Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

“Nie ma powodów, byśmy nie mieli odnieść się do tej akcji ze zrozumieniem. Naloty to zdecydowany gest nowej administracji. Bardzo optymistyczny dla nas, bo jesteśmy sojusznikami Ameryki” – entuzjazmował się Jerzy Marek Nowakowski, doradca premiera ds. międzynarodowych, po tym, jak Amerykanie zbombardowali Irak.
Po tych słowach Francja zaliczyła Polskę do krajów popierających naloty, a Irak zagroził zerwaniem z nami stosunków handlowych. W ślad za Irakiem zamrożenie dwustronnych stosunków zapowiedziały państwa arabskie.
Tak oto po raz kolejny przekonaliśmy się, że dyplomacja to jednak skomplikowana dziedzina, gdzie prostolinijne komentarze doradcy premiera (i to do spraw międzynarodowych!) mogą przyprawić o palpitację serca.
Dobrze więc, że nasz MSZ zareagował, jak trzeba. Nowakowski otrzymał dymisję, a minister Bartoszewski oficjalnie odciął się od jego komentarzy. Czy rozbroił tym minę?
Wierzmy, że tak. Swoją drogą, nie świadczy to dobrze o Jerzym Buzku, że przez lata całe politykę zagraniczną Kancelarii Premiera prowadził człowiek o takim braku zręczności. A jeszcze parę miesięcy temu i Buzek, i Władysław Bartoszewski rozdzierali szaty, że prezydent Kwaśniewski nie chce posłać Nowakowskiego na ambasadora do Wilna! Bóg czuwał…
Kwaśniewskiemu zaciął się długopis przy podpisywaniu nominacji Nowakowskiemu, komuś z kolei zacina się długopis w Kijowie przy podpisie zgody na przyjazd Marka Ziółkowskiego, jako ambasadora RP na Ukrainie. Mniej więcej 50 dni temu wysłaliśmy do Kijowa prośbę o agrement, no i odpowiedź jeszcze nie nadeszła. To też jest pewien sygnał, że Ukraińcy przyjmują nowego ambasadora bez jakiegoś entuzjazmu.
Marek Ziółkowski, przypomnijmy, to obecny dyrektor Departamentu Europy Wschodniej. Więc już się w MSZ spekuluje, kto – gdy on wyjedzie do Kijowa – przyjdzie na jego miejsce.
Początkowo mówiono, że może to być Jarosław Bratkiewicz, obecny ambasador w Rydze. Ale Bratkiewicz przedłużył sobie pobyt na Łotwie i zjechać ma dopiero we wrześniu. Więc jego kandydatura odpada.
Teoretycznie Ziółkowskiego zastąpić by mógł, byłoby to logiczne, jego dotychczasowy zastępca, czyli Irena Tatarzyńska. Ale ona wyjechać ma na placówkę do Turcji. Będzie tam w ekipie nowego ambasadora, Andrzeja Ananicza, obecnego sekretarza stanu, który po latach wiceministrowania zdecydował się na zagraniczny wyjazd. No bo gdzie znajdzie po wyborach pracę?
Obraz ewakuacji wiceministrów wzbogaca przypadek Barbary Tuge-Erecińskiej, która jedzie na ambasadora do Królestwa Danii. No i nieśmiertelny Michał Radlicki, który znów stanąć ma na komisji sejmowej jako kandydat na ambasadora we Włoszech.
Ciekawe, czy przy takim tempie wyjazdów zostanie w MSZ jesienią ktoś, kto zgasi światło…
Aha, wracając do następcy Ziółkowskiego w Departamencie Europy Wschodniej. W ostatnich dniach mówi się też, że będzie to osoba z zewnątrz, z Kancelarii… Prezydenta, od Marka Siwca. Czyżbyśmy obserwowali powrót do realpolitik?

Wydanie: 9/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy