O tym, który nie idzie na kompromis z zasadami

O tym, który nie idzie na kompromis z zasadami

Piotr Łebek, srogi pełnomocnik Patryka Jakiego przeciw byłej sołtysce, Kukizowi i suwerenowi, to przykład „dobrej zmiany” w karierze

Piotr Łebek zasłynął wystawieniem za swoje usługi faktury na 1,23 zł. Wystawił ją jako pełnomocnik procesowy Komitetu Wyborczego Arkadiusza Wiśniewskiego, wybranego na prezydenta Opola w 2014 r. przy wsparciu Patryka Jakiego. Łebek, młody radca prawny, wówczas 29-latek (rocznik Jakiego), reprezentował komitet Wiśniewskiego w sprawie przeciwko SLD. Umowa i faktura nie zostały dołączone do sprawozdania, które badała delegatura Krajowego Biura Wyborczego, odnalazły się dopiero na wyraźne żądanie KBW. Radcy prawnemu Piotrowi Łebkowi ta niska faktura się opłacała. Zaczął od dodatkowych dochodów w spółce miejskiej Wodociągi i Kanalizacja; oficjalnie 30 grudnia 2014 r. Łebek został przewodniczącym rady nadzorczej. Do zarządu trafił wtedy także (jako wiceprezes) Ireneusz Jaki, ojciec Patryka. Wymiana starej rady WiK na ludzi nowego prezydenta nastąpiła w typowym dla PiS trybie nocnym – z wtorku na środę, z 23 na 24 grudnia 2014 r. Patryk Jaki zbierał pierwsze plony wyborczego wsparcia Arkadiusza Wiśniewskiego. 1 kwietnia 2016 r. Jaki senior został prezesem WiK.

Przyśpieszenie po wyborach

4 lutego 2015 r. dwóch kolegów, radców prawnych, wpisuje do KRS spółkę partnerską Kancelaria Radców Prawnych Hryniów, Łebek i Partnerzy. Hasło młodej kancelarii brzmi: „Nigdy nie idziemy na kompromis ze swoimi zasadami”. Dobrze się zapowiada.

Już po wygranej Wiśniewskiego w wyborach samorządowych kariera obiecujących radców prawnych z Opola, absolwentów rodzimej uczelni, nabiera tempa. Jeszcze szybciej toczy się zaś po wyborach w roku 2015 i wygranej PiS, a przy okazji Patryka Jakiego – posła drugiej kadencji i wiceministra sprawiedliwości. Ledwie zarejestrowana kancelaria Hryniów, Łebek i Partnerzy otrzymuje w 2015 r. zadanie reprezentowania miasta Opole w sądzie podczas walki o przejęcie kontroli nad Energetyką Cieplną Opolszczyzny. Chodziło m.in. o zmiany w radzie nadzorczej, których dokonało miasto, by sparaliżować wpływy załogi oraz niemieckiego mniejszościowego udziałowca, E.ON. Sąd Okręgowy w Opolu uznał jednak, że przedstawiciele miasta jako większościowego akcjonariusza spółki ECO dokonali zmian bezprawnie. Mimo to pełnomocnik Łebek ogłosił zwycięstwo, bo w mniej ważnym aspekcie sąd przyznał miastu rację. Faktury za usługi tej kancelarii oraz drobny udział innej nie były dla miasta obciążeniem – 6 tys. zł. Taką w każdym razie kwotę usłyszał pytający o to radny.

Płacą natomiast inni. Dariusz Hryniów, rocznik 1984, od marca 2015 r. do 29 lutego 2016 r. zasiada w zarządzie Opolskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego i jeszcze innej, prywatnej spółki, a 3 marca 2016 r. zostaje przewodniczącym rady nadzorczej spółki skarbu państwa PGNiG Termika SA. Piotr Łebek z kolei jeszcze przed zarejestrowaniem kancelarii zasiada w zarządzie Wodociągów i Kanalizacji. Potem przez dwa miesiące jest w radzie nadzorczej Gwardii Opole SA – nowego klubu piłki ręcznej, w którego przejęciu aktywnie pomagał jako prawnik. Wreszcie w czerwcu 2016 r. na niespełna rok trafia do Superligi Sp. z o.o. Nowa Gwardia Opole właśnie tu ma zacząć swój pierwszy sezon. Ówczesny prezes Superligi nie widzi konfliktu między pełnionymi przez Łebka funkcjami w klubie w Opolu i w lidze. Według Łebka „sport w dzisiejszym świecie to ważna gałąź gospodarki”.

Opolski ojciec założyciel

Superliga to zawodowa liga piłki ręcznej, nowy twór w polskim sporcie. Powstała w 2016 r. pod auspicjami i głównie dzięki finansom Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. W jego zarządzie zasiadał znany z miłości do sportu polityk PiS Janusz Kowalski, były wiceprezydent miasta Opole, menedżer, mentor polityczny Patryka Jakiego z okresu m.in. ruchu Młodych Konserwatystów. „Dzięki wsparciu PGNiG i jego wiceprezesa Janusza Kowalskiego piłka ręczna zyskała ojca założyciela, dzięki któremu goni piłkę nożną czy siatkówkę”, powiedział w jednym z wywiadów Piotr Łebek. – Kowalski pojawił się w PGNiG i już wszystko było możliwe, chociaż działacze piłki ręcznej wcześniej starali się o zmiany w zarządzaniu – mówią ludzie bliscy Gwardii Opole. Inny opolanin, Łukasz Strzelecki, naczelnik wydziału sportu w urzędzie miasta, trafił do PGNiG kilka miesięcy po Kowalskim, by zająć się rozwojem i profesjonalizacją piłki ręcznej w Fundacji Rozwoju Kultury Fizycznej w Pucku. Od 2017 r. fundacja nazywa się Orły Sportu i dysponuje wielkimi pieniędzmi.

Kowalski jest dla Piotra Łebka także ojcem założycielem w karierze – w listopadzie 2016 r. Łebek zostaje komisarzem ligi w PGNiG Superliga Mężczyzn. To ważne stanowisko, zarządza rozgrywkami organizowanymi przez Związek Piłki Ręcznej w Polsce. Przejmuje część obowiązków prezesa Superligi.

Ojciec założyciel, jeszcze jako wiceprezydent Opola, dla siebie zarezerwował sport w mieście. Powołał w opolskim ratuszu Radę Sportu, organ doradczo-opiniodawczy prezydenta. Jej członkami zostali m.in. Patryk Jaki, Piotr Łebek i poseł Tomasz Garbowski, były sędzia piłkarski. Rada miała opiniować m.in. wydatki budżetu na sport oraz przepisy związane z działalnością opolskich stowarzyszeń i klubów sportowych – w praktyce obdzielać pieniędzmi i obdarzać względami swoich ulubieńców, niszczyć zaś innych. W 2016 r. np. dotację otrzymał ledwie zarejestrowany klub dżudo Mizuka Tomasza Hryniewicza (rejestracja 15 stycznia, wniosek o dotację – 27 stycznia). Natomiast skonfliktowane i rozbite zostało środowisko siatkówki kobiecej, przejęty klub piłki ręcznej Gwardia Opole.

Ojcowie niszczyciele

Dlaczego Kowalski tak się troszczył o piłkę ręczną? „Bo ten sport pokazuje cechy Polaka. Jest w nim walka do samego końca, wkładanie serca w działanie. Poza tym sport jest narzędziem do budowania wspólnoty, tożsamości i emocji. Jest elementem polityki zagranicznej. I to bez względu na opcję polityczną. (…) A my chcemy, żeby polska piłka ręczna była narzędziem dumy narodowej”. Jak do tych deklaracji ma się fakt, że wszechmocny Kowalski nie wsparł starej Gwardii Opole, dawnej chluby miasta, która borykała się z kłopotami finansowymi? Władze naciskały na założenie nowej spółki, na kolejne wydatki, by wejść do ekstraklasy. Nie udzielały działaczom obiecanej pomocy finansowej i podcinały klubowe źródła sponsorów, psując atmosferę wokół Gwardii i jej prezesa Janusza Maksyma. Kancelaria Hryniów, Łebek doradzała Gwardii już jako spółce z o.o. założonej za ich radą, narzucała umowy stypendialne i honoraryjne z zawodnikami, które potem dały miastu podstawy, by nękać spółkę żądaniami zwrotu dotacji, mimo wcześniejszej akceptacji wydatków. Pamiętna jest wieczorno-nocna rozmowa, która odbyła się w ratuszu w drugiej połowie stycznia 2016 r. W Krakowie trwały wtedy Mistrzostwa Europy Piłki Ręcznej Mężczyzn, w Opolu spotkali się Kowalski, Łebek, działacze ZPRP i ludzie Patryka Jakiego. Kowalski był już prokurentem w PGNiG, a mająca przeszło 70-letnie tradycje Gwardia stała się łakomym kąskiem. Naciskano na oddanie za symboliczną złotówkę nazwy klubu, godła, barw. – Gwardia była pierwszą ofiarą „dobrej zmiany” – mówi Janusz Maksym. Jego spółka została z długami starego klubu, bezlitośnie pozostawiona sama sobie. – Wtedy zaczyna się matrix. Kontrole, zarzuty przekrętów, węszenie służb. Nic nie znaleziono. Pół roku milczenia, co jakiś czas pan Łebek kontaktował się ze mną, podtykał jakieś dokumenty, których nie powinien mieć – wspomina Maksym. W końcu następuje przejęcie klubu. – Zwróciłem się do pana Łebka, że nie podoba mi się, jak przy przejmowaniu klubu i organizacji zawodowej Superligi usiłuje się omijać czy naginać prawo i przepisy – opowiada. Oburzony Łebek odpowiedział, że on „niczego nie omija, on porządkuje”.

Maksym przypłacił to wszystko zdrowiem, stwierdzoną i leczoną depresją. Utratą dobrego imienia i pracy. A Piotr Łebek wszedł wkrótce do rady nadzorczej nowej Gwardii Opole SA. Animatorem tych zmian był także bliski kolega i człowiek Patryka Jakiego, Marcin Rol, do lutego br. asystent w ratuszu, o statusie wiceprezydenta Opola.

Uprawnienia, jakich nikt wcześniej nie miał

Piotr Łebek działa nie tylko na niwie sportowej. Jest również pełnomocnikiem wiceministra sprawiedliwości Jakiego w procesach sądowych. Na przykład tym, który w listopadzie 2016 r. wytoczyła mu Krystyna Pietrek, była sołtys wsi Czarnowąsy, zwykła obywatelka oburzona działaniami władzy. Jej wieś 1 stycznia 2017 r. włączono do Opola wbrew woli mieszkańców. – Jako mieszkańcy naszej gminy byliśmy nieustannie przez Patryka Jakiego obrażani. Mieliśmy sfałszować konsultacje, co jest nieprawdą – wyjaśniała pani Pietrek. Mecenas Piotr Łebek przekonywał, by sąd odrzucił pozew przeciwko wiceministrowi z powodu immunitetu poselskiego, bo wtedy Jaki wypowiadał się jako poseł, ale sąd się z nim nie zgodził. Potem Łebek zapewniał, że ze względu na swoją funkcję i terminarz Jaki nie może się stawić osobiście. Od niemal dwóch lat wiceminister chowa się za immunitetem i nie stanął przed sądem. Pani Krystyna czeka, aż zakończy kadencję jako poseł.

Odmienne standardy mecenas Łebek stosuje jako pełnomocnik Patryka Jakiego w sądowym starciu z Pawłem Kukizem, którego także chroni immunitet. Tym razem przekonywał, że Kukiz pisząc o Jakim na Facebooku, robił to jako osoba prywatna, więc nie trzeba mu uchylać immunitetu. Również tu sąd się z nim nie zgodził. „Na dzień dzisiejszy mamy więc do czynienia z sytuacją, że można wszystko powiedzieć, przypisać to do każdego kontekstu i poseł będzie zwolniony z odpowiedzialności za swoje słowa”, żalił się Łebek gazecie „Nowa Trybuna Opolska”. Święte słowa.

30 listopada 2016 r. do biura posła Jakiego w Opolu przyszło dziewięć osób, mieszkańców wsi, o które powiększono Opole wbrew ich woli. Czekali na obiecane spotkanie z posłem. Jego asystentka, Małgorzata Wilkos, dziś już wiceprzewodnicząca rady miasta i członkini rady nadzorczej Zakładu Konstrukcji Spawanych Łabędy Sp. z o.o., wezwała policję. „Okupantom” biura, wyborcom Jakiego, groziła za zakłócenie porządku publicznego kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny, ale Sąd Rejonowy w Opolu umorzył postępowanie. Sędzia Zdzisław Niklasiński nie miał wątpliwości, że mieszkańcy chcieli jedynie porozmawiać z Patrykiem Jakim i przedstawić mu swoje obawy związane z rozszerzeniem granic miasta. Taka decyzja nie podobała się wiceministrowi sprawiedliwości, chciał się włączyć do sprawy jako oskarżyciel posiłkowy – mógłby składać wnioski dowodowe, przedstawiać własne stanowiska, wnosić środki zaskarżenia i ukarać tych ludzi. Nie udało się, bo mecenas Łebek spóźnił się z terminem złożenia takiego wniosku o prawie pół roku.
Być może zajęty był pisaniem pracy doktorskiej „Charakter prawny i organizacja ligi zawodowej”. Jeden z recenzentów, prof. Paweł Chmielnicki z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, uznał ją za „interesujące skądinąd ustalenia badawcze” i stwierdził, że „zasadniczo – profesjonalnie posługuje się elementami rozprawy prawniczej”. Z drugiej strony wskazał w recenzji wiele uchybień, miał ileś uwag krytycznych i odniósł wrażenie, że doktorant się śpieszył, co trochę dziwi, bo przewód został otwarty 29 maja 2015 r. na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. Ostateczna ocena była jednak pozytywna, autor sprostał wymaganiom stawianym przed pracą naukową, praca miała „wysoką jakość argumentacji, a także doniosłe znaczenie naukowe i społeczne omawianych kwestii”. Piotr Łebek przyczynił się też do zmiany zasad udzielania rabatu na usługi prawne podczas kampanii wyborczej. Będzie można stosować tylko zwyczajowy rabat, a nie usługi za „1,23 zł”. Bo potem nas, podatników, tanie usługi na rzecz kolegów drogo kosztują.

Fot. Sławomir Mielnik

Wydanie: 41/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy