Ostrożnie z „holendrami”

Ostrożnie z „holendrami”

Używane auta, które trafiają do Polski z zagranicy, bardzo często mają sfałszowane lub nieważne tablice rejestracyjne

Jedna z giełd samochodowych w Polsce. Sprowadzony z Holandii czarny rover czeka na kupca. Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Szkopuł w tym, że tablice rejestracyjne tego samochodu są sfałszowane. Skąd to wiemy? Wystarczy sprawdzić w holenderskiej bazie danych, w której auto na tych numerach figuruje jako czerwone audi 80. – Odkryłem dziurę w systemie ścigania przestępczości samochodowej w Polsce – mówi S., który od 11 lat bada tę sprawę. W tym czasie starał się zainteresować niepokojącym procederem różne organy polskiego państwa. Bezskutecznie.

Seat jest volkswagenem

S. może pochwalić się bogatą dokumentacją. Auta z zagranicznymi (przeważnie holenderskimi) rejestracjami, które są wystawiane na polskich giełdach samochodowych, sprawdza od 2004 r. Od tamtego czasu jego zbiory mieszczą się w 11 kopertach i liczą ponad 1,1 tys. fotografii. – W holenderskiej bazie danych sprawdziłem ok. 900 aut, które trafiły do Polski. Rezultat: jedynie kilka miało ważne tablice. Natomiast 5% z nich miało tablice sfałszowane – opowiada S.

Wszystko można zweryfikować bardzo łatwo. W Holandii tablica rejestracyjna towarzyszy pojazdowi od momentu jego rejestracji do złomowania, a elektroniczna wersja ewidencji jest dostępna dla wszystkich. Dlatego holenderskich urzędników i policjantów dziwią podawane przez S. informacje o tym, że wyrejestrowany w 1999 r. opel kadett do 2005 r. jeździł po Warszawie na swojej holenderskiej tablicy, a poruszający się po polskich drogach seat według rejestru jest volkswagenem.

Polakom, którzy stali się właścicielami takich aut, proceder może przynieść przykre konsekwencje. Nie można przecież wykluczyć, że sfałszowana tablica rejestracyjna widnieje również w dokumentach pojazdu lub że sam samochód pochodzi z kradzieży. Wówczas policja ma prawo odebrać go jako dowód przestępstwa. W Holandii zdarzały się również przypadki kradzieży z placówek pocztowych legalnych formularzy, do których następnie wpisywano fałszywe numery rejestracyjne. Niewykluczone więc, że na fałszywych zagranicznych tablicach niezły biznes kręci zorganizowana przestępczość.

Fałszowanie tablic to nie przestępstwo

Zaszokowany swoim odkryciem S. zwrócił się z prośbą o interwencję do polskiej policji. Reakcja mundurowych wprawiła go jednak w jeszcze większe osłupienie. Okazało się bowiem, że fałszowanie tablic rejestracyjnych nie jest w Polsce przestępstwem. To zaledwie wykroczenie. W myśl polskiego prawa – co potwierdziło orzeczenie Sądu Najwyższego – tablica rejestracyjna nie jest znakiem identyfikacyjnym. Jest nim jedynie numer identyfikacyjny VIN samochodu. Sprawa budzi wiele kontrowersji, ponieważ dokonując kontroli drogowej, policjanci niemal nigdy nie sprawdzają zgodności numeru VIN z tym, co widnieje w dowodzie rejestracyjnym pojazdu.

Do takiej interpretacji przepisów polscy kierowcy podchodzą z ironią. Jeden z internautów pisze wręcz: „Czyli jeżdżąc po RP najlepiej mieć założone zagraniczne rejestracje z jakiegoś zezłomowanego trupa. Mandaty z fotoradarów są wówczas niegroźne, a i sam fakt poruszania się z takimi tablicami jest jak najbardziej legalny. Gratulacje dla polskich ustawodawców i Sądu Najwyższego!”.

Jako przykład S. pokazuje zdjęcie zrobione w 2005 r. w centrum Warszawy. Dwójka policjantów sprawdza auto na polskich numerach rejestracyjnych i równocześnie ignoruje zaparkowany obok samochód, którego zagraniczne tablice już od pięciu lat są nieważne.

Mężczyzna nie spodziewał się, że odpowiedź, którą uzyskał od polskiej policji, będzie początkiem jego długoletniej kampanii. – Początkowo liczyłem, że 10-15 zdjęć wystarczy, aby sprawą zainteresowała się policja. Jeśli ja mogłem robić takie zdjęcia, to policja również – mówił dziennikarzowi największej holenderskiej gazety „De Telegraaf”.

Strony: 1 2

Wydanie: 44/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy