„Ogień” w bezpiece

„Ogień” w bezpiece

IPN będzie musiał rozliczyć Józefa Kurasia z czynów popełnionych w czasie jego służby w MO, UB i za współpracę z NKWD

W sobotę, 20 lutego br., minister obrony narodowej Antoni Macierewicz sprzed ołtarza w kościele w Waksmundzie koło Nowego Targu mówił o Józefie Kurasiu – „Ogniu” i zasługach „żołnierzy wyklętych”, jakby zupełnie zapomniał, co go spotkało za polityczne kazanie, które wygłosił 22 sierpnia 1993 r. z ambony w niedalekiej Szczawie. Wtedy zajął się „złodziejską ekipą Mazowieckiego, Bieleckiego, Suchockiej” i został z ambony przegnany nie tylko przez miejscowych, ale i przez bp. Józefa Gucwę oraz proboszcza Edwarda Fonfarę. Zaprotestowali również kombatanci, którzy podjęli następującą uchwałę: „Zarząd Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Oddział Nowy Targ, na zebraniu w dniu 28 sierpnia 1993, w imieniu członków Oddziału, ostro potępia wtargnięcie Antoniego Macierewicza na ambonę w czasie uroczystej mszy św. podczas uroczystości akowskiej w Szczawie w dniu 22 sierpnia br., jak i jego wystąpienie obrażające nasze uczucia patriotyczne i religijne”.

W tym roku na uroczystościach w Waksmundzie, zorganizowanych w 69. rocznicę ostatniej walki i śmierci „Ognia”, było dużo gości: przedstawiciele władz, rodziny „ogniowców”, cały oddział wojska, ale tłumów nie było widać. Poza lekkim buczeniem w czasie mszy, gdy wymieniano nazwisko „Ognia”, nie było protestów, nikt nie próbował z ministrem kaznodzieją dyskutować, większość miejscowych pozostała w domach. W poprzednich latach bywało gorzej – miejscowi sprzeciwiali się salwie honorowej na grobach żołnierzy „Ognia”, cztery rodziny zabroniły odczytywania w czasie apelu poległych nazwisk ich krewnych, gdyż nie życzą sobie, aby byli zaliczani do jego żołnierzy. Wątpię też, czy Antoni Macierewicz wie, jak sprawa „Ognia” dzieli do dzisiaj mieszkańców i jak drażliwy jest to tutaj temat.

Książka o Józefie Kurasiu

Zamordowanie kupców. Luty 1946. Zabrzeż

O głębokości podziału niech świadczy chociażby sprawa wyboru patrona dla szkoły podstawowej i gimnazjum. W 2006 r. zbudowano w Waksmundzie piękny nowy budynek i już 10 lat trwają spory, kto ma być patronem. Część mieszkańców chciała, aby szkoła nosiła imię Józefa Kurasia, przeciwnicy „Ognia” zgłosili Jana Pawła II. Ci, którzy stali z boku waśni politycznych i pragnęli wszystkich pogodzić, zaproponowali zmarłego w 1998 r. chemika prof. Andrzeja Waksmundzkiego, urodzonego tu wybitnego polskiego specjalistę od światłowodów. Gdy żadna strona nie chciała ustąpić, mieszkańcy Waksmundu postanowili głosować. Oddano ponad 900 głosów. Najwięcej, bo 560, otrzymał Jan Paweł II, na drugim miejscu uplasował się prof. Waksmundzki z ponad 300 głosami, a dopiero na trzecim Józef Kuraś, którego poparło tylko sto osób. Ale rodzice dzieci i nauczyciele nie uszanowali wyników głosowania i do dzisiaj nie nadano szkole imienia Jana Pawła II. Oba organy mogące podjąć decyzję o wyborze patrona, rada szkoły i rada pedagogiczna, nie przyjęły do wiadomości opinii mieszkańców wyrażonej w referendum.

Mówiąc sprzed ołtarza o „żołnierzach wyklętych”, Antoni Macierewicz powiedział: „Ich dokonania i męstwo są wartościami Wojska Polskiego. Są wartościami, na których będziemy budowali siłę armii i siłę Polski. Z tym przesłaniem chcemy wyjechać z Waksmundu”. Czy jednak na przykładach wszystkich czynów „żołnierzy wyklętych” uda się zbudować silną polską armię? Czy działalność Józefa Kurasia w milicji i Służbie Bezpieczeństwa oraz kolaboracja z NKWD to też są te wartości? Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej właśnie rozpoczęli przesłuchania osób, które mogą coś powiedzieć o przestępstwach popełnionych przez „Ognia” w czasie jego służby w organach władzy ludowej.

IPN pod ścianą

Od wielu lat mieszkańcy Podhala słali do IPN pisma z prośbą o wszczęcie śledztw w sprawie mordów dokonanych na członkach ich rodzin przez żołnierzy „Ognia”, podawali fakty, nazwiska, daty i za każdym razem odpowiadano im, że są to zabójstwa pospolite, uległy już przedawnieniu, po 30 latach sprawców nie można ścigać. Po tym okresie można karać tylko zbrodniarzy komunistycznych. A plut. Józef Kuraś, który w pierwszych dniach po zakończeniu wojny tworzył w Nowym Targu wraz z NKWD Milicję Obywatelską, obsadził swoimi żołnierzami wszystkie ważne stanowiska, potem został kierownikiem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – czy to przypadkiem nie funkcjonariusz komunistyczny, który podpada pod ustawę IPN o ściganiu przestępstw popełnionych przez aparat władzy ludowej?

Dlatego dwaj członkowie rodzin byłych akowców, Marek Zapała, którego stryj Julian Zapała – „Lampart” był dowódcą 4. batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, oraz Tadeusz Morawa, syn Tadeusza Morawy, żołnierza batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, pseudonim „44”, złożyli 17 października 2015 r. w krakowskim oddziale IPN zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa Józefa Kurasia w czasie jego służby w Nowym Targu w dniach od 18 stycznia do 11 kwietnia 1945 r. Napisali: „Jako funkcjonariusz publiczny, naczelnik tworzący Milicję Obywatelską na Podhalu pod nadzorem NKWD oraz kierownik Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu, brał udział w działaniach, które doprowadziły do uwięzienia oraz deportacji na Sybir żołnierzy Wojska Polskiego, zwłaszcza z 1. Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej działającego na terenie Podhala. (…) Po dezercji z Armii Krajowej 28 grudnia 1943 r. ściśle współpracował z oddziałami sowieckimi pod dowództwem Zołotara jako ich informator. Jego współpraca polegała na zbieraniu informacji na temat członków konspiracji niepodległościowej, lokalizacji, miejsc postoju, kwater i siedzib oddziałów Armii Krajowej na Podhalu, co ułatwiło później NKWD, po zajęciu regionu przez Armię Czerwoną, podjęcie skutecznych działań przeciwko polskiemu podziemiu”.

Do zawiadomienia złożonego w IPN Marek Zapała i Tadeusz Morawa dołączyli 37 dokumentów i na końcu dodali: „Oczekujemy ujawnienia wszystkich materiałów dotyczących służby Józefa Kurasia w MO i UB”.

Wśród pism stanowiących załączniki przekazane Instytutowi Pamięci Narodowej jest sporo oświadczeń byłych akowców z Podhala i ich rodzin. Piszą oni o aktywnej współpracy Kurasia z oddziałem partyzanckim mjr. Iwana Zołotara oraz z oddziałem kpt. Ludmiły Gordijenko – „Tani”. Z początkiem grudnia podporządkował on też swoją grupę oddziałowi Armii Ludowej, którego dowódcą był Izaak Gutman vel Bruno Skuteli – „Zygfryd”. Ta współpraca ułatwiała „Ogniowi” dokonywanie napadów i rabunków na mieszkańcach Podhala, Pienin i Spiszu pod pozorem pomocy dla lewicowej partyzantki. Czasami na trupach, szczególnie zabitych i obrabowanych Żydów, pozostawiał kartkę: „AK”, by zrzucić podejrzenia na 1. Pułk Strzelców Podhalańskich AK. Utrzymywał również kontakt z przebywającymi w lasach funkcjonariuszami NKWD, 7 listopada 1944 r. świętował z nimi rocznicę wybuchu rewolucji październikowej. Spotkań z oddziałami AK Kuraś unikał, bo ciążył na nim wyrok śmierci wydany za dezercję, choć mjr Adam Stabrawa – „Borowy”, dowódca 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, nie pozwolił tego wyroku wykonać, aby nie dopuścić do sporów w lesie, i postanowił poczekać na nową polską władzę, która po wojnie „Ognia” rozliczy. Nie przewidział tylko, że właśnie Józef Kuraś będzie tą polską władzą w Nowym Targu.

A Kuraś po wyjściu z lasu 18 stycznia 1945 r. zapisał się natychmiast do Polskiej Partii Robotniczej, choć legitymację dostał dopiero 9 marca, i zaczął tworzyć w mieście struktury MO. Potem, zaopatrzony w listy referencyjne wystawione mu przez NKWD i AL, pojechał najpierw do Lublina, aby zadeklarować poparcie dla tymczasowego polskiego rządu. Potem w Warszawie spotkał się z Zofią Gomułkową, kierowniczką Wydziału Personalnego KC PPR, i od niej 10 marca 1945 r. dostał nominację na szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu. Przy okazji załatwił też sobie awans na plutonowego. Z wyłapaniem żołnierzy Armii Krajowej nie miał żadnych problemów, bo przecież do końca 1943 r. był w oddziale AK „Wilk” dowodzonym przez por. Kryspina Więckowskiego – „Zawiszę”. Z oddziału zbiegł w czasie walki na Czerwonym Groniu i tym samym przyczynił się do śmierci dwóch partyzantów.

Wyklęty podejrzany

Marek Zapała i Tadeusz Morawa tak pracowicie udokumentowali swoje doniesienie o możliwości popełnienia zbrodni komunistycznej przez Kurasia, że IPN nie miał innego wyjścia, jak ogłosić wszczęcie śledztwa. Można było lekceważyć leśne zbrodnie „Ognia”, tłumacząc, że przedawnił się okres ich ścigania, ale czyny milicjanta Kurasia i funkcjonariusza bezpieki Kurasia to zupełnie co innego.

21 stycznia 2016 r. krakowski oddział IPN wydał postanowienie o wszczęciu śledztwa o sygnaturze S77/15/Zk „w sprawie zbrodni komunistycznej przeciwko ludności, polegającej na udzieleniu pomocy w okresie od 29 stycznia do 12 kwietnia 1945 r. w Nowym Targu i innych miejscowościach powiatu nowotarskiego przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej oraz funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu, będących funkcjonariuszami państwa komunistycznego, formacjom sowieckim dokonującym bezprawnych pozbawień wolności obywateli polskich w związku z ich przynależnością do Armii Krajowej”. W decyzji przesłanej przez IPN autorom wniosku ani razu nie pada nazwisko Józefa Kurasia, bo jest to śledztwo „w sprawie”, a nie „przeciwko”, ale zgadza się charakter i czas popełnionych przestępstw i wiadomo, o kogo chodzi.

Prowadzący sprawę prokurator IPN Marcin Nowotny rozpoczął gromadzenie materiałów, przesłuchał już Marka Zapałę, będącego też wiceprezesem nowotarskiego koła Światowego Związku Żołnierzy AK. Inni przedstawiciele rodzin byłych żołnierzy AK z Podhala niecierpliwie czekają na wezwanie do Krakowa. Chcą m.in. opowiedzieć, jak to 2 lutego 1945 r. funkcjonariusze NKWD i UB, z trudem odczytując nazwiska wypisane na liście najprawdopodobniej przygotowanej przez „Ognia”, aresztowali Władysława Zegardowicza – „Kukułkę” i Franciszka Kietę – „Limbę”. Najpierw poddano ich brutalnym przesłuchaniom, żądając ujawnienia miejsca pobytu kolegów, a potem zostali wywiezieni aż za Ural. Zegardowicz pracował przy wyrębie lasu, a Kieta w kopalni. Obaj zdołali zbiec i przemierzając pieszo tysiące kilometrów, wrócili do Nowego Targu. Podobnych aresztowań było wiele.

Niezwykle cenne może być zeznanie 91-letniej Stefanii Chowaniec mieszkającej w gajówce koło Łopusznej. W jej domu odbywały się spotkania Józefa Kurasia z funkcjonariuszami NKWD. Na miejsce rozmów wybrano ten dom, bo ojcem Stefanii Chowaniec był Mikołaj Kostkin, Rosjanin, który po I wojnie światowej osiedlił się na Podhalu, tu znalazł żonę i miał z nią trzy córki. W tych rozmowach Kostkin był tłumaczem, choć swojej funkcji nie pełnił długo, bo w 1946 r. został zastrzelony przez nieznanych sprawców. Do dziś tej zbrodni nie wyjaśniono, chociaż prawdopodobnie zrobił to „Ogień”, który chciał się pozbyć świadka negocjacji z NKWD. Mimo swojego wieku Stefania Chowaniec chce złożyć zeznania, wiele rzeczy pamięta, nawet potrafi wymienić kilka nazwisk NKWD-zistów, którzy w jej domu spotykali się z „Ogniem”.

Podwójne życiorysy

Gdy minister Macierewicz wygłaszał w waksmundzkim kościele kazanie o zasługach mjr. Kurasia, lekkie buczenie rozlegało się również z tego powodu, że miejscowi nigdy nie słyszeli, aby „Ogień” miał wysoki stopień wojskowy, choć tak jest w książkach i artykułach prasowych. Dla nich Kuraś to kapral, który poszedł do Armii Krajowej i taki stopień miał przez całą wojnę. Po wyzwoleniu załatwił sobie awans na plutonowego. W książce „Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza” (t. 1, s. 260) pod hasłem „Kierownicy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu” jest informacja: „Józef Kuraś, imię ojca – Józef, stopień służbowy – porucznik, czas pełnienia służby: 23.III – 11.IV.1945”. Potem „Ogień” porzucił władzę ludową i poszedł w góry, gdzie jego oddział nikomu nie podlegał, na oficera nikt nie mógł go awansować także z tego powodu, że nie miał matury. Nagle został majorem, a nigdy nie był kapitanem? Ludzie z Waksmundu pytali o to pracowników IPN, ale nikt nie był w stanie im tego wyjaśnić. W archiwach nie ma śladu. Wszystko więc wskazuje na to, że Kuraś sam siebie awansował do stopnia majora i nawet nie wypisał dla siebie awansu. Czy dla ministra Macierewicza jest godne naśladowania, że żołnierz sam siebie awansuje?

W kościele w Waksmundzie Macierewicz mówił też o zasługach obecnego na mszy 91-letniego ppłk. Kazimierza Paula – „Skały”, który walczył u boku „Ognia”, będąc dowódcą 5. Kompanii Zgrupowania Partyzantów „Błyskawica”. Po nabożeństwie wręczył mu nominację na pułkownika. Ze względu na podeszły wiek awansowanego można tę ceremonię w kościele ministrowi wybaczyć, ale mam nadzieję, że wręczanie nominacji oficerskich przed ołtarzem nie stanie się nową wojskową tradycją.

Nie tylko „Ognia”, ale i „Skałę” minister Macierewicz w czasie kazania zaliczył do „żołnierzy wyklętych”, którzy powinni być przykładem dla polskiej armii. Porównałem więc życiorys Józefa Kurasia z materiałami o „Skale”, jakimi dysponuje IPN, i stwierdzam, że ich kariery są bardzo podobne. Tuż po zakończeniu wojny Paulo rozpoczyna pracę w Milicji Obywatelskiej i zostaje komendantem posterunku w Węglówce koło Krosna. Wkrótce z pięcioma innymi milicjantami opuszcza posterunek, zabiera broń, w tym kilka karabinów maszynowych, zgłasza się do oddziału „Ognia” i zostaje dowódcą 5. kompanii. 9 kwietnia 1947 r. ujawnia się w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Krośnie, zdaje broń i składa zeznanie o swoim pobycie w lesie, zatajając wiele spraw. Miesiąc później zostaje zwerbowany do współpracy z bezpieką i otrzymuje pseudonim „Laska”. Po trzech latach współpracy z tym urzędem zostaje 6 lipca 1950 r. aresztowany, a 26 lutego 1951 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Rzeszowie skazuje go na karę śmierci za nieujawnienie napadów z bronią w ręku popełnionych w czasie pobytu w oddziale „Błyskawica”. Potem wyrok zostaje złagodzony do 15 lat więzienia i w końcu po pięciu latach, 2 czerwca 1956 r. „Skała” wychodzi na wolność.

Jeżeli więc dwaj „żołnierze wyklęci”, „Ogień i „Skała”, stawiani przez ministra obrony za wzór do naśladowania, mają za sobą zarówno pobyt w lesie i walkę z władzą ludową, jak i działalność w MO i SB, podczas której prześladowali ludzi walczących o niepodległą Polskę, to który z tych okresów, panie ministrze, należy naśladować? Czy można być w lesie bohaterskim „żołnierzem wyklętym”, a po wyjściu z niego zbrodniarzem komunistycznym?

Wydanie: 9/2016

Kategorie: Kraj