Nudny film o świetnym pisarzu

Nudny film o świetnym pisarzu

Po obejrzeniu filmu dokumentalnego Andrzeja Sapiji o Tadeuszu Różewiczu pomyślałam, że być może reżyser nie lubi twórczości poety albo nie zna jej “za bardzo”, albo jedno i drugie zarazem. Oczywiście, są jeszcze inne możliwości, np. jest niezdolny, nie miał pomysłu, nie chciało mu się wysilać, bo film emitowany w poniedziałek około północy ma niską oglądalność itd.
Jakiekolwiek były przyczyny, zrobił rzecz osobliwą: nudny, banalny film o jednym z najwybitniejszych poetów wszechczasów, który “zrewolucjonizował” język w poezji, formę w teatrze, który pół wieku temu odkrył dekonstrukcję, przewidział zmierzch idei…
Sapija skupia się na Różewiczu “szkolnym”: najczęściej przywołuje wiersze z jego wczesnych tomików, napisanych pod wpływem wojennych doświadczeń oraz wspomnienia z czasów okupacji. Powiela w ten sposób stereotypowy, szkolny obraz “poety z pokolenia Kolumbów, który po wojnie wydał z siebie krzyk rozpaczy”. Nie wiadomo, dlaczego pomija jego nowe tomiki, dorobek dramatyczny, teatralny, prozatorski.
Na podstawie filmu można by sądzić, że Różewicz od początku był uznany za perłę polskiej poezji, że wszyscy się na nim poznali. Nie ma słowa o tym, że był przez wiele lat odrzucany przez środowisko literackie, ani o tym, że niesłusznie uważano go za obrazoburcę i pornografa. Z “Dziennika gliwickiego” cytowane są tylko notatki dotyczące umierającej matki poety, a przecież są tam również dramatyczne zapiski pokazujące jego sytuację twórczą (i materialną), jego zaszczucie: “Jestem pozbawiony możliwości wypowiadania się… nawet do prowincjonalnych dzienników nie mam dostępu… Obchodzono się ze mną jak ze śmieciem… każda miernota pouczała mnie i ciągnęła za uszy… Nie mam żadnych możliwości, jestem spętany tak jak zawsze. Środowisko literackich “sutenerów” jest ciągle czynne…”.
Drażni strona wizualna filmu. Kamera dosłownie ilustruje tekst: wierszom i wspomnieniom wojennym towarzyszą archiwalne zdjęcia bombardowanych miast, wzmiankom o rodzinie – fotografie rodzinne, gdy jest mowa o Paryżu, widać Paryż, nawet wiersz “Księżyc świeci” jest zilustrowany. Słyszymy słowa utworu: “księżyc świeci” – zdjęcie księżyca w pełni, “pusta ulica” – pokazana ulica, “księżyc świeci” – znowu pełnia, “człowiek ucieka” – biegnący mężczyzna itd. Rozmówcy pokazywani są często w modny obecnie sposób, od dołu, od podbródka. Zdjęcia są albo widokówkowe, z pędzącymi chmurami, albo robione z ręki, rozdygotane.
Zygmunt Kałużyński twierdzi, że nawet w najgorszym filmie są sceny czy ujęcia interesujące, które koją rozczarowanie znudzonego widza. Tak jest i w tym przypadku. Tym, co mnie w filmie zainteresowało, były wypowiedzi tłumaczy, Dedeciusa i Howarda o recepcji Różewicza zagranicą, komentarze Miłosza, Porębskiego.
Co jest przyczyną porażki filmu? Mam wrażenie, że reżyser nie mógł się zdecydować, dla kogo ten film robi. Ci, którzy znają “całego” Różewicza, nie dowiedzieli się o nim niczego ponad to, co on sam napisał, zaś ci, którzy mają o nim wiedzę wyniesioną ze szkoły, dowiedzieli się, że poeta przeprowadzał się kilka razy (Radomsko-Kraków-Gliwice-Wrocław), że słucha płyty Marleny Dietrich i że lubi powolne spacery w zabawnym kapelusiku.
Twórcy filmu nie mieli wprawdzie łatwego zadania, Różewicz nie jest bowiem człowiekiem “medialnym”. Nie chce mówić o sprawach fundamentalnych, często zamiast odpowiedzieć na pytanie, wykręca się sianem. Każe reżyserowi (jednocześnie operatorowi) filmować siebie “od pleców”, a najlepiej zamiast siebie pokazywać morze, park, śmietnik, przebiegającą dziewczynę. I on, posłuszny, daje się wodzić za nos. A my, przed ekranem, razem z nim.


Sztuka dokumentu: Tadeusz Różewicz, reż. Andrzej Sapija, scen. Andrzej Sapija, Maria Dębicz, zdj. Andrzej Sapija, Henryk Janas, Tadeusz Owsianko, TVP PR I, poniedziałek 7.05.br., godz. 23.25.

Wydanie: 20/2001

Kategorie: Kultura
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy