Opiekunki są wkurzone

Opiekunki są wkurzone

Opiekun ludzi starszych nie ma czasu na realizowanie misji. Ma zapieprzać. W dodatku za marne pieniądze

Elżbieta przyjmuje chłodno informację, że powstała Związkowa Alternatywa Opiekunek – związek zawodowy, który może zawalczyć o lepsze warunki pracy. – Mnie to już nie dotyczy – mówi. – Cztery miesiące pracowałam jako opiekunka osób starszych w domu opieki i wystarczy. Dlaczego? Bo inaczej sobie wyobrażałam ten zawód. Sądziłam, że to misja. Wyleczyłam się z takiego myślenia. Opiekun ludzi starszych nie ma czasu na realizowanie misji. Ma zapieprzać. W dodatku za marne pieniądze.

Dziś wie, że pomysł, by dorabiać do emerytury w domu opieki, był w jej przypadku nietrafiony. Minęło kilka miesięcy, od kiedy porzuciła tę pracę, ale wciąż śni się jej zmienianie pampersów na czas, kąpiele pacjentów na czas, zmienianie pościeli na czas, karmienie na czas, pojenie na czas… Bo ciągle jest za mało opiekunek w stosunku do zadań. I śni się jej też wypluwanie na nią jedzenia, rzucanie kubkiem, wymyślanie od k… Żal jej osób, które muszą to znosić – i ten nadmiar pracy, i tę niewdzięczność pacjentów. Od czasu do czasu osłodzoną tabliczką czekolady. Elżbieta ma nadzieję, że może teraz, kiedy powstał związek zawodowy, będzie im łatwiej. Może ktoś zawalczy o to, by za tę morderczą pracę płacono lepsze pieniądze, by zatrudniano więcej opiekunek?

Gdy w kraju szalał koronawirus i zarażeni zostali pensjonariusze domów opieki czy hospicjów, mówiono o niezłomności pielęgniarek. Nikt nie mówił o niezłomności opiekunek. Elżbietę to oburzało. No bo jeśli ktoś tak jak ona pracował w domu opieki, doskonale wie, jak ogromna jest rola opiekunek. I że jedna pielęgniarka, choćby najbardziej niezłomna, nie byłaby w stanie obsłużyć grupy pensjonariuszy.

Opiekunka osób starszych, taka od najbardziej podstawowej opieki, to zwyczajna kobieta, która ukończyła co najmniej szkołę podstawową i 90-godzinny kurs. Albo nawet nie ma żadnego kursu, tylko doświadczenie z opieki nad kimś z rodziny. Choć do tej profesji trafiają również osoby z wykształceniem średnim lub wyższym, często po przejściu na emeryturę, opiekunka traktowana jest jak osoba drugiej kategorii. To jeden z najbardziej pogardzanych zawodów.

Marianna, też emerytka jak Elżbieta, buntuje się przeciw traktowaniu zajęcia opiekunki jako czynności nikczemnej. Lubi swój drugi zawód. Drugi, bo z wykształcenia jest ekonomistką. Kiedy przeszła na emeryturę, postanowiła, że będzie pracować jako opiekunka środowiskowa ludzi starszych. – Muszę pracować, bezczynność by mnie zabiła – przekonuje. Ma jednak warunek – jej podopieczni muszą potrzeby fizjologiczne załatwiać w toalecie. Żadnych pampersów! Ma pod opieką seniorów z różnymi dolegliwościami, nawet ze schizofrenią i chorobą dwubiegunową. Teraz opiekuje się ośmioma osobami. Z niektórymi się zaprzyjaźniła, są jak rodzina. Inni traktują ją jak służącą, jakby była nikim. A przecież ona też kiedyś była kimś.

Domy dla 120 tysięcy

W lutym tego roku GUS wydał pierwszą kompleksową publikację poświęconą sytuacji osób starszych. Sformułowanie osoby starsze w tym wypadku zgodnie z ustawą obejmuje osoby, które mają ukończone 60 lat. Jak wynika z raportu GUS, na koniec 2018 r. w Polsce funkcjonowało 1831 zakładów stacjonarnej opieki społecznej, w tym 876 domów pomocy społecznej i 364 placówki, które zapewniały całodobową opiekę w ramach swojej działalności statutowej lub gospodarczej. Łącznie w stacjonarnych placówkach było 118,9 tys. miejsc, w tym 82,8 tys. w domach pomocy społecznej. Z usług opiekuńczych świadczonych w domach korzystało w Polsce prawie 92 tys. osób starszych. Średnia wartość usług opiekuńczych przypadających rocznie na jedną osobę wynosiła 5167 zł, czyli zaledwie 430 zł miesięcznie.

Nie ma danych, które by określały liczbę opiekunek osób starszych w Polsce. W każdym razie szacuje się, że brakuje ok. 20 tys. opiekunek. Część usług opiekuńczych świadczą Ukrainki, pojawiły się także pracownice z Tajlandii.

Każda gmina powinna zapewnić swoim seniorom możliwość opieki w miejscu zamieszkania. Jednak aż 20% gmin takich usług nie zapewnia. Opieka nie jest całkowicie bezpłatna. Podopieczny nic nie płaci jedynie wtedy, jeśli jako osoba samotnie gospodarująca ma dochód miesięczny niższy niż 701 zł. W wypadku seniorów żyjących w rodzinie dochód uprawniający do bezpłatnych usług opiekuńczych wynosi 528 zł na osobę.

Każdy płaci, jak chce

We wtorki i czwartki Marianna chodzi do jednej czwórki podopiecznych, a w poniedziałki, środy i piątki do drugiej. Bywa u nich po dwie godziny albo godzinę – to zależy od zlecenia. Kiedy wie, że senior ma rodzinę, a mimo to dostaje dużo godzin z opieki społecznej, oburza się. Przecież więcej godzin powinna dostać osoba samotna.

Od lutego jej rejon przejęła nowa firma. – Źle się dzieje, bo każdy pracodawca inaczej płaci opiekunkom – mówi Marianna. – W przetargach organizowanych przez ośrodki pomocy społecznej wygrywają te firmy, które złożą najniższą ofertę. To moim zdaniem wykorzystywanie pracowników, bo jak stawka jest niższa, to i opiekunki będą mniej zarabiać.

Bywa więc, że opiekunki robią to samo co wcześniej, mają pod opieką tych samych seniorów, tylko że mniej pieniędzy, mimo wzrostu wynagrodzenia minimalnego. Na przykład teraz nowa firma płaci 11,40 zł za godzinę na rękę. Przy czym opiekunkom środowiskowym zazwyczaj płaci się za czas przepracowany na rzecz podopiecznego, natomiast czasu potrzebnego na dotarcie od jednego do drugiego się nie uwzględnia. – A przecież one się nie teleportują – oburza się Anna, która pracowała w firmie organizującej opiekę.

Kiedy koleżanki Marianny postawiły się pracodawcy i zażądały, by płacono im też za czas przejazdu z miejsca na miejsce, on po prostu je zwolnił. Zresztą większość pracodawców podchodzi do sprawy tak samo.

Oddzielna kwestia to zabezpieczenie opiekunek w czasie pandemii. Marianna na miesiąc dostała 12 par rękawiczek jednorazowych i 30 ml płynu dezynfekującego. Żeby zachować warunki sanitarne, opiekunki już przed pandemią dziennie potrzebowały czterech par rękawiczek lub więcej, bo po sprzątaniu WC trudno w tych samych rękawiczkach zabrać się do gotowania i karmienia.

Czy Związkowa Alternatywa Opiekunek, kiedy już nabierze siły, pomoże kobietom w takich sytuacjach? Jacek Choroszewicz z partii Lewica Razem uważa, że tak. Już od dłuższego czasu uświadamiał opiekunkom, że powinny walczyć o swoje prawa pracownicze i założyć związek zawodowy. W lutym w Warszawie odbyło się spotkanie, na które przyjechało ponad 60 opiekunek. Był on, czyli inicjator związku, była reprezentantka Centrum Usług Społecznych, które w stolicy nadzoruje świadczenie usług opiekuńczych, był prezes firmy, która zwolniła niepokorne opiekunki. Napisano regulamin związku. Związkowa Alternatywa Opiekunek  reprezentuje opiekunki zatrudnione w Polsce, ale i te pracujące za granicą, głównie w Niemczech.

Według tzw. barometru zawodów zawód opiekuna osób starszych jest jednym z najbardziej deficytowych w Polsce. Trudno się dziwić, skoro z danych Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń wynika, że średnie zarobki opiekunów seniora w domach pomocy społecznej kształtowały się w 2019 r. na poziomie 2270 zł brutto (ok. 1650 zł netto), czyli były tylko nieznacznie wyższe od wynagrodzenia minimalnego.

– Praca na kasie w markecie jest mniej odpowiedzialna i lepiej opłacana. Dlatego młodzi ludzie odchodzą z tego zawodu – mówi Choroszewicz. – Na rynku pracodawców jest duża rotacja, bo umowy często są roczne. Kiedy przetarg wygrywa inna firma, zatrudnia te same opiekunki.

Choroszewiczowi bardzo zależy na rozwoju ruchu związkowego wśród opiekunek. Także na tym, by rosła świadomość tej grupy zawodowej i aby opiekunki potrafiły walczyć o swoje prawa. – Dla mnie jest oczywiste, że firma zatrudniająca opiekunki powinna płacić za czas przejścia między pacjentami – podkreśla. – Tak samo musi dopłacać do biletów albo do przejazdów samochodem, musi też płacić za godziny nadliczbowe. Jednak te przepisy są martwe. Niskie zarobki to jakby sygnał ze strony społeczeństwa: nie opłacamy was dobrze, bo nie uważamy, że jesteście zawodem potrzebnym.

Ostrzegano

Piotr Ciszecki dwa lata temu był członkiem zarządu Fundacji Zdrowie, która wygrywała wiele przetargów na usługi opiekuńcze w stolicy. Warszawskie opiekunki z sentymentem wspominają ten czas, bo firma bardzo dbała o swoje pracownice. – W Warszawie jest taki wymóg, żeby opiekunki były zatrudnione na etat. A jeśli tak, to przecież trzeba też uwzględnić pół godziny płatnej przerwy na lunch, trzeba zapłacić za urlop wypoczynkowy – tłumaczy Ciszecki. – Miasto zaś płaci za godzinę usługi opiekuńczej. Dlatego koszt tej godziny musi uwzględniać te dodatkowe obciążenia.

Efekt jest taki, że firma zatrudniająca opiekunki albo będzie zarabiać minimalnie, albo będzie musiała na nich zaoszczędzić. Nawet jeśli są to umowy o pracę, umowa zawsze może być na cztery piąte lub trzy czwarte etatu, niezależnie od tego, że opiekunka pracuje nawet dłużej niż na całym etacie, bo w końcu można jej za nadgodziny nie zapłacić. Tak robi wiele firm.

– To nie tylko słabo opłacana, ale i bardzo niewdzięczna praca – stwierdza anonimowy przedstawiciel jednej z firm. – Nawet w miastach zdarza się, że w mieszkaniu nie ma wody i opiekunka musi ją przynosić, albo że w mieszkaniu są robaki.

Teraz na rynku usług opiekuńczych pojawili się harcownicy. Bywa, że w przetargach deklarują stawki w wysokości 21 zł za godzinę. Nie ma możliwości, by przy tak niskiej stawce zapłacić opiekunkom za czas stracony na przejazdy między podopiecznymi i za bilety. Ale zgodnie z prawem zamówień publicznych jednostki samorządowe muszą wybrać ofertę najtańszą. I tak z rynku wycinane są firmy, które chcą rzetelnie wynagradzać opiekunki.

Na przykład w przetargu na usługi w 2020 r. OPS w Pieszycach na Dolnym Śląsku przeznaczył na nie 200 tys. zł, a jeden z dwóch kontrahentów zaoferował świadczenie usług za 175 770 zł, czyli oczekiwał 21,7 zł za godzinę. Tym kontrahentem było konsorcjum firm Fundacja Wigor z Białegostoku i Marmed Piotr Pogorzelski, także z Białegostoku. Co ciekawsze, konsorcjum to dwie firmy należące do tej samej osoby. W każdym razie kontrahent z Białegostoku przebił ofertę oddziału PCK w Dzierżoniowie, który oczekiwał za usługi opiekuńcze 211 tys. zł. Jednak OPS poprosił białostockie konsorcjum o złożenie wyjaśnień dotyczących oferty. Ponieważ nie nadeszły, ostatecznie przetarg wygrał oddział PCK w Dzierżoniowie.

Na temat firmy Marmed Piotr Pogorzelski, a także Marmed Sp. z o.o., również powiązanej z Piotrem Pogorzelskim, toczy się dyskusja na portalu GoWork.pl. Osoba podpisująca się Zuza w lutym napisała: „W Gdyni była umowa o pracę, bo tak wymagał MOPS. Pracodawca powinien zapłacić za urlop lub wypłacić ekwiwalent. Tym, którzy nie wykorzystali urlopu, ekwiwalentu nie wypłacono. Do tego nie były odprowadzane wszystkie składki ZUS”. Oszuk w styczniu napisał: „Mnie nie opłacał ZUS-u, z wypłatami też ciężko. Czasami dwa tygodnie trzeba się upraszać. Zwrotu za dojazdy nie było”. Ania też w styczniu stwierdziła: „Przetargi wygrywają na minimalnych stawkach, więc jest to kosztem pracowników, bo boss musi wyjść na swoje”. Jednym z niewielu zachwyconych firmą był Mirek: „Ja podjąłem pracę w Olecku. Kontrakt super. Do tego pierwszego dnia dostałem pieniądze na dojazdy. Mam umowę o pracę i z tego, co wiem, 90% pozostałych pracowników w Olecku. Te wpisy to chyba jedna wielka ściema”. Niestety, sielanka w Olecku nie trwała długo. 24 stycznia br. MOPS w Olecku rozwiązał umowę z konsorcjum z Białegostoku.

– Bywają środowiska, gdzie opiekunki są dla podopiecznego jedynym kontaktem – twierdzi Ciszecki. – Możemy opiekunkom płacić minimalne pieniądze i uznać, że nie są ważne. Ale one nie walczą o coś ekstra, tylko o to, co powinny mieć zagwarantowane.

Do tej pory opiekunki nie walczyły o swoje. Teraz, dzięki związkowi, może wreszcie ta sytuacja się zmieni. Pod koniec maja Związkowa Alternatywa Opiekunek przesłała list do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marleny Maląg. Domaga się w nim zawarcia układu zbiorowego dla wszystkich polskich pracowników i pracownic opieki w kraju i za granicą. Dzięki związkowi opiekunki będą miały w rękach potężny oręż – strajk. Jeśli zaś w jakiejś firmie usługi opiekuńcze przez czas strajku nie będą świadczone, bardzo wysokie kary umowne, które ośrodki pomocy społecznej mogą nałożyć na firmę świadczącą usługi, będą mogły wywrócić nawet najbardziej cwanych graczy na rynku opieki.

 

Fot. Adobe Stock

Wydanie: 27/2020

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy