg militarnych świata, i bez lokalnej wojny ten kraj po prostu zadławiłby się swą militarną nadwagą. A zatem armia USA po prostu musi dążyć do jakiegoś konfliktu pozwalającego „skonsumować” nagromadzony przez nią nadmiar sił oraz środków.
Planowanie nowoczesnych wojen jest sprawą dość żmudną i oczywiście tajną, uczestniczą w tym tylko bardzo wąskie gremia finansowo-politycznych elit Zachodu, które oczywiście dbają o odpowiednią oprawę propagandową swoich kolejnych przedsięwzięć. Głośna w ostatnich latach, tłumaczona między innymi na język polski książka Samuela Huntingtona „Zderzenie cywilizacji” jest jednym z tych narzędzi propagandowych, za pomocą których urabia się w publiczności przekonanie, że zostaliśmy zagrożeni przez znowu odradzający się islam.
Sama teza o wzajemnej walce dążących do „czystości kulturowej” cywilizacji nie jest bynajmniej nowa; prof. Mirosław Dakowski sugeruje nawet, że Huntington po prostu ściągnął swą tezę ze znanej przed II wojną światową książki krakowskiego historyka Zygmunta Konecznego „Wielość cywilizacji”. Ale nie to jest najistotniejsze. Chodzi o to, że według wielu geopolityków, praca blisko współpracującego ze Zbigniewem Brzezińskim Samuela Huntingtona jest rodzajem przygotowania ideologicznego do kolejnych etapów podboju realizowanego przez USA wobec świata arabskiego. Warto tu zauważyć, że tzw. islamizm będący podłożem terroryzmu nie ma nic wspólnego z islamem i jest w nim ciałem obcym, wszczepionym z zewnątrz. Kiedy uważnie czyta się nawet polską prasę, można się zorientować, że swój podstawowy „trening terrorysty” Osama bin Laden uzyskał w ramach szkoleń CIA oraz że Al Kaida jest produktem jak najbardziej proamerykańskiej Arabii Saudyjskiej oraz pakistańskich służb specjalnych ISI. A zatem przysłowiowego dobrotliwego Wuja Sama zaatakowały 11 września, w sposób dla siebie samobójczy, jego własne, niewdzięczne arabskie „dzieci”.
Tego rodzaju działania są zresztą typowe w doktrynie militarnej USA. Plan nazwany kryptonimem „Northwoods”, opublikowany przez Narodowe Archiwum Bezpieczeństwa (National Security Archive), mający na celu inscenizację pozorowanych ataków na Stany Zjednoczone, aby uzasadnić amerykańską inwazję na Kubę, został opracowany przez Połączone Dowództwo Sztabów. Ten plan nie został nigdy zrealizowany, prawdopodobnie ze względu na obawę przed rewanżem radzieckim; skończyło się na nieudanym desancie na Kubę w Zatoce Świń. Plan „Northwoods” przewidywał między innymi zestrzelenie nad Kubą czarterowego amerykańskiego samolotu pasażerskiego lecącego ze studentami do Wenezueli lub Kolumbii i oskarżenie o to reżimu Castro.
Jak celnie zauważa Noam Chomsky w proroczej zaiste książce „Rok 501: podbój trwa”, to przecież nie muzułmanie, ale właśnie bogobojni Amerykanie zwykli utożsamiać się z obficie błogosławionym przez Boga „Ludem Mordu”, który w ramach wykonywania „dzieł Pana” nie tak dawno eksterminował prawie całą rdzenną ludność Ameryki Północnej. Teraz zaś, w ramach „zderzenia cywilizacji”, tę „Dobrą Nowinę” USA zamierzają przekazać niemal całemu światu arabskiemu.

Autor jest doktorem filozofii, wykładowcą Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku, pracował naukowo na uniwersytetach w Berkeley i Kopenhadze

Wydanie: 12/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy